|

Pani Morza spod ziemi
WLODZIMIERZ KALICKI
W roku 1940 Niemcy podarowali hiszpanskim katolikom trzy wagony
koscielnych kielichow, obrazow i ornatow. Oficjalnie mowiono w Berlinie
o darze niemieckich katolikow. Naprawde chodzilo o zachecenie Hiszpanii
do udzialu w wojnie u boku Hitlera. Darami byly dziela sztuki zrabowane
w polskich i czeskich kosciolach.
W lipcu 1939 roku walizka byla gotowa. Skorzana, szyta na miare,
z miekkimi, amortyzujacymi poduszkami w srodku. Uszyl ja w tajemnicy
rymarz Gutkowski, wedle wymiarow dostarczonych przez ksiezy. Wladze
diecezji pelplinskiej postanowily nie zwlekac. Znajdujacy sie w
zbiorach Biblioteki Seminarium Duchownego w Pelplinie jeden z najcenniejszych
skarbow kultury w Polsce, Biblia Gutenberga, zostala spakowana do
przygotowanej dla niej walizki. Biblia pelplinska liczyla 641 kart
duzego formatu. Byla wowczas jednym z 45 zachowanych na swiecie
egzemplarzy gutenbergowskiej Biblii, pierwszej w historii drukowanej
ksiazki. Przed wojna jej wartosc oszacowano na 1 800 000 owczesnych
zlotych.
Diecezjalny konserwator, ksiadz Antoni Liedtke, z walizka w jednej
rece i pakunkiem kryjacym szesnastowieczny psalterz w drugiej wyjechal
do Warszawy.
W koncu lipca 1939 roku walizka z dwoma tomami Biblii Gutenberga
i psalterz spoczely w sejfie, w schronie warszawskiego Banku Gospodarstwa
Krajowego.
- Byl to wowczas najnowoczesniejszy, tak zwany niezatapialny sejf
bankowy w Polsce, zaprojektowany wraz z gmachem BGK - mowi Monika
Kuhnke z biura pelnomocnika ministra kultury do spraw dziedzictwa
kulturowego za granica.
Wkrotce do depozytu pelplinskiego dolaczyc mialy najcenniejsze
zabytki polskiego pismiennictwa. 5 sierpnia 1939 roku dyrektor Biblioteki
Narodowej wyjal z ogniotrwalego sejfu w swym gabinecie teke z oryginalami
dziel Chopina, Psalterz Florianski, Kazania Swietokrzyskie, Objawienia
sw. Brygidy, Rocznik Swietokrzyski i osiemnascie innych bezcennych,
najstarszych polskich rekopisow. Spakowane w dwie skrzynie dziela
z Biblioteki Narodowej takze trafily do schronow BGK.
Po wybuchu wojny skarby pismiennictwa ewakuowano wraz z majatkiem
banku. 18 wrzesnia przekroczyly granice polsko-rumunska. Ostatecznie
udalo sie je przewiezc do Francji, gdzie dolaczyly do szczesliwie
ewakuowanych juz wawelskich arrasow. Wraz z nimi 18 czerwca 1940
roku, w dniach kleski Francji, na pokladzie statku "Chorzow"
poplynely do Anglii. W lipcu 1940 roku "Batory" przewiozl
je do Kanady.
Niemcy natychmiast po wkroczeniu do Polski zaczeli poszukiwac Biblii
Gutenberga. W czasie zakrojonego na wielka skale sledztwa gestapo
przesluchalo wielu proboszczow na Pomorzu. W pierwszych dniach wojny
Niemcy podejrzewali, ze polscy ksieza ukryli Biblie w poblizu Pelplina.
Pozniej rozszerzono sledztwo na Warszawe i Lublin, gdzie m.in. byl
przesluchiwany bp Wladyslaw Goral. W koncu rozeslali po calej Europie
list gonczy za ksiedzem Liedtkem, ktorego nazwali "zlodziejem
Biblii Gutenberga". Ksiadz zdazyl jednak przedostac sie do
Anglii. W roku 1945, po uznaniu przez mocarstwa zachodnie polskiego
Rzadu Jednosci Narodowej, posel rzadu londynskiego w Kanadzie Waclaw
Babinski postanowil ratowac skarby narodowe przed warszawskimi komunistami.
arrasy wawelskie polecil ukryc w dwoch kanadyjskich klasztorach,
Skarbiec" zas, bulawy marszalkowskie, Biblie Gutenberga i bezcenne
rekopisy zdeponowal w Bank of Montreal. Starania Warszawy o odzyskanie
skarbow z Kanady trwaly trzynascie lat.
Czarna Madonne chowamy pod stol
Biblia Gutenberga nie byla jedynym arcydzielem ze zbiorow koscielnych,
ktore udalo sie szczesliwie ewakuowac za granice. Tuz przed wybuchem
wojny wlasciciele najcenniejszych dziel znajdujacych sie w kolekcjach
na poludniu Polski zlozyli je w depozyt w Panstwowych Zbiorach Sztuki
na Wawelu. Depozyty te ewakuowano razem z wawelskimi arrasami. Przez
Rumunie, Francje i Anglie trafily tam miedzy innymi rzedy konskie
z kolekcji Marii Szembekowej i Adama Potockiego, zloty kubek przekazany
przez Jadwige Tarnowska, siedemnastowieczna zbroja polska, wlasnosc
Franciszki Potockiej.
Jednym z ewakuowanych wraz z arrasami depozytow byl nalezacy do
konwentu o.o. Augustianow w Krakowie bardzo cenny pietnastowieczny
arras "Rycerz z labedziem".
Reszte swych skarbow Kosciol ukrywac musial w kraju.
Najwieksza odpowiedzialnosc spoczywala na ojcach paulinach z Jasnej
Gory. Pomni doswiadczen historii, zawczasu wywiezli jasnogorski
skarbiec do Lesnej na Podlasiu. Niemcy nigdy nie wpadli na jego
trop. Obraz Matki Boskiej zakonnicy schowali w klasztorze. Wbudowali
go, wedle wiarygodnych, choc oficjalnie nie potwierdzonych przekazow,
od spodu w zwykly, nie rzucajacy sie w oczy stol (inna, rowniez
nie potwierdzona wersja mowi o zamurowaniu). Oryginal obrazu z Czarna
Madonna zamienili w oltarzu na kopie. Na szczescie byla to zapobiegliwosc
zbyteczna. Niemcy nie odwazyli sie zrabowac narodowej swietosci
Polakow.
Pod koniec sierpnia i we wrzesniu 1939 roku w kosciolach, domach
zakonnych, diecezjalnych muzeach wre praca. Duchowni i zaufani wierni
kopia, kuja sciany, muruja. W katedrze gnieznienskiej koscielny
Groblewski rozbiera bardzo cenna konfesje sw. Wojciecha i ukrywa
w poludniowej podstawie wiezy. Zas cenne marmury ksieza zakopuja
w podziemiach. Zakrystianin Karlowski z fary w Bydgoszczy najcenniejsze
dziela z tamtejszych zbiorow wmurowuje w kolumny i filary kosciola.
Przetrwaly.
Wiele schowkow, przede wszystkim w kosciolach, wskutek smierci
ksiezy i wiernych bioracych udzial w budowaniu skrytek, poszlo w
zapomnienie. Dopiero w roku 1966, podczas remontu plebanii w Kartuzach,
przypadkiem odnaleziono dwa zabytkowe kielichy i puszke schowane
na strychu we wrzesniu 1939 roku. Zas w czasie remontu w 1970 roku
sal katechetycznych przy kosciele parafialnym w Koscierzynie odnaleziono
ukryty w golebniku cenny szesnastowieczny obraz "Chrystus na
krzyzu". Schowal go tam proboszcz, slusznie obawiajac sie konfiskaty.
Wiele z ukrywanych przez Kosciol skarbow predzej czy pozniej wpada
w rece poszukujacych ich specjalistow niemieckich.
Tuz przed wybuchem wojny skarbiec poznanskiej katedry wywieziono
do Lublina. Niemcy dosc szybko odkryli go w klasztorze Dominikanow
i zrabowali. Nad ranem 1 wrzesnia proboszcz kosciola sw. Mikolaja
w Kaliszu, ks. Stanislaw Zaborowicz, uslyszal w radiu wiadomosc
o ataku III Rzeszy. Zbudzil ksiedza Franciszka Nowackiego i koscielnego.
Razem zdjeli z oltarza "Zdjecie z krzyza" Rubensa. Niesyg-nowany
obraz przywiozl do Polski w 1620 roku sekretarz krolewski Piotr
Zeromski. Od tego czasu rubensowskie "Zdjecie z krzyza"
znajdowalo sie w oltarzu glownym kosciola sw. Mikolaja. Ksieza zapakowali
plotno do skrzyni. Ksiadz Nowacki pierwszym pociagiem zawiozl je
do Warszawy i powierzyl dyrektorowi Muzeum Narodowego Stanislawowi
Lorentzowi.
Po wyjezdzie ksiedza Nowackiego ksiadz Zaborowicz i koscielny razem
ukryli w starej skrytce pod posadzka kosciola kielichy, patery,
swieczniki wielkiej wartosci artystycznej i historycznej. Kilka
dni po zajeciu Kalisza gestapo aresztowalo obu ksiezy od sw. Mikolaja
i koscielnego. Torturowano ich przez wiele dni, ale zaden nie zdradzil
miejsca ukrycia obrazu i reszty skarbow. Ksiedza Zaborowskiego wywieziono
do obozu w Radogoszczy i tam zamordowano. Ksiadz Nowacki dotrwal
w niemieckim obozie do konca wojny.
Plotno Rubensa odszukali w zbiorach Muzeum Narodowego specjalisci
z ekipy Kaia Muehlmanna i zarekwirowali. Niemcy zawiezli obraz z
powrotem do Kalisza, poniewaz miasto wlaczono do Rzeszy. Ostatecznie
plotno Rubensa trafilo do hitlerowskiego ratusza i dosc szczesliwie
nie zostalo wywiezione w czasie ucieczki przed frontem wschodnim.
W 1973 roku pozar czesciowo strawil oltarz glowny kaliskiego kosciola.
Z obrazu Rubensa ocalal jedynie fragment blejtramu. Milicja uznala,
ze bezcenne plotno splonelo, ale strazacy zauwazyli przy ocalalym
kawalku blejtramu strzepki wyrwanego plotna. Wedle nich obraz wycieto
z ramy i dopiero wtedy podpalono oltarz, by zatrzec slady kradziezy.
Podobno w Wiedniu, w roku 1993 oferowano kaliskie "Zdjecie
z krzyza" znanemu polskiemu kolekcjonerowi. Niektorzy z handlarzy
dziel sztuki podejrzewaja, ze mogla to byc proba sondazu, jak wysoki
okup sklonny bylby zaplacic polski Kosciol za zwrot plotna.
Hitlerowcy szybko znalezli w klasztorze w Lubartowie na Lubelszczyznie
ewakuowane tam archiwalia archidiecezji poznanskiej. Dziewiec skrzyn
z bezcennymi dokumentami wywiezli do Berlina. Juz w pazdzierniku
Niemcy odszukali i skonfiskowali trzy stare dzwony ze starogardzkiego
kosciola sw. Mateusza, zakopane w ogrodzie tamtejszych siostr elzbietanek.
Dwadziescia dziewiec skrzyn z archiwaliami diecezji chelminskiej,
w ktorych znajdowaly sie miedzy innymi takie skarby, jak: 411 starych
rekopisow, 797 szesnastowiecznych zabytkow polskiego pismiennictwa
i 600 inkunabulow, tuz przed 1 wrzesnia wywiozl do Zamoscia ksiadz
Liedtke, ten sam, ktory wczesniej ewakuowal z Pelplina Biblie Gutenberga.
Skarb ten ukrywano w zamojskiej kolegiacie az do roku 1943. Dopiero
wtedy Niemcy wpadli na jego trop i skonfiskowali.
Dramatycznie walczyli wierni o pietnastowieczna rzezbe Matki Boskiej
Swarzewskiej z powiatu puckiego, uwazana za figure slynaca cudami.
We wrzesniu 1937 roku figura koronowana zostala koronami papieskimi
i otrzymala tytul Krolowej Polskiego Morza. Przed wybuchem wojny
swarzewski proboszcz, ksiadz Wojciech Pronobis, zlecil w tajemnicy
rzezbiarzowi prof. Cichoszowi z Pelplina wykonanie w ekspresowym
tempie kopii cudownej figury Krolowej Polskiego Morza. Przed wkroczeniem
Wehrmachtu ksiadz Pronobis ozdobil falsyfikat pozlacana korona z
tektury i umowil sie z zaufanym parafianinem, Leonem Torlinskim
z owczesnej Wielkiej Wsi, a dzisiejszego Wladyslawowa, ze oryginalna
rzezbe zakopia w jego obejsciu.
Historyk koscielny Klemens Ders, ktory po wojnie rozmawial z Leonem
Torlinskim, zapisal, ze gdy 8 wrzesnia 1939 roku po porannej mszy
proboszcz z Torlinskim mocowali kopie w miejsce oryginalu, do kosciola
przypadkowo wszedl bocznymi drzwiami miejscowy organista. Chcac
nie chcac, proboszcz opowiedzial mu o wszystkim. Przed oltarzem
organista przysiagl zachowac tajemnice. Cudowna figure wraz z wotami
wlozono kolejno do dwoch skrzyn, zakopano na podworzu Torlinskiego
i zamaskowano darnia.
- Bylo troche inaczej. Do jednej wylozonej papa skrzyni ksiadz
wlozyl figure, do drugiej zlote i srebrne wota, najstarsze z XVI
wieku - mowi Wladyslaw Torlinski, syn Leona.
W sierpniu 1939 roku Wladyslaw, dwudziestodwuletni student stomatologii
w Warszawie, przyjechal do rodzinnej Wielkiej Wsi na wakacje. Po
poludniu 8 wrzesnia ojciec kazal mu czekac wraz z bratem Antonim
obok stodoly w ich obejsciu. Wieczorem ksiadz Pronobis osobiscie
przywiozl konnym wozem obie skrzynie. Leon Torlinski wraz z synami
przeniesli je na tak zwany Stawek, miejsce obok starej cegielni.
- Byl tam wal ziemi porosniety glogiem i mlodymi debami - mowi
Wladyslaw Torlinski. Bracia wkopali sie w wal z boku. W jamie ukryli
obie skrzynie. W tym czasie ich ojciec, ksiadz Pronobis i dwaj polscy
oficerowie z zalogi Rejonu Umocnionego Hel spisywali w chalupie
protokol ukrycia rzezby. Nazajutrz Wladyslaw Torlinski pojechal
podwoda na Hel. Jako student stomatologii ochotniczo organizowal
wojskowy szpital w pensjonacie Baltyk. Jako obronca Helu po kapitulacji
trafil do niewoli, potem Niemcy wypuscili go i w 1941 roku aresztowali.
Do konca wojny byl wieziony w Oswiecimiu. W trakcie konfiskaty figury,
wkrotce po zajeciu Swarzewa, Niemcy zorientowali sie, ze w rekach
maja gipsowa kopie. Gestapo aresztowalo proboszcza Pronobisa, Torlinskiego
i organiste. Zaden nie zdradzil tajemnicy. Wine za znikniecie rzezby
i pojawienie sie kopii zrzucili na wymyslonych polskich wojskowych,
ktorzy rzekomo mieli ukryc Krolowa Polskiego Morza. Organiste zameczono
w czasie przesluchan, Leona Torlinskiego zas wysiedlono do Generalnego
Gubernatorstwa, do Grodziska Mazowieckiego.
Niemcy pogodzili sie juz, ze swarzewskiej rzezby nie odszukaja,
gdy zupelnie niespodziewanie Torlinski w roku 1942 napisal list
do niemieckiego biskupa gdanskiej diecezji Karla Spletta. Proponowal,
ze za zgoda biskupa Spletta sklonny jest wyjawic tylko dla wiadomosci
niemieckich kaplanow miejsce ukrycia rzezby. Dzis trudno wyjasnic
ten dziwny list. Zapewne Torlinski, czlowiek gleboko wierzacy, lekal
sie o rzezbe zakopana na glebokosci 3,5 metra w wilgotnej, nadmorskiej
ziemi. Byc moze liczyl na chrzescijanska lojalnosc swojego, choc
niemieckiego biskupa. Przeliczyl sie. Zamiast odpowiedzi Spletta,
w domostwie Torlinskiego w Grodzisku Mazowieckim pojawilo sie gestapo.
Przesluchiwano go i torturowano najpierw na warszawskim Pawiaku,
potem w Lodzi, w Toruniu, w Gdansku, wreszcie na miejscu, w Nowej
Wsi. Gestapo przekopalo obejscie Torlinskiego. Bez skutku, bo kopano
do glebokosci dwoch metrow.
Skrajnie udreczony torturami Torlinski usluchal w koncu namowy
niemieckiego proboszcza Knopa z Wejherowa, czlonka NSDAP, i wskazal
miejsce zakopania rzezby. Tak jak przypuszczal, wilgoc uszkodzila
nieco stare drewno. Niemcy wywiezli figure do Berlina na konserwacje.
W koncu jednak Matka Boska Swarzewska trafila do parafii niemieckiego
proboszcza Knopa.
Pod koniec wojny, gdy bylo juz oczywiste, ze Niemcy wojny nie wygraja,
parafianie ze Swarzewa przekupili proboszcza Knopa. Za piec gesi
i trzydziesci trzy indyki Knop oddal rzezbe proboszczowi swarzewskiemu.
Ukryta w Swarzewie, szczesliwie przetrwala czas ciezkich walk w
roku 1945.
Niemieccy katolicy darowuja hiszpanskim katolikom rzeczy polskich
katolikow
Rozmaity czynili hitlerowcy pozytek z rabowanych dziel.
W zamierzeniach przywodcow i ideologow III Rzeszy masowy, wrecz
totalny rabunek dziel sztuki przede wszystkim sluzyc mial unicestwieniu
polskich elit i destrukcji narodowej tozsamosci. "Na czele
wszystkich zwiazanych z tym [z kwestia polska - przyp. W.K.] problemow
nalezy postawic uswiadomienie sobie, ze narod polski nie moze juz
wiecej w europejskiej wspolnocie narodow nosic miana narodu kulturalnego,
jak i to, ze zostanie przekreslona jego egzystencja jako narodu"
- glosil w sierpniu 1941 roku "Biuletyn Glownego Urzedu Propagandy
Rzeszy".
Ukradziona sztuka oficjalnie sluzyc miala rabusiom. Planowano,
ze najwybitniejsze ze zrabowanych dziel trafia do Austrii, do Linzu.
Hitler, ktory w Linzu spedzil swe gimnazjalne lata, chcial wybudowac
tam najwspanialsze muzeum swiata, w ktorym wedle niego powinna znalezc
sie takze znakomita wiekszosc dziel zrabowanych w Polsce i opisanych
w "Katalogu sztuki zabezpieczonej".
Reszta najcenniejszych zarekwirowanych dziel wzbogacic miala po
wsze czasy zbiory muzeow i instytucji III Rzeszy. Takze skarby koscielne
trafialy do zbiorow niemieckich. W berlinskim Altes Museum zlozono
obrazy trumienne rodu Wejherow, wywiezione z klasztoru wejherowskiego.
Pozniej trafily do niemieckiego muzeum w Wejherowie. Muzeum naukowe
w Berlinie zdobylo kielich mszalny z Plocka, zas skonfiskowane pierscienie
plockich biskupow trafily do sejfow berlinskiej Reichskasse.
Koscioly na terenach wlaczonych do III Rzeszy wladze niemieckie
spladrowaly nieomal do nagich murow. Nawet niemiecki kardynal Adolf
Bertram z Wroclawia w liscie z 14 kwietnia 1941 roku do papieza
Piusa XII ubolewal nad grabieza tych swiatyn i prosil o interwencje
u niemieckich wladz. Przedmioty uznane przez niemieckich ekspertow
za rzeczy posledniejszej wartosci, przede wszystkim uzytkowe srebra,
niemieckie wladze sprzedawaly w lombardach. 15 sierpnia 1940 roku
wyslano z Poznania do berlinskich lombardow 33 skrzynie sreber koscielnych,
zagrabionych w kosciolach ziem wlaczonych do III Rzeszy. W Poznaniu
wyprzedawano tamtejszym Niemcom, jako bezwartosciowe dla zbiorow
oficjalnych, kolekcje malarstwa polskiego ze zbiorow poznanskiego
Muzeum Wielkopolskiego. Nie przepuszczano nawet sztuccom. Generalny
Powiernik dla wlaczonego do Rzeszy Warthegau, Kraju Warty, monitowal
17 marca 1941 r. swoich wspolpracownikow: "O ile zdarzaja sie
wypadki, ze dostaje Pan [w czasie akcji rabunku dziel sztuki - przyp.
W.K.] takze sztucce z innych metali, niz srebro, np. z alpaki, aluminium
itp., to i te nalezy dostarczyc do Generalnego Powiernika, gdyz
beda potrzebne jako sztucce wymienne. Stwierdzono mianowicie, ze
w majatkach ziemskich itd. sa czesto w uzyciu sztucce srebrne wielkiej
wartosci i sa uzywane przez osoby, dla ktorych odpowiedniejsze bylyby
sztucce z innych metali".
Niesamowity uzytek ze zrabowanych w Polsce i Czechach koscielnych
dziel sztuki zrobili Niemcy w roku 1940. Bezposrednio po upadku
Francji Hitlerowi bardzo zalezalo na wciagnieciu do wojny Hiszpanii.
Chodzilo mu przede wszystkim o bazy morskie dla atlantyckich operacji
niemieckich lodzi podwodnych i o wspolny, z armia hiszpanska, atak
na brytyjska baze w Gibraltarze. Zdobycie Gibraltaru najpewniej
oddaloby w rece Hitlera caly basen Morza Srodziemnego i otworzyloby
niemieckim czolgom droge do Indii. Ale generalissimus Franco zwodzil
Hitlera. Stawial niemozliwe do spelnienia zadania finansowe, domagal
sie tak wielkich dostaw surowcow strategicznych, ze nie wytrzymalaby
tego niemiecka gospodarka. Zawsze dodawal tez, ze po wojnie domowej
spoleczenstwo hiszpanskie jest znuzone i nieskore do nowej awantury
wojennej.
Hitler postanowil zdobyc sympatie arcykatolickich Hiszpanow do
Niemiec i wyslal im trzy wagony darow religijnych: cennych, zabytkowych
naczyn koscielnych, rzezb, obrazow swietych. Oficjalnie byly to
dary biskupa Berninga z Osnabrueck i pralata Keutza, prezesa niemieckiego
Caritasu. Niemiecka ambasada zorganizowala z przepychem wystawe
darow w madryckim Centrum Sztuk Pieknych. Otworzyl ja nuncjusz apostolski
w Hiszpanii Gaetano Cicog-nani wraz z hiszpanskim ministrem spraw
zagranicznych Serrano Sunerem. Kazdy z eksponatow mial metryczke,
z nazwa parafii, diecezji lub klasztoru, z ktorego pochodzi, ale
szybko rozeszly sie wiesci, ze Niemcy darowuja dobra zrabowane katolikom
polskim i czeskim. Pralat Cicognani pisal do wloskiego kardynala
Maglione, ze Niemcy lacznie przyslali 27 ton darow: "[...]
dawaly sie slyszec glosy [w Madrycie - W.K.], ze wiele z tych rzeczy
zabranych zostalo z kosciolow Polski i Czech".
Wystawe zwiedzili, przebywajacy w Hiszpanii, biskup pelplinski
Wojciech Okoniewski i jego kapelan, ksiadz Switalski. Pisal pozniej
w liscie ksiadz Switalski: "Przyznac trzeba, ze wystawa byla
imponujaca i zadanie swoje propagandowe spelnila. Slyszalo sie wprawdzie
i slowa oburzenia, jak np. zeby oddali te rzeczy tym krajom, gdzie
je zrabowali, ale byly to wypadki odosobnione. Znalezc cos naszego,
z diecezji chelminskiej, bylo niemozliwe. Nie wolno bylo niczego
dotykac. Najpredzej odkryloby sie cos wsrod ornatow. Te jednak tak
byly gesto rozmieszczone, ze nigdy calego ornatu zobaczyc nie bylo
mozna. Jestem przekonany, ze byly tam nasze ornaty, ale niestety,
jak im to udowodnic?". Udowodnic istotnie nie udalo sie. Zrabowane
dobra koscielne pozostaly w Hiszpanii. Jedyna pociecha w tym, ze
Franco do wojny oficjalnie nie przystapil.
Ksiadz Staniszewski wzywa Wehrmacht do ratowania "Holdu pruskiego"
Wielkie zaslugi polozyli ksieza w ratowaniu dziel sztuki ze zbiorow
publicznych. W przeddzien wojny los "Holdu pruskiego"
Jana Matejki niepokoil polskich muzealnikow jeszcze bardziej niz
przyszlosc "Bitwy pod Grunwaldem". Pare miesiecy przed
wojna, w czasie oficjalnej wizyty Hermanna Goeringa w Polsce, dyrektor
Muzeum Narodowego w Krakowie prof. Feliks Kopera prezentowal mu
"Hold pruski". Szczegolowo tlumaczyl premierowi hitlerowskich
Prus Goeringowi historyczne konteksty dziela i objasnial szczegoly
Matejkowskiej wizji zlamania i upokorzenia pruskiej pychy. W papierach
po konserwatorze zabytkow Krakowa Bogdanie Treterze zachowalo sie
pismo wyslane don 29 sierpnia przez Ministerstwo Wyznan i Oswiecenia
Publicznego: "[...] Rownoczesnie Ministerstwo prosi o porozumienie
sie z Muzeum Narodowym w Krakowie i - o ile jest to mozliwe - zwiniecie
"Holdu pruskiego" Matejki i wyslanie go do Warszawy, na
Zamek Krolewski. Powodem wycofania obrazu jest temat. O wyslaniu
wzglednie powzieciu innego postanowienia w stosunku do "Holdu
pruskiego" nalezy zawiadomic Ministerstwo niezwlocznie".
Na szczescie prof. Kopera w stosunku do "Holdu pruskiego"
powzial postanowienie inne niz bezsensowne wyslanie obrazu do Warszawy.
Juz wczesniej polecil konserwatorom muzeum nawinac plotno Matejki
na drewniany wal, przekladajac je miekkim papierem, calosc zas obszyc
plotnem pakowym. Pozniej wal przewieziono do krakowskiego Muzeum
Przemyslowego. Tam, w pracowni technicznej, zaufani robotnicy wsuneli
wal do dlugiej, wczesniej skonstruowanej rury z cynkowej blachy.
Wewnatrz rury zawiesili wal na specjalnych uchwytach, by zamortyzowac
go i uchronic zewnetrzna warstwe plotna przed przetarciem. Rure
umiescili robotnicy w solidnej, zrobionej na miare skrzyni.
Profesor Feliks Kopera i dyrektor Muzeum Przemyslowego inz. Eugeniusz
Tor planowali zakopanie skrzyni z obrazem w krakowskim Lesie Wolskim.
1 wrzesnia, zaraz po niemieckim nalocie na Krakow, zmieniaja plany:
dzielo Matejki ma pojechac na wschod, do Zamoscia. Muzealnicy nie
wierza, ze Wehrmacht moglby dotrzec tak daleko, ale zapewne wazniejsze
sa rodzinne powiazania: siostra burmistrza Zamoscia Michala Wazowskiego
jest zona dyrektora Tora.
Polciezarowka ze skrzynia eskortowana przez samochod osobowy z
dyr. Eugeniuszem Torem dociera do Zamoscia w nocy 2 wrzesnia. Samochod
z tajemniczym ladunkiem zatrzymuje sie obok strazy pozarnej.
We wrzesniu Zamosc na krotko stal sie skarbnica Polski. Hrabia
Tarnowski z Suchej ewakuowal tam niezwykle cenne kolekcje starej
broni ze zbiorow arcyksiecia Habsburga z Zywca. Ostatecznie trafily
do zamojskiego ratusza. Bezcenne zbiory katedry w Pelplinie i wyposazenie
samej katedry ewakuowal do Zamoscia ks. Antoni Liedtke, ktory wczesniej
wywiozl z Pelplina Biblie Gutenberga. Skarby pelplinskie ukryto
w podziemiach kolegiaty. Zas w podziemiach budynkow pofranciszkanskich
ulokowal skarbiec jeden z katowickich bankow.
2 wrzesnia co atrakcyjniejsze podziemia w Zamosciu sa juz zajete.
Nadzorujacy transport "Holdu pruskiego" inz. Eugeniusz
Tor postanawia zlozyc obraz w pustych jeszcze katakumbach kosciola
sw. Katarzyny. Nieoczekiwanie sprzeciwia sie temu pomyslowi rektor
kosciola sw. Katarzyny, ks. dr Waclaw Staniszewski. Duchowny okazuje
sie byc duzo lepszym konspiratorem od muzealnikow. Denerwuje go,
ze obraz wieziono do Zamoscia nie zmieniajac samochodow i uczestnikow
ewakuacji, ze zaparkowano go obok strazy pozarnej, gdzie tajemnicza
skrzynia zainteresowala wiele postronnych osob. Odmawia wiec zgody
na zlozenie jej w kosciele. W czasie sporow, czy obraz moze byc
schowany w podziemiach kosciola, czy nie, niemieckie samoloty bombarduja
miasto. Ksiadz Staniszewski macha reka na konspiracje i razem z
burmistrzem Zamoscia Michalem Wazowskim organizuje ekipe do zakopania
plotna Matejki w podziemiach swiatyni. Ale brak wczesniejszych przygotowan
msci sie - murarze Michal i Aleksander Radziejowscy przez kilka
godzin bez skutku rozkuwaja gruby koscielny mur wokol okienka do
podziemi. W otworze ciagle nie miesci sie wielka skrzynia z obrazem.
W koncu murarze rozbijaja czesc arkadowego sklepienia i konspiratorzy
wpychaja skrzynie do podziemi. Juz jednak proba zakopania jej konczy
sie niepowodzeniem. Twardej opoki wiekowego sklepienia pod posadzka
podziemi murarze nie sa w stanie rozkuc. Inzynier Tor z ksiedzem
Staniszewskim decyduja sie na pozostawienie skrzyni pod sciana.
Do Zamoscia wkraczaja wojska niemieckie. Szybko wycofuja sie, robia
miejsce dla oddzialow sowieckich. Wreszcie w pierwszych dniach pazdziernika
ostatecznie zajmuja miasto Niemcy. W tym czasie kleski i niepewnosci
glowe podnosza rodzimi rabusie i bandyci. Nocne halasy w trakcie
chowania obrazu uslyszalo wielu sasiadow swiatyni. Po miescie kraza
pogloski o ukrytych w sw. Katarzynie skarbach. Ksiadz Staniszewski
na wszelki wypadek zamyka kosciol i ukrywa sie. Po paru dniach nieznani
sprawcy wlamuja sie do kosciola. Ksiadz rektor jest ostrozny; odczekuje
kilka dni i dopiero upewniwszy sie, ze kosciol nie jest obserwowany,
sprawdza, co sie stalo. Zlodzieje rozbili skrzynie, rozpruli cynkowa
rure, plotno zas brutalnie wywlekli, rozrywajac je w kilku miejscach.
Rozczarowani zawartoscia skrzyni, spladrowali oltarz i zakrystie.
Ksiadz Staniszewski w rabunku kosciola dostrzegl nieoczekiwana
szanse dla plotna Matejki. Po konsultacji z burmistrzem Wazowskim,
gdyz sam bal sie podjac tak ryzykowna decyzje, zglosil wlamanie
niemieckim wladzom wojskowym. Prosil o przyslanie patrolu wojskowego,
dokonanie ogledzin sprofanowanej swiatyni i wydanie stosownego zaswiadczenia.
Ksiadz rektor zasypal skrzynie w podziemiach rupieciami i gruzem,
ale ostroznosc byla to zbyteczna; niemiecki zolnierz ograniczyl
sie do obejrzenia uszkodzonego zamka w drzwiach i okradzionego oltarza
glownego. W komendanturze ks. Staniszewski dostal poswiadczenie,
ze "[...] nieznane osoby dokonaly wlamania do kosciola sw.
Katarzyny w Zamosciu, wiele rzeczy koscielnych zabraly, inne uszkodzily".
Ksiadz rektor okazuje sie byc urodzonym konspiratorem. Choc nic
na to nie wskazuje, przekonany jest, ze gestapo prowadzace w Krakowie
sledztwo w sprawie znikniecia "Holdu pruskiego", wkrotce
trafi na slad zamojski. Od burmistrza Wazowskiego zada przeniesienia
skrzyni w bezpieczne miejsce. Burmistrz uznaje, ze gdy juz Niemcy
trafia za obrazem Matejki do Zamoscia, to nie przyjdzie im do glowy,
by szukac "Holdu pruskiego" w Krakowie. Za zgoda okupacyjnych
wladz organizuje oficjalny wyjazd samochodem ciezarowym po sol do
Wieliczki i sam nadzoruje przewiezienie przy tej okazji skrzyni
z obrazem do krakowskiego Muzeum Czapskich.
W maju 1940 roku gestapo, tak jak przewidzial ks. Staniszewski,
dowiedzialo sie o ukryciu obrazu w zamojskim kosciele sw. Katarzyny.
Gestapowcy ciezko pobili zakrystianina, ktory w koncu wydal im nazwisko
murarza Michala Radziejowskiego. Zawieziony przez Niemcow do wsi,
gdzie mieszkal Radziejowski, zakrystianin w czasie jazdy przypadkiem
dostrzegl murarza. Poprosil gestapowcow o zatrzymanie samochodu
i udajac obca osobe, zapytal Michala Radziejowskiego, czy nie wie,
gdzie mieszka Michal Radziejowski. Przytomny murarz wskazal na koniec
wsi i zniknal. Przesluchiwany przez gestapo ks. Staniszewski wybronil
sie niemieckim zaswiadczeniem o wlamaniu, ktore wczesniej zapobiegliwie
zdobyl. Obraz byl w podziemiach, przyznawal ksiadz, ale ktos sie
wlamal i skradl go, a ksieza zglosili to do niemieckiej komendantury.
Sledztwo w sprawie ukrycia obrazu Matejki skonczyli Niemcy bez
rezultatu, ale nie oznaczalo to, ze uczestnicy matejkowskiej konspiracji
w Zamosciu mogli spac spokojnie. W czerwcu 1940 roku ksiadz Waclaw
Staniszewski i pomagajacy mu w ukrywaniu "Holdu pruskiego"
ks. Franciszek Trochonowicz zatrzymani zostali w masowych aresztowaniach
inteligencji na Zamojszczyznie. Do wyzwolenia przebywali w obozach
koncentracyjnych.
W roku 1941 rozstrzelano burmistrza Wazowskiego i jego syna.
W Krakowie "Hold pruski" bezpiecznie dotrwal do wyzwolenia.
W tekscie wykorzystano m.in. opracowania: Wojciecha Kowalskiego
"Likwidacja skutkow II wojny swiatowej w dziedzinie kultury"
i "Restytucja dziel sztuki"; Cezariusza Skuzy "Wojenne
i powojenne losy polskich skarbow narodowych", "Materialy
i Studia" pod red. ks. Franciszka Stepniaka oraz rozprawy i
relacje Stanislawa Lorentza i Klemensa Dersa.
Dzwony zrabowane z polskich kosciolow.
Wlodzimierz Kalicki
|
|
Prawdziwy
koniec wedrowki Eneasza
SZTUKA ZAGRABIONA 1
Pani Morza spod ziemi
SZTUKA ZAGRABIONA 2
Mlodzieniec
przecudnej urody, od swiata ukryty
SZTUKA ZAGRABIONA 3
Ksiag
starych duchy srebrnoszare
SZTUKA ZAGRABIONA 4
Pamiec
w plomieniach
SZTUKA ZAGRABIONA 5
Rejtan
pod szynkwasem
SZTUKA ZAGRABIONA 6
Oltarz
po dwakroc porywany
SZTUKA ZAGRABIONA 7
Jesienia
ksiazki wracaja z poludnia
SZTUKA ZAGRABIONA 8
Bracia
Czescy wracaja z Niemiec do Polski
SZTUKA ZAGRABIONA 9
Madonna
znika pod szklanka kawy
SZTUKA ZAGRABIONA 10
Lew
z ludzkimi oczami
SZTUKA ZAGRABIONA 11
Siostra
Fryderyka
SZTUKA ZAGRABIONA 12
Biblia
i dzentelmeni
SZTUKA ZAGRABIONA 13 W polowie XII wieku
skryba zanotowal na kartach Biblii Plockiej, ze spadajace spod stropu
plockiej katedry strusie jajo z cenna relikwia cudem pochwycil w
locie niejaki Zachariasz.Byl to pierwszy opis cudu na polskich ziemiach.
W roku 1940 Niemcy z fanfarami wywiezli Biblie pociagiem. W roku
1978 potajemnie odwiezli taksowka
Pontyfikal
i Stasi
SZTUKA ZAGRABIONA 14 Bezcenny Pontyfikal
Plocki Niemcy zrabowali w roku 1940.
Trzystuletni
romans
SZTUKA ZAGRABIONA 15 Ich historia zaczela
sie przed trzema wiekami.
|