Madonna znika pod szklanka kawy

"Madonna pod jodlami" pedzla Lucasa Cranacha, 1510 r.
Fot. BIBLIOTEKA INSTYTUTU SZTUKI PAN

WLODZIMIERZ KALICKI

Niemiecki ksiadz siedzial w swoim apartamencie ze sczerniala twarza. Od wielu dni byl martwy. Z apartamentu zniknal jego spisany przy swiadkach testament i obraz "Madonna z Dzieciatkiem" Lucasa Cranacha. Warte miliony dolarow arcydzielo zniknelo po raz wtory.

Gdzie jest jeden z najcenniejszych obrazow Lucasa Cranacha Starszego "Madonna z Dzieciatkiem", zwana takze "Madonna pod jodlami"? W latach 50. zaden historyk sztuki w Europie nie mial watpliwosci: we Wroclawiu!

Dzielo Cranacha od 450 lat znajdowalo sie w posiadaniu katolickiej kurii metropolitalnej we Wroclawiu. Wojna niczego nie zmieni-la. Niemieccy ksieza, wyjezdzajac po wojnie za Odre, pozostawili arcydzielo Cranacha we wroclawskiej, teraz juz polskiej, kurii. Polski Kosciol tez nie kryl, ze "Madonna pod jodlami" wisi na scianie wroclawskiego palacu biskupiego.

W roku 1953 w dwoch powaznych publikacjach niemieckich zwiazanych z obchodami 400. rocznicy smierci Cranacha, w katalogu wystawy w Weimarze i w berlinskiej monografii "Lucas Cranach der Ältere. Der Kuenstler und seine Zeit", podano, ze "Madonna pod jodlami" znajduje sie we wroclawskiej katedrze.

Na poczatku lat 60. jedno z duzych francuskich wydawnictw przygotowywalo do druku monografie Lucasa Cranacha Starszego. W roku 1961 Francuzi poprosili kurie metropolitalna we Wroclawiu o kolorowe zdjecie arcydziela Cranacha. Ksiadz kustosz muzeum diecezjalnego postanowil przed sfotografowaniem obrazu odnowic go. Deska, na ktorej Cranach namalowal Madonne, pekla w dwoch miejscach. Szerokie szczeliny przechodzily przez czolo Madonny. Ksiadz kustosz przyniosl zapakowany obraz do pracowni konserwatorskiej Muzeum Slaskiego, dzisiejszego wroclawskiego Muzeum Narodowego. Uroczyscie rozpakowal go i wreczyl pani konserwator Danieli Stankiewicz.

- Spojrzalam i od razu poczulam niepokoj. To nie wygladalo na reke Cranacha. A juz na pewno nie bylo to arcydzielo - wspomina Daniela Stankiewicz.

Madonna ma drewniany usmiech

Im dluzej i uwazniej pani Stankiewicz wpatrywala sie w obraz ze zbiorow kurii, tym wieksze ogarnialy ja watpliwosci.

"Madonna pod jodlami" byla dokladnie opisana w niemieckich studiach nad tworczoscia Cranacha. Mistrz namalowal bodaj najpiekniejsza ze swych Madonn na lipowej desce o wymiarach 71 na 57 cm, tymczasem przyniesiony przez ksiedza obraz mial rozmiary 68 na 54 cm. Badanie mikroskopowe nie pozostawialo watpliwosci: namalowano go na drewnie jodlowym.

Rewelacje przynioslo tez badanie faktury obrazu. Pani Stankiewicz odszukala w dokumentacji Muzeum Slaskiego dwa zdjecia "Madonny pod jodlami" z roku 1935. Nietypowe, wielkie fotografie o rozmiarach 30 na 40 cm ukazywaly wyrazna, regularna siatke pekniec farby, typowa na sredniowiecznych obrazach malowanych na desce. Dawni mistrzowie gruntowali drewno bardzo gruba warstwa zaprawy klejowej, ktora po wiekach stala sie przyczyna regularnych spekan farby. Taka siatka spekan pokryte sa obrazy Cranacha z wczesnego okresu tworczosci, do ktorego zalicza sie rowniez "Madonne pod jodlami". Tymczasem badany przez Daniele Stankiewicz obraz pokrywala siatka spekan typowa dla dwudziestowiecznego malarstwa olejnego. Byla ona bowiem nieregularna, jej rysunek zmienial sie w rozmaitych czesciach obrazu.

Przedwojenne fotografie nie pozostawialy watpliwosci: u Cranacha gruba zaprawa maskowala fakture drewna. Tymczasem na obrazie przyniesionym z kurii pod warstwa farby wyraznie widoczne byly sloje jodlowych desek.

- Malarstwo Cranacha znalam wtedy dosc dobrze, choc nie lubilam go. Po prostu nie odpowiadalo mi stylistycznie. Fascynowala mnie jednak jego mistrzowska technika - opowiada Daniela Stankiewicz.

Na obrazie nalezacym do wroclawskiej kurii nie sposob bylo sie dopatrzyc nawet sladu cranachowskiej techniki. Odstreczal wrecz nieklarowny i przybrudzony koloryt. Nie bylo sladu typowej dla XVI-wiecznego malarstwa techniki przelamywania tonow licznymi laserunkami. Podobny, choc znacznie gorszy efekt tworca obrazu osiagnal nalozeniem farb zmieszanych juz na palecie.

Z twarzy Madonny i Dzieciatka zniknely lagodne, tajemnicze usmiechy, ktore przez stulecia fascynowaly ogladajacych. Hans Posse w opublikowanej w 1943 roku monografii Cranacha zachwycal sie "ludzkim wdziekiem" Marii z wroclawskiej katedry. Tymczasem Maria na dostarczonym do renowacji obrazie spogladala na Dzieciatko obojetnie, bez cienia usmiechu. Jej prawe oko wygladalo jak chore, zaszle bielmem. Za ramieniem Marii na obrazie widac bylo trzy pasma gor, na przedwojennych fotografiach zas - cztery.

Na obrazie fredzle z poduszki, na ktorej spoczywa Dzieciatko, namalowano chaotycznie, niedbale.

- Te nitki namalowane byly po prostu obrzydliwie, to nawet nie bylo malarstwo, ale jakas szarpanina pedzlem - mowi pani Stankiewicz. Przedwojenna fotografia zdradzala tymczasem, ze Cranach mistrzowsko, precyzyjnie namalowal fredzle i perelki, ktorymi wyszywana jest poduszka Dzieciatka.

Ostatecznym dowodem nieautentycznosci badanego dziela byl dla Danieli Stankiewicz pierscien w lewym, dolnym rogu obrazu. W katalogu zabytkow Wroclawia - opublikowanym w roku 1930 przez wielkiej klasy niemieckich fachowcow, Burgemeistera i konserwatora zabytkow prowincji pruskiej Guenthera Grundmana - pani Stankiewicz znalazla informacje, ze namalowany prawdziwym zlotem pierscien mial oczko z niebieska tarcza, na ktorej widoczne byly naniesione zlotem inicjaly Cranacha. Na dostarczonym jej obrazie pierscien niechlujnie maznieto zolta farba.

- Zamiast inicjalow Cranacha, na tarczy pierscienia byl jakis bohomaz nie do odczytania - mowi pani Stankiewicz.

Daniela Stankiewicz nie miala cienia watpliwosci: badany przez nia obraz nie jest dzielem Cranacha z wroclawskiej katedry.

Apostolski administrator adoruje falsyfikat

Ksiadz kustosz byl zszokowany. Zaskoczone byly wladze archidiecezji. Nawet niektorzy historycy sztuki nie chcieli sie pogodzic z werdyktem pani Stankiewicz.

- Pewien bardzo znany profesor historii sztuki, nie chce podawac jego nazwiska, zaatakowal mnie, ze autentycznosc slynnego obrazu podwazam dla sensacji. Mowil, ze na obrazie jest wszystko to, co powinno byc w "Madonnie pod jodlami", wiec musi to byc oryginalne dzielo Cranacha - mowi konserwatorka.

Wladze koscielne wyrazily zgode na dalsze badania. Profesor Kwiatkowski w Laboratorium Badawczym Muzeum Narodowego w Warszawie przeswietlil wroclawski obraz promieniami rentgena. Na trzech rentgenogramach wyraznie bylo widac warsztatowe niedostatki tworcy obrazu. Kontury postaci, malowane niepewna, chwiejna reka, rozplywaly sie. To byla reka pacykarza, a nie sredniowiecznego mistrza.

Obraz byl zatem kopia dziela Cranacha. Kto i kiedy ja jednak wykonal? "Madonne pod jodlami" kopiowano juz w sredniowieczu. W prywatnej kolekcji dr. Scheufelena w Oberleuningen pod Stuttgartem znajdowala sie na przyklad kopia wykonana juz w drugiej polowie XVI wieku.

Czy kopia wroclawska powstala w sredniowieczu?

Jodlowe deski, na ktorych ja namalowano, wygladaly na bardzo stare, najpewniej wlasnie sredniowieczne. Na odwrocie obrazu znajdowal sie prostokat namalowany zoltoszara farba olejna. Pani Stankiewicz usune- la farbe. Pod jej druga warstwa znalazla srebro platkowe osadzone na grubej warstwie zaprawy klejowo-kredowej. Srebro przelaserowane bylo zlocistym lakierem. W zaprawie wyryte byly zarysy gornych partii plaskorzezbionych figur, ktorych tlem byla plaszczyzna laserowanego srebra.

Rodzaj drewna, charakter figur i przede wszystkim technika malarska nie pozostawialy watpliwosci - kopia Cranacha namalowana zostala na odwrocie oryginalnej kwatery sredniowiecznego oltarza. Wlasnie to jednak wykluczalo mozliwosc, by wroclawska kopie stworzono w sredniowieczu. Przepisy cechowe surowo zabranialy wowczas wykorzystywania obrazow kultowych jako podloza do kolejnych dziel.

Emocje wokol wroclawskiego obrazu byly tak wielkie, ze badania prowadzono niemal cztery lata. Wreszcie w roku 1965 Daniela Stankiewicz opublikowala w "Biuletynie Historii Sztuki" oficjalny komunikat naukowy. Odebral on ksiezom wroclawskiej kurii resztki nadziei: "W swietle przeprowadzonych badan i analiz porownawczych, jest rzecza niewatpliwa, iz obraz znajdujacy sie obecnie w posiadaniu Kurii Arcybiskupiej we Wroclawiu nie jest identyczny z obrazem Lucasa Cranacha Starszego "Madonna pod jodlami", publikowanym w calym szeregu monografii cranachowskich. Jest on zatem kopia obrazu Cranacha o tym samym tytule, wykonana, jak wskazuje stan zachowania i uzyta technika - w I cwierci XX wieku".

- Uznalam, ze kopie te namalowano w poczatkach XX wieku przede wszystkim na podstawie analizy spekan farby - wyjasnia pani Stankiewicz.

Kuria metropolitalna przeprowadzila wewnetrzne dochodzenie, co sie stalo z oryginalnym obrazem. Nie wy-jasnilo ono wlasciwie niczego.

W roku 1510 Lucas Cranach namalowal "Madonne pod jodlami" dla wroclawskiej katedry. Ufundowal go dla niej Joachim Lindlau, czlonek kapituly katedralnej. Dzielo Cranacha do XIX wieku wisialo w katedralnej kaplicy sw. Jana Ewangelisty. Pozniej przeniesiono je do skarbca katedralnego. W latach 20. i 30. naszego wieku mozna je bylo ogladac po wykupieniu biletu. "Madonna pod jodlami" Cranacha znajdowala sie w zbiorach archidiecezji wroclawskiej przynajmniej do roku 1935, gdyz w tym wlasnie roku wykonano fotografie oryginalu. W roku 1943 z powodu alianckich nalotow "Madonna", jak wiele innych dziel w Niemczech, ewakuowana zostala na prowincje. Przechowywano ja najpierw w domu parafialnym w Henrykowie na Dolnym Slasku. Pozniej przewieziono ja do Klodzka. Zgodnie z wersja opublikowana w roku 1958 w zachodnioniemieckim pismie "Schlesien", w roku 1945, po zakonczeniu wojny, dyrektor archiwum archidiecezjalnego i kustosz skarbu wroclawskiej katedry dr Engelbert przewiozl obraz Cranacha z Klodzka do Wroclawia. Byc moze jednak "Madonna" trafila jeszcze po drodze do Jeleniej Gory i stamtad wlasnie odebral ja dr Engelbert. Tak twierdzil w roku 1982 w liscie do "Frankfurter Allgemeine Zeitung" pralat Hubert Thienel, apostolski wizytator katolikow z arcybiskupstwa wroclawskiego w Duesseldorfie.

We Wroclawiu dr Engelbert przekazal "Madonne pod jodlami" Muzeum Archidiecezjalnemu, gdyz katedre zniszczyly oblegajace miasto wojska sowieckie.

W czasie ewakuacji obraz pekl w miejscu klejenia na dwie czesci. Muzeum Archidiecezjalne zlecilo zatem w roku 1946 swojemu pracownikowi, ksiedzu Siegfriedowi Zimmerowi, sklejenie desek i konserwacje warstwy malarskiej. Nie wiadomo, czy w tym czasie we Wroclawiu byl jeszcze dr Engelbert. W roku 1946 polskie wladze zmusily go do wyjazdu do Niemiec.

Obraz pozostal w kolekcji Muzeum Archidiecezjalnego. 4 listopada 1948 roku Muzeum Archidiecezjalne uroczyscie przekazalo "Madonne pod jodlami" administratorowi apostolskiemu Dolnego Slaska, ks. dr. Karolowi Milikowi. W akcie przekazania, naklejonym na odwrocie obrazu, podpisanym przez pracownikow Muzeum Archidiecezjalnego, dr. Lukaszczyka i Franciszka Niedzbale, zaznaczono wyraznie, ze dzielo Cranacha przekazuje sie do prywatnej kaplicy ks. Milika we wroclawskim palacu arcybiskupim. "Madonna" pozostawala tam az do ekspertyzy w roku 1961.

Obraz badany przez Daniele Stankiewicz nie mial sladow przelamania na dwie czesci ani sklejenia ich tuz po wojnie. Szpecily go pekniecia w innych niz powojenne przelamanie miejscach - pekniecia te byly zreszta przyczyna oddania obrazu w roku 1961 do odnowienia. Zakladajac zatem, ze z wojennych wedrowek po Dolnym Slasku wrocil do Wroclawia oryginalny, przelamany na dwie czesci obraz Cranacha, to na kopie podmieniono go nie wczesniej niz w czasie klejenia i odnawiania w roku 1946. Oryginal mogl zatem zniknac zarowno ze zbiorow Muzeum Archidiecezjalnego, jak i z kaplicy w palacu arcybiskupim. W kazdym razie wygladalo na to, ze zniknal on w czasie, gdy znajdowal sie w pieczy polskiego Kosciola.

Wyjasnia to zapewne powsciagliwosc wroclawskiej kurii w sprawie "Madonny pod jodlami".

- Kuria byla bardzo niezadowolona z mojego odkrycia. Wyraznie dano mi do zrozumienia, by sprawie tej nie nadawac rozglosu - mowi Daniela Stankiewicz.

Pani Stankiewicz wyczula wowczas, ze Kosciol nie ma nic przeciw publikowaniu wnioskow z badan w prasie specjalistycznej, tak by fachowcy za granica mogli sie dowiedziec, ze we wroclawskiej katedrze nie ma juz bezcennego Cranacha. Ksieza nie ukrywali natomiast, ze obawiaja sie pisania o tajemniczym zniknieciu "Madonny pod jodlami" w prasie popularnej.

Wyglada na to, ze kuria nie zglosila formalnie sprawy znikniecia obrazu Cranacha milicji ani prokuraturze, obawiajac sie, ze wladze wykorzystaja to w rozgrywce przeciw Kosciolowi.

Jak sie mialo okazac, obawy te nie byly przesadzone. Jeszcze w trakcie badan do Danieli Stankiewicz zwrocil sie dziennikarz wroclawskiej "Gazety Robotniczej" z prosba o wywiad.

- Nie chcialam udzielac wywiadu, mowilam o tym. Dziennikarz mnie jednak podszedl. Prosil, zebym wyjasnila mu pewne kwestie w badaniach i potem opublikowal to jako wywiad. Co wiecej, w tekscie dopisal sugestie, ze oryginal byc moze sprzedano juz za granice - opowiada Daniela Stankiewicz.

Komunikat o wynikach badan obrazu opublikowany zostal w "Biuletynie Historii Sztuki" w roku 1965. Kilka tygodni pozniej, 18 listopada 1965 roku polscy biskupi wystosowali slynne oredzie do biskupow niemieckich. Pomyslodawca i autorem listu byl wroclawski arcybiskup Boleslaw Kominek. Wladze pod osobistym nadzorem I sekretarza KC PZPR Wladyslawa Gomulki rozpetaly nagonke na polski Kosciol. Zapomnianym fragmentem tej najwiekszej w komunistycznej Polsce kampanii propagandowej byly usilnie rozpowszechniane we Wroclawiu pogloski, ze kuria arcybiskupia sprzedala oryginalny obraz za granice, najpewniej do Niemiec.

Madonna rosnie w cene i znika

W grudniu 1970 roku nieznana firma antykwaryczna zaoferowala "Madonne pod jodlami" panstwowym muzeom w Berlinie Zachodnim. Handlarze chcieli sprzedac obraz za 1,7 mln marek. Byla to wowczas suma ogromna. Do oferty dolaczony byl barwny slajd obrazu. Muzea odmowily, nie nadaly jednak tej sprawie rozglosu.

W czerwcu 1971 roku oferte kupna dziela Cranacha dostala Pinakoteka w Monachium. Do oferty znow dolaczono kolorowy slajd obrazu. Pinakoteka zrezygnowala. Juz miesiac pozniej obraz zaoferowano prywatnemu kolekcjonerowi w Szwajcarii. Kolekcjoner byl ostrozny. Zazadal od firmy sprzedajacej obraz, by przekazala go do depozytu szwajcarskiego zwiazku bankowego w Genewie. Tam jego autentycznosc zbadac mial wyznaczony przez kolekcjonera ekspert.

Sprzedajacy zgodzili sie na te warunki. Wystepujacy w imieniu szwajcarskiego kolekcjonera ekspert, dr Koeplin z Bazylei, byl znawca malarstwa Cranacha. W obrazie oferowanym przez tajemniczych sprzedawcow od razu rozpoznal slawne dzielo mistrza. Doktor Koeplin odmowil jednak stwierdzenia na pismie autentycznos-ci obrazu. Wiedzial, ze "Madonne pod jodlami" skradziono z wroclawskiego palacu arcybiskupiego.

Nie jest jasne, czy doszlo wowczas w Genewie do transakcji. Doktor Koeplin w kazdym razie na wlasna reke zawiadomil o pojawieniu sie obrazu polska ambasade w Kolonii. Ambasada informacje zignorowala.

W czerwcu 1973 roku "Madonne pod jodlami" znow ogladano w jednym ze szwajcarskich bankow. Wlascicielem arcydziela Cranacha byl juz wtedy handlarz nieruchomosci z Regensburga. Handlarz *w przeprowadzil osobliwa transakcje z pewnym monachijskim ekspertem i handlarzem dziel sztuki. Zamienil z nim otoz "Madonne" Cranacha na pejzaz Rubensa i 140 tys. marek doplaty. Wkrotce mialo sie okazac, ze handlarz nieruchomosci zrobil kiepski interes: obraz Rubensa byl falszywy.

Oszukany handlarz nieruchomosci domagal sie od monachijskiego znawcy zwrotu obrazu, ten jednak twierdzil, ze sprzedal go juz kolejnym chetnym w Szwajcarii. Handlarzowi z Regensburga pozostal falszywy Rubens i troche gotowki na otarcie lez. Dochodzic swych praw przed sadami w RFN nie chcial i raczej nie mogl. W swietle prawa byl paserem.

"Madonna pod jodlami" zas dlugo nie zagrzala miejsca w klimatyzowanym sejfie kolejnego szwajcarskiego banku. W roku 1974 pojawila sie na szwajcarskim szarym rynku sztuki. W tym samym roku zachowujacy anonimowosc wlasciciel bezskutecznie oferowal ja galerii drezdenskiej. Zadal 3,5 mln marek. Na potwierdzenie, ze dzielo Cranacha ma w swych rekach, przeslal kolorowy slajd. W roku 1981 galeria sztuki Linssen w Bonn zaproponowala kupno arcydziela Cranacha Niemieckiej Konferencji Biskupow za 15 mln marek. Oferta wygladala powaznie. Galeria Linssen zaopatrzyla ja w barwny slajd i 59-stronicowa opinie prawna pewnego bonskiego profesora prawa. Prawnik wywodzil, ze sprzedajacy i kupujacy obraz nie musieli obawiac sie zadnych roszczen ze strony osob trzecich, w tym ze strony arcybiskupstwa wroclawskiego.

Niemiecka Konferencja Biskupow stanela przed nie lada dylematem. Z jednej strony instrukcje Watykanu zalecaly Kosciolowi odkupywanie zaginionych i zrabowanych dziel sztuki sakralnej, jesli nie mozna bylo ich odzyskac w inny sposob - przede wszystkim na drodze prawnej. Odkupienie zas dziela Cranacha wykradzionego wroclawskiej archidiecezji stwarzalo niemieckim biskupom niezwykla szanse zrewanzowania sie biskupom polskim za ich historyczne oredzie z roku 1965. Przekazanie "Madonny pod jodlami" do Wroclawia byloby przy tym nie tylko przepieknym gestem pojednania z polskim Kosciolem, ale i szczegolna forma zlozenia holdu pamieci tworcy oredzia polskich biskupow, arcybiskupowi wroclawskiemu Boleslawowi Kominkowi.

Z drugiej strony pietnascie milionow marek to jednak pietnascie milionow marek. Niemiecka Konferencja Biskupow polecila hamburskiemu adwokatowi, dr. Bernhardowi Servatiusowi, ustalenie rzeczywistego stanu prawnego dziela Cranacha. Na wszelki wypadek zas dr Servatius mial nadal pertraktowac z wlascicielami "Madonny pod jodlami", pozorujac chec kupna. Analiza prawna adwokata nie pozostawiala watpliwosci - osoby bedace w posiadaniu obrazu Cranacha nie maja don zadnych praw. Doktor Servatius odkrywa takze, ze poprzednio oferowano do sprzedazy "Madonne", poslugujac sie falszywymi dokumentami.

Niemieccy biskupi nie ukrywali, ze traktuja obraz jako wlasnosc katedry we Wroclawiu. O pojawieniu sie zaginionej "Madonny" na rynku powiadomili polskich biskupow. W sierpniu 1981 roku dr Servatius otrzymal od wroclawskiego arcybiskupa Henryka Gulbinowicza pelnomocnictwa procesowe i mogl przystapic do akcji przeciwko posiadaczom obrazu. W imieniu swych mocodawcow z Niemiec i z Polski oskarzyl posiadaczy obrazu o paserstwo. Prokuratura w Monachium wszczela formalne sledztwo. Wlasciciel galerii Werner Linssen odmowil ujawnienia jakichkolwiek informacji o osobie, ktora polecila mu zaoferowac "Madonne" Cranacha na sprzedaz. Urzednicy sledczy natrafili jednak na trop pewnego Hiszpana, ktory w sprawie sprzedazy obrazu kontaktowal sie z Wernerem Linssenem. W trakcie przesluchania Hiszpan oswiadczyl, ze byl jedynie posrednikiem. "Madonne pod jodlami" w rzeczywistosci usilowal sprzedac pewien bardzo ustosunkowany mieszkaniec Bawarii.

Monachijscy sledczy nie proznowali. Szybko ustalili, ze owa bawarska osobistoscia jest monachijski handlarz sztuki Harald Huber, wlasciciel Galerii Mysliwskiej.

Ksiadz maluje twarz, inwalida maluje reszte

Lato 1999 roku. Odwiedzam pracownie malarska na szczycie mieszkalnego wiezowca z wielkiej plyty. Kiedys byla to pracownia malarza Georga Kupkego. Dzis, kilka miesiecy po smierci malarza, mieszka tu jego wieloletnia przyjaciolka, pani Harriet Pahl. Przed obaleniem berlinskiego muru ta okolica byla w Berlinie Zachodnim zupelnie dobrym miejscem. Teraz to juz troche gorsza dzielnica, choc wszedzie nadal jest czysto i schludnie.

Pracownia ma dwa pietra. Czerwonawe sciany, biale, eleganckie meble. Duzo zieleni, cietych kwiatow. Kolekcja figurek kotow i pietnastoletni, wszedobylski kocur przechadzajacy sie po meblach. I obrazy pedzla Georga Kupkego.

Przed pietnastu laty w tej pracowni lezal bezwladnie Georg Kupke. W roku 1984 unieruchomil go wylew. Paraliz cofal sie bardzo powoli. Malarz mogl tylko lezec. I pisac.

Postanowil odnowic znajomosc z przyjacielem z lat wczesnej mlodos-ci, ksiedzem Siegfriedem Zimmerem. Poniewaz wiedzial, ze ostatnio ksiadz przebywal w miejscowosci Traunstein w Bawarii, napisal do arcybiskupstwa w Monachium z prosba o pomoc w odszukaniu przyjaciela. Odpowiedz monachijskiej kurii wstrzasnela Georgem Kupkem: radca naukowy ks. dr Siegfried Zimmer zmarl kilka lat temu w wieku 75 lat.

Kupke pisze wiec do monachijskiego arcybiskupa Wettera. Informuje go, ze "Madonna pod jodlami" Lucasa Cranacha znajdowala sie w posiadaniu ksiedza Zimmera. Po jego smierci zas, martwi sie berlinski malarz, nierozpoznany obraz moze zniknac w przypadkowych rekach i juz nigdy wiecej sie nie pojawic.

Z monachijskiej kurii nadchodzi odpowiedz: "Obraz, o ktorym mowa, oczywiscie nie byl w posiadaniu dr. Zimmera. Prokurator przy sadzie krajowym w Monachium prowadzi od roku 1981 dochodzenie w sprawie znikniecia obrazu z Wroclawia, ktory tam zaginal od 1961 r. Takze Niemiecka Konferencja Biskupow zajmowala sie tym zagadnieniem. Slady prowadza do pewnego handlarza sztuki i zagranicznego skladu dziel sztuki. Wszyscy zainteresowani staraja sie, by obraz wrocil na swoje prastare miejsce przeznaczenia".

Georg Kupke denerwuje sie. Pisze listy, usiluje na wlasna reke wyjasnic los "Madonny". Bezskutecznie. Wreszcie wiosna 1985 roku prosi znajomego historyka sztuki Petera Halbrocka o pomoc.

Halbrock uzyskuje finansowe wsparcie niemieckiego tygodnika "Stern" i rusza sladami ksiedza Zimmera. Dzieki poszukiwaniom "Sterna" wyjasnic mozna niektore z przygod "Madonny pod jodlami" po zniknieciu jej z Polski.

W Traunstein Peter Halbrock dowiaduje sie rzeczy niepokojacych. Ksiadz Zimmer byl czlowiekiem bardzo bogatym, zyl w luksusie. Znaleziono go martwego w jego mieszkaniu w wiele dni po smierci. Siedzial pochylony, ze sczerniala twarza. W mieszkaniu w chwili smierci ksiedza Zimmera nie bylo "Madonny pod jodlami". Nie bylo tez testamentu, podyktowanego przez ksiedza przy swiadkach.

W tej sytuacji Peter Halbrock zawiadomil monachijska policje o Georgu Kupkem i jego opowiesciach o ksiedzu Zimmerze i o "Madonnie pod jodlami". Wkrotce potem w zachodnioberlinskim atelier malarza pojawili sie funkcjonariusze monachijskiej prokuratury. Georg Kupke opowiedzial im historie znikniecia "Madonny".

Kupke urodzil sie we Wroclawiu w roku 1926. Przed wojna chlopiec zaprzyjaznil sie ze swoim nauczycielem religii, mlodym ksiedzem Siegfriedem Zimmerem z parafii sw. Bonifacego. Ksiadz Zimmer byl ciekawa osobowoscia. Interesowal sie malarstwem, kolekcjonowal starozytne monety i sztuke egipska, sam takze malowal. Zachecal Georga do nauki malarstwa, udzielal mu pierwszych lekcji rysunku. W roku 1943 siedemnastoletni Georg musial przerwac nauke w szkole rzemiosl artystycznych - zostal powolany do sluzby wojskowej. Bral udzial w obronie Berlina i tam, w ostatnich dniach wojny, zostal ranny. Rosjanie wzieli go do niewoli, wiezili we Frankfurcie nad Odra, ale juz pod koniec roku 1945 zwolnili go. Byl inwalida.

Georg Kupke powrocil do polskiego juz Wroclawia. Na zycie zarabial malowaniem tabliczek z polskimi nazwami wroclawskich ulic. Wieczorami probowal szkicowac i malowac wlasne obrazy.

W roku 1946 natknal sie na Siegfrieda Zimmera. Niemiecki kaplan pracowal w polskiej juz kurii arcybiskupiej. Formalnie, jak wszyscy ksieza pracujacy w kurii, zwiazany byl nadal z parafia sw. Bonifacego. Ksiadz Zimmer znow zaopiekowal sie dwudziestoletnim Georgiem. Dostarczal mu materialow do malowania obrazow, rarytasu w zniszczonym miescie. Kupke malowal portrety, martwe natury, pejzaze. Wtedy wlasnie stworzyl litografie przedstawiajaca zniszczone, wypalone mury katedry.

- Po smierci pana Kupkego znalazlam w pracowni trzy jego grafiki przedstawiajace przedmioty z egipskiej kolekcji Zimmera. Na pewno powstaly one we Wroclawiu - mowi pani Pahl.

Pewnego dnia w sierpniu 1946 roku Siegfried Zimmer zaproponowal Georgowi Kupkemu skopiowanie slynnej "Madonny pod jodlami" Cranacha. Powiedzial, ze ma dostep do obrazu i kopiowanie mozna by przeprowadzic niejako z natury. Gdy Kupke zachwycony mozliwoscia obcowania z arcydzielem dawnego mistrza zgodzil sie, ksiadz Zimmer dodal, ze jesli kopia bedzie udana, podlozy ja zamiast oryginalu, dzielo Cranacha zas obaj przemyca do Niemiec i w ten sposob uratuja je przed komunistami.

Dziennikarzowi "Sterna" Kupke powiedzial przed laty, ze byl wowczas pijany z zachwytu. Georg Kupke nie zyje, zachowala sie jednak jego bezposrednia opowiesc o tamtych dniach. Pani Pahl zachowala kasete z nagraniem przeprowadzonym w roku 1987 przez enerdowska telewizje DDR 2.

- Prosze sobie wyobrazic taka sytuacje. Uczen malarstwa nigdy nie widzial oryginalow wielkich dziel sztuki. Praca nad kopia "Madonny" dala mi taka okazje. Rzucilem sie w wir pracy - dzieki temu zadaniu moglem zaglebic sie w ten obraz i uczyc sie. To byl pierwszy powod. Drugi byl nie mniej wazny. Dzieki kopii moglismy ten obraz byc moze zachowac dla niemieckiego obszaru kulturowego - mowi Georg Kupke.

W jaki sposob ksiadz Zimmer mogl swobodnie dysponowac bezcennym obrazem, ktory nalezal do skarbu archidiecezji?

Wsrod ksiezy Siegfried Zimmer znany byl z zainteresowan sztuka, z kolekcjonerstwa i z wlasnych prob tworczosci malarskiej. W roku 1946 we wroclawskiej kurii uznano, ze wlasnie on najbardziej nadaje sie do naprawy peknietego w czasie wojny na dwie czesci obrazu Cranacha. Niemiecki ksiadz otrzymal "Madonne pod jodlami" z poleceniem sklejenia podobrazia. Nie wiadomo, czy dokonal tego sam, czy prace te zlecil jakiemus konserwatorowi dziel sztuki. W kazdym razie dzielo Cranacha na dluzej znalazlo sie w jego rekach.

Ksiadz Siegfried Zimmer znalazl w ruinach katedry nadpalona deske ze sredniowiecznego obrazu. Miala wymiary zblizone do obrazu Cranacha, drewno bylo jednak nie lipowe, lecz jodlowe.

Mimo wszystko obaj spiskowcy zdecydowali sie malowac na tej desce. Nie wiedzieli tylko - jak.

I wtedy wlasnie Kupke otrzymal w prezencie od frontowego kolegi ksiazke monachijskiego historyka sztuki Maxa Doernera "Material malarski i jego zastosowanie w obrazie". Kolega nie mial pojecia, ze Georg Kupke zabiera sie do kopiowania slynnej "Madonny". Sprezentowal Kupkemu podrecznik technik malarskich, gdyz wiedzial o jego artystycznych zainteresowaniach.

Ksiadz Zimmer w sierpniu 1946 roku przeniosl obraz do swego mieszkania i tam razem z Georgiem Kupkem zabrali sie do fabrykowania kopii. Stary, zniszczony obraz sredniowieczny najpierw zagruntowali. Zarysy postaci przeniesli na grunt po prostu za pomoca kalki przebitkowej. Praca sie podzielili. Postacie malowal nocami, juz po calodziennej pracy, Kupke, tlo - Zimmer. Chyba nie mieli wtedy swiadomosci, ze fabrykuja jedynie nieudolna podrobke. Dawni mistrzowie, takze Lucas Cranach, pelnie wyrazu swych dziel osiagali przez nalozenie na obraz kolejnych, cieniutkich warstw emulsji zlozonej najpewniej z zoltka, wody i werniksow. Malowali bardzo dlugimi, plynnymi pociagnieciami pedzla. Subtelne laserunki dawaly niepowtarzalny efekt plastycznosci, naturalnosci obrazu. Obaj falszerze musieli mieszac farby na palecie. Ta technika mogli malowac jedynie krotkimi, urywanymi liniami.

Pod koniec roku 1946 rozpoczela sie we Wroclawiu kolejna akcja wywozenia niemieckich mieszkancow do Niemiec.

Miedzy Bozym Narodzeniem a Nowym Rokiem 1946 roku Georg Kupke wraz z rodzicami trafil do Drezna. Kopia "Madonny" nie byla jeszcze gotowa. Ksiadz Zimmer pozniej opowiadal swemu wychowankowi i wspolnikowi, ze pod koniec grudnia poprawial szpilka nieudolnie namalowane wlosy Madonny. Tak Kupke zrelacjonowal dziennikarzom "Sterna" ostatnie prace nad kopia .

Do kamery powiedzial jednak co innego:

- Kiedy sie zegnalismy, powiedzial, ze juz prawie skonczyl, ze jeszcze musi tylko igla krawiecka naniesc oryginalne popekania werniksu. To byl ostatni raz, gdy rozmawialem z nim na te tematy.

To wlasnie te naniesione igla linie spekan, na ktore pozniej nalozyly sie spekania pospiesznie kladzionych grubych warstw farby, zmylily w latach 60. Daniele Stankiewicz i sklonily ja do datowania obrazu na poczatek XX wieku.

Ksiadz Siegfried Zimmer musial wyjechac z Polski do Niemiec w roku 1947. Wiedzial, ze na granicy polscy celnicy i zolnierze dokladnie rewiduja wyjezdzajacych, rekwiruja i rabuja co sie tylko da. Zachowane do dzis protokoly wysiedlenia Niemcow z Dolnego Slaska potwierdzaja, ze odbierano im zloto, wszelkie pieniadze, zegarki, przescieradla, zapasowe koszule.

Po latach Siegfried Zimmer opowiedzial Kupkemu, jak przekroczyl polsko-niemiecka granice.

Gdy polscy celnicy weszli do wagonu, ksiadz Zimmer trzymal na kolanach obita cerata deske, na ktorej stal stary termos i szklanka kawy. Pod siedzeniem ksiadz ukryl swoj podrozny kuferek. Celnicy zaczeli rewizje od kuferka. Na wierzchu lezal w nim woreczek ze starymi, zlotymi monetami. Celnicy zabrali worek i wyszli. Ksiadz Zimmer z taca na kawe przejechal granice.

Taca byla "Madonna".

Paserzy klamia w zywe oczy, a Madonna tuli Dzieciatko w klimatyzowanym sejfie

Zeznanie Kupkego przed prokuratorem z Monachium rozwialo tajemnice sfalszowania i podmienienia dziela Cranacha na kiepska podrobke. Co jednak dzialo sie z "Madonna" juz pozniej, w NRD i RFN?

W roku 1947 Georg Kupke rozpoczal w Dreznie studia malarskie. Ozenil sie z malarka. Pozniej studiowal we wschodnim Berlinie, tworzyl, bral udzial w wystawach zbiorowych.

- W roku 1966 wyjechal na stale, sam, bez zony, do Berlina - mowi pani Pahl.

Ksiadz Siegfried Zimmer osiadl w Bernau pod Berlinem, w sowieckiej strefie okupacyjnej. 15 wrzesnia 1947 roku zostal kaplanem w parafii Serca Jezusowego w Bernau. Tam wlasnie odwiedzil go Georg Kupke. Na scianie sypialni ksiedza wisiala "Madonna pod jodlami". Ksiadz Zimmer tlumaczyl swemu wspolnikowi, ze w kraju rzadzonym przez komunistow lepiej nie ujawniac faktu posiadania tak cennego dziela.

Gdy Kupke po pieciu latach znow odwiedzil Zimmera, w sypialni ksiedza nic sie nie zmienilo. "Madonna" nadal wisiala na scianie. Nie rzucala sie w oczy.

Ksiadz Zimmer zaprosil w tym czasie Georga Kupkego na wczasy nad Baltyk, do Ostseebad Ahrenskoop. Z grupka przyjaciol spedzili tam tydzien. Zimmer w cztery oczy opowiedzial swemu wspolnikowi, w jaki sposob przemycil obraz przez granice. Juz z powrotem w Bernau, przy pozegnaniu, ksiadz powiedzial Kupkemu, ze stara sie o wyjazd na studia teologiczne do Niemiec Zachodnich. Obiecal mu, ze gdy tylko znajdzie sie na Zachodzie, przekaze Cranacha niemieckim wladzom koscielnym.

Istotnie, w roku 1954 Zimmer wraz z obrazem wyjechal z NRD do Monachium. Jak przemycil Cranacha? Nie wiadomo.

Wspolnicy z Wroclawia czesto ze soba korespondowali. Kupke w swych listach pytal czesto, jak czuje sie "Pan Lucas". Zimmer odpowiadal uspokajajaco.

W roku 1961 grupa malarzy Nowy Realizm z Monachium zaprosila Georga Kupkego do goscinnego wziecia udzialu w wystawie. Przy okazji Kupke odwiedzil ksiedza Zimmera. Ksiadz chwalil sie, ze wlasnie pisze doktorat z teologii. Opowiadal, ze wkrotce w miescie Traunstein pod Monachium rozpocznie nauczanie religii. Z zachowanych relacji nie wynika, czy Kupke widzial wowczas obraz Cranacha. Nie wiadomo tez, czy w ogole rozmawial z ksiedzem o "Madonnie".

Bylo to, wedlug wyjasnien Georga Kupkego zlozonych urzednikom prokuratury, ostatnie jego spotkanie z Siegfriedem Zimmerem.

Monachijska policja w trakcie sledztwa ustala, ze najpozniej w roku 1969 "Madonna pod jodlami" trafia w rece Haralda Hubera, tego samego handlarza dziel sztuki, ktory w roku 1981 zaoferowal ja za 15 mln marek Niemieckiej Konferencji Biskupow. Huber w sledztwie kreci, klamie. Opowiada, ze obraz kupil w roku 1969 za rownowartosc 650 tys. marek w pewnej galerii w Paryzu. Potem wskutek braku gotowki musial sprzedac obraz ze strata pewnemu kolekcjonerowi z Regensburga. Sledczy szybko udowadniaja Huberowi, ze Cranacha wcale nie kupil w Paryzu, lecz od monachijskiej firmy Antiken GmbH. Co zas sie tyczy sprzedazy dziela kolekcjonerowi z Regensburga, to akurat wszystko sie zgadzalo. Byl nim ten handlarz nieruchomosci, ktory zostal z falszywym Rubensem.

W jaki sposob jednak Cranach trafil do galerii Antiken GmbH?

Wlasciciel tej galerii, Franz Waldner, byl bardzo dobrym znajomym ksie-dza Zimmera. W zapiskach ks. Zimmera, odnalezionych po jego smierci w pokoju kaplana, natrafiono na zdania potwierdzajace wielka zazylosc z Waldnerem. Ksiadz ufal mu i robil z nim interesy. Waldner zaopatrywal go w dziela sztuki egipskiej.

Sprzedaz kradzionego dziela wielkiej klasy jest trudnym problemem. Trzeba miec bardzo dobre rozeznanie i kontakty w swiatku handlarzy i kolekcjonerow, by znalezc chetnego do potajemnego kupna.

Wszystko wskazuje zatem na to, ze ksiadz Zimmer powierzyl Waldnerowi "Madonne" do sprzedazy lub po prostu ja sprzedal. Pozniej obraz Cranacha krazyl najpewniej w dosc waskim kregu pozbawionych skrupulow handlarzy, czy raczej paserow dziel sztuki, oferowany na przemian niemieckim instytucjom publicznym i prywatnym kolekcjonerom z RFN i Szwajcarii.

Policja naciska Waldnera, ten ma jednak dobrych adwokatow. Nie mozna mu niczego udowodnic. Brakuje swiadkow. Jedynego swiadka, ksiedza Zimmera, znaleziono martwego, z poczerniala twarza.

Niemiecka policja ma jednak jeszcze jeden trop. Do Galerii Linssen w Monachium, ktora chciala sprzedac Cranacha Niemieckiej Konferencji Biskupow, obraz wstawil, jak ustalono w sledztwie, handlarz sztuki Harald Huber. Ten w koncu zeznaje, ze jest tylko figurantem majacym oslonic prawdziwego zleceniodawce: monachijskiego eksperta sztuki Rolfa Toussanta. To on dal falszywego Rubensa handlarzowi nieruchomosci z Regensburga, a w zamian otrzymal "Madonne".

Toussant jednak nie sprzedaje tanio swej skory. Zaprzecza wszelkim zarzutom, mogacym zaprowadzic go na lawe oskarzonych. Przyznaje sie tylko do rzeczy malo istotnych lub takich, ktorych sprawdzic niepodobna.

Oferowal obraz Niemieckiej Konferencji Biskupow? Tak, ale tylko jako posrednik. Prawdziwi wlasciciele sa w Szwajcarii i tylko zlecaja kolejne posuniecia.

Kim sa wlasciciele? Nie wiadomo. Oni tylko przesylaja swoje zlecenia.

Prokuratura i policja w Monachium przekonane byly pod koniec lat 80., ze obraz jest w rekach Toussanta. W najgorszym razie, ze Toussant wiedzial, gdzie obraz sie znajduje. Ale Toussant zrecznie wyslizguje sie przesluchujacym. Na krotko przed upadkiem muru berlinskiego sledztwo zostaje umorzone - jak informuje dzis rzecznik monachijskiej prokuratury - z braku dowodow.

Nie mogl sie z tym pogodzic Georg Kupke. - Pod koniec zycia pan Kupke bardzo chcial, by obraz wrocil do prawowitych wlascicieli. Wydzwanial do mnostwa szwajcarskich bankow, dopytywal sie, prosil o pomoc, ale wszedzie go zbywali - mowi pani Pahl.

Polscy i niemieccy biskupi zgodnie pragna, by piekna "Madonna" Cranacha zawisla we wroclawskiej katedrze. Ale "Madonna" pozostaje uwieziona w klimatyzowanym sejfie nieznanego szwajcarskiego banku.

Wspolpraca: Anna RUBINOWICZ

W tekscie wykorzystano m.in. monografie, opracowania i artykuly: Wanda Drecka

"Polskie cranachiana",

"Biuletyn Historii Sztuki";

Sepp Ebelseder "Das Geheimnis der Madonna", "Stern";

M. J. Friedlaender i J. Kronenberg

"Die Gemaelde von Lucas Cranach";

Hans Posse

"Lucas Cranach";

Daniela Stankiewicz "Wroclawski obraz Lucasa Cranacha Starszego "Madonna pod jodlami", "Biuletyn Historii Sztuki"; Hubert Thienel "Wroclawska madonna Cranacha",

FAZ; Klaus Ullman "Slaskie straty",

FAZ; Wilhelm Worringer

"Lucas Cranach"

° POSCIG ZA ARCYDZIELAMI

Opisaniem losow arcydziela Lucasa Cranacha z wroclawskiej katedry rozpoczynamy druga czesc cyklu "Sztuka zagrabiona". W poprzednich osmiu odcinkach opisywalismy proby ratowania polskich dobr kultury przed wybuchem wojny, we wrzesniu 1939 roku i w czasie okupacji. Najbardziej dramatycznym epizodem bylo skuteczne ukrycie poszukiwanych przez Niemcow obrazow Jana Matejki: "Bitwa pod Grunwaldem" i "Hold pruski". W kolejnych tekstach przedstawilismy urzedowe i samowolne rabunki niemieckie w czasie okupacji oraz planowa akcje niszczenia polskich dobr kultury. Jej symbolem bylo spalenie przez SS zbiorow na Okolniku w Warszawie. Znaczna czesc zbiorow udalo sie odzyskac w latach czterdziestych. W drugiej czesci cyklu opisujemy pozniejsze etapy poscigu za utraconymi wskutek wojny arcydzielami. Niektore udalo sie, w niezwyklych okolicznosciach, odzyskac. O innych wiemy, ze ocalaly. Czasem wiemy nawet, w czyich rekach sie dzis znajduja. Przedstawimy takze dobra kultury, ktore znalazly sie w naszych kolekcjach wskutek powojennego przesuniecia granic na zachod i historie sporu z Niemcami o przyszlosc niemieckich arcydziel przejetych przez Polske w roku 1945.

° Praca sie podzielili. Postacie malowal nocami Kupke, tlo - Zimmer. Chyba nie mieli swiadomosci, ze fabrykuja jedynie nieudolna podrobke.

° W roku 1945 ksiadz Zimmer wraz z obrazem wyjechal z NRD do Monachium. Jak przemycil Cranacha? Nie wiadomo.

Wlodzimierz KALICKI; Wspolpraca: Anna RUBINOWICZ


 

 

 

Prawdziwy koniec wedrowki Eneasza
SZTUKA ZAGRABIONA 1

Pani Morza spod ziemi
SZTUKA ZAGRABIONA 2

Mlodzieniec przecudnej urody, od swiata ukryty
SZTUKA ZAGRABIONA 3

Ksiag starych duchy srebrnoszare
SZTUKA ZAGRABIONA 4

Pamiec w plomieniach
SZTUKA ZAGRABIONA 5

Rejtan pod szynkwasem
SZTUKA ZAGRABIONA 6

Oltarz po dwakroc porywany
SZTUKA ZAGRABIONA 7

Jesienia ksiazki wracaja z poludnia
SZTUKA ZAGRABIONA 8

Bracia Czescy wracaja z Niemiec do Polski
SZTUKA ZAGRABIONA 9

Madonna znika pod szklanka kawy
SZTUKA ZAGRABIONA 10

Lew z ludzkimi oczami
SZTUKA ZAGRABIONA 11

Siostra Fryderyka
SZTUKA ZAGRABIONA 12

Biblia i dzentelmeni
SZTUKA ZAGRABIONA 13 W polowie XII wieku skryba zanotowal na kartach Biblii Plockiej, ze spadajace spod stropu plockiej katedry strusie jajo z cenna relikwia cudem pochwycil w locie niejaki Zachariasz.Byl to pierwszy opis cudu na polskich ziemiach. W roku 1940 Niemcy z fanfarami wywiezli Biblie pociagiem. W roku 1978 potajemnie odwiezli taksowka

Pontyfikal i Stasi
SZTUKA ZAGRABIONA 14 Bezcenny Pontyfikal Plocki Niemcy zrabowali w roku 1940.

Trzystuletni romans
SZTUKA ZAGRABIONA 15 Ich historia zaczela sie przed trzema wiekami.

 
Copyright © 2001 Polish American Congress of Southern California. All Rights Reserved ®