Mlodzieniec przecudnej urody, od swiata ukryty


"Portret mlodzienca" Rafaela Santi zaginiony podczas wojny

WLODZIMIERZ KALICKI

Obraz uznawany przez wielu za najcenniejsze plotno w polskich kolekcjach i jedno z najwazniejszych dziel swiatowego malarstwa, w roku 1945 zniknal. Przez pol wieku historycy sztuki spierali sie, czy ocalal, czy tez w zamecie ostatnich dni wojny ulegl zagladzie. Dzis coraz wiecej poszlak wskazuje, ze zapewne spoczywa ukryty w bankowym sejfie.

W roku 1792 za rada matki, Izabeli z Flemingow Czartoryskiej, Adam Jerzy Czartoryski wzial udzial w wojnie z Rosja. Po upadku powstania kosciuszkowskiego caryca Katarzyna II zemscila sie na Czartoryskich okrutnie: wszystkie ich ogromne dobra w rosyjskim zaborze, w sumie ponad trzy czwarte rodowej fortuny, zarekwirowalo panstwo rosyjskie. Ksiaze Adam Czartoryski i ksiezna Izabela zdecydowali sie godzic z caryca i na jej zadanie wyslali do Petersburga synow, Adama Jerzego i Konstantego. Adam zaprzyjaznil sie tam z wnukiem Katarzyny, przyszlym carem Aleksandrem, i przezyl namietny romans z jego zona. W koncu syn Katarzyny II, ojciec Aleksandra, Pawel, zmusil go do wyjazdu do Wloch.

Ksiaze Adam Jerzy, formalnie carski ambasador przy krolu Sardynii, we Wloszech zajmuje sie raczej smakowaniem sztuki i kupowaniem dziel dla swej matki Izabeli. W nieznanych okolicznosciach kupuje wtedy "Dame z gronostajem" Leonarda, w Wenecji zas od rodu Giustinianich nabywa "Portret mlodzienca" Rafaela Santi.

Mlodzieniec ucieka przed oreza szczekiem

Ksiezna Izabela najcenniejsze obrazy swej kolekcji, w tym oba dziela kupione we Wloszech przez Adama Jerzego oraz "Pejzaz z przypowiescia o milosiernym Samarytaninie" Rembrandta, wystawia w swym prywatnym krolestwie sztuki i dobrego smaku, w Pulawach.

W czasie powstania listopadowego do Pulaw podeszly wojska carskie. Dowodzacy nimi ksiaze Adam Wirtemberski, wnuk przebywajacej w pulawskim palacu ksieznej Izabeli, wydal rozkaz ostrzelania palacu z dzial i zajal go na czele swych oddzialow. Rosjanie na osobisty rozkaz cara Mikolaja I spakowali 40 tys. tomow pulawskiej biblioteki i zaczeli wywozic skrzynie do Petersburga. Odsiecz wyslana z Warszawy pod dowodztwem pulkownika Piotra Lagowskiego odbila czesc wywozonych dobr, w tym slynne "Teki Naruszewicza". Sedziwa, 84-letnia wowczas ksiezna Izabela Czartoryska zareagowala na grabiez biblioteki ukryciem swych arcydziel. "Czesc jej [biblioteki - przyp. W.K.] musiano zlozyc w Krasiczynie u ksiecia Sapiehy, czesc zas zamurowano w jednej z przestronnych alkow opustoszalego palacu sieniawskiego. I nasz Rafael przebywal w tej kryjowce przez lat osiem" - wspominal w roku 1882 w Paryzu ksiaze Wladyslaw Czartoryski. Rafael ukrywal sie w zamurowanej sieniawskiej alkowie w dobrym towarzystwie Leonarda i Rembrandta.

W roku 1848 stalo sie jasne, ze Rosja uderzy na zrewoltowane Wegry. Najkrotsza droga dla wojsk moskiewskich wiodla przez Sieniawe. Ksiaze Adam Jerzy sciagnal portret Rafaela i reszte kolekcji do Paryza, do swego palacu, Hotelu Lambert. W spokoju wisialy tam przez dwadziescia lat. W 1871 roku paryscy komunardzi usilowali podpalic siedzibe ksiecia Adama, potem wojsko rzadowe zajelo palac i zdemolowalo go. W 1882 roku syn Adama Jerzego Czartoryskiego, ksiaze Wladyslaw, sprowadzil obraz Leonarda i reszte rodowych arcydziel do Krakowa. Zbiory ulokowal w kupionym przez siebie budynku po ojcach pijarach. Z rodowych majatkow utworzyl pozniej ordynacje majaca utrzymywac zbiory Muzeum Czartoryskich.

Ale Krakow nie byl wcale bezpieczniejszy od Sieniawy czy Paryza. W grudniu 1914 roku, gdy miasto wydawalo sie byc zagrozone przez Rosjan, Maria Ludwika Czartoryska, zona zmobilizowanego do austriackiej armii ordynata ksiecia Adama Ludwika, wyslala rafaelowego "Mlodzienca" wraz z innymi arcydzielami do Gemaeldegalerie w Dreznie. Depozyt wrocil z Drezna w roku 1920.

W roku 1939 ucieczka przed frontem na zachod nie wchodzila w rachube. Ksiezna Maria Ludwika, ktora zbiory ewakuowala podczas pierwszej wojny swiatowej, uwazala, ze powinny pozostac na miejscu, w Krakowie, ale przewazylo zdanie dyrektora Muzeum Czartoryskich, emerytowanego generala Mariana Kukiela. Najcenniejsze dziela spakowano w sierpniu 1939 roku do przygotowanych zawczasu cynowych skrzyn. W skrzyni oznaczonej czarna farba "LRR" spoczywaly obrazy Leonarda, Rafaela i Rembrandta. Skrzynie wywieziono do palacu w Sieniawie, w ktorym przed stu laty, w obawie przed wojskami rosyjskimi, ukryto te same arcydziela. Tym razem jednak zamurowano je w palacowej oficynie. Gdy rozeszly sie pogloski, ze wokol Sieniawy rozgorzec ma wielka bitwa, mieszkancy palacu uciekli. Zostala tylko Zofia Szmit, gospodyni Czartoryskich.

Niemcy wkroczyli do Sieniawy 15 wrzesnia. W oficynie kwaterowaly przejezdzajace tamtedy oddzialy Wehrmachtu. 18 wrzesnia pani Szmit wykorzystala chwile, gdy nie bylo Niemcow i poszla obejrzec skrytke. Sciana maskujaca schowek byla wyburzona, skrzynie rozbite, krolewskie zloto zrabowane, zas obrazy Rafaela i Rembrandta porzucone na podlodze. "Dama z gronostajem" Leonarda uszkodzona byla wojskowym butem - pozostal wyrazny slad podeszwy. Miejsce ukrycia skarbow zdradzil miejscowy mlynarz Sauer, ktory pozniej podpisal volksliste.

Pani Szmit najpierw wystarala sie u Niemcow o zgode na zabezpieczenie schowka, a nastepnie o zezwolenie na wywoz dziel na zachodni brzeg Sanu. Gdy 27 wrzesnia do Sieniawy wkroczyly oddzialy sowieckie, dziela Rafaela, Leonarda i Rembrandta z reszta skarbu pozostala po rabunku byly juz w okupowanych przez Niemcow Pelkiniach. Tam przejelo je gestapo, z ktorego rak Kai Muehlmann, Der Sonnderbeauftragte fuer die Sicherung der Kunst- und Kulturgueter (specjalny pelnomocnik do spraw zabezpieczenia dziel sztuki i dobr kultury), wyrwal arcydziela Czartoryskich.

Trzy zarekwirowane obrazy trafic mialy do muzeum Hitlera organizowanego w Linzu, ale generalny gubernator Hans Frank niezbyt jasnymi dzis zabiegami i intrygami sprawil, ze ostatecznie trafily na Wawel.

Johann Kopp i Hans Frank wybieraja drobiazgi na dalsza droge zycia

Inzynier Skibniewski z Krakowa w pazdzierniku 1945 roku przeczytal w gazecie, ze niektore z zabytkowych mebli z warszawskich Lazienek odnaleziono w letniej rezydencji gubernatora Hansa Franka w podkrakowskich Krzeszowicach.

Napisal wiec list na Wawel, do prof. Adolfa Szyszko-Bohusza, przed wojna kierownika odnowienia zamku wawelskiego:

"W firmie "Arkadia" w Krakowie przy ul. Rzezniczej 3 byl "prokurentem" przez ostatnie dwa lata wojny niejaki Johann Kopp. Wiedenczyk, z zawodu przykrawacz bielizny w fabryce bielizny w Wiedniu, w Krakowie naturalnie wielki dygnitarz. W roku 1944 powolany do wojska przyjezdzal do Krakowa regularnie co miesiac w celu zabrania pensji, wodek z Fabryki itp. az z Krolewca.

Otoz po raz ostatni przyjechal juz z poczatkiem stycznia 1945 i ze swego mieszkania przy ul. Szymanowskiego kazal przywiezc do fabryki na Rzeznicza garnitur mebelkow: 3 czy 4 fotele, kanapka i stolik owalny. Fabryczny robotnik - stolarz w garazu fabryki opakowal je starannie i na drugi dzien zabralo je ciezarowe auto monopolu spirytusowego idace do Wiednia. Meble te poszly albo do wspomnianego Koppa do Wien, Laudongasse 6, albo tez moze do owczesnego dyrektora fabryki "Arkadia" (zreszta zastrzelonego w Lublinie), a wlasciwie do jego matki w Wiedniu - Wiednerhauptstrasse 72, dokad schronila sie rowniez jego "zona" Polka - renegatka, krakowianka. Na moje pytanie, skad takie cudne mebelki, Kopp odpowiedzial mi, ze kupil je z "transportu". Naturalnie procz zanotowania sobie podstepem miejsca przeznaczenia "transportu", nie moglem dalej ingerowac.

Garnitur wygladal nastepujaco:

Styl: Ludwik XIV, bialo lakierowane, kryte starym gobelinem, czesciowo zlocone. Siedzenie i oparcie: motywy figuralne, mniej wiecej 40 cm wysokosci: zwierzeta i osoby, kazdy motyw inny: na fotelach po jednej grupie, na kanapce trzy grupy: wiec kon, osiol, wol, baran, cap i z tym zlaczone pasterz mlody, pasterka, stary pasterz, baba, pojedynczo i parami. W kazdym razie rzecz wysoce wartosciowa, muzealna. Mam wrazenie, ze to pochodzilo wlasnie tez z Lazienek [...] (Dyrektor fabryki "Arkadia" nazywal sie dr Jokisch)".

List inz. Skibniewskiego do prof. Szyszko-Bohusza byl jednym z dziesiatkow, setek pism nadsylanych zaraz po wojnie do muzeow i instytucji zajmujacych sie rewindykacja zrabowanych przez Niemcow dziel sztuki. Swiadkowie, czesto przypadkowi, dzikiego rabunku przez uciekajacych Niemcow zglaszali nazwiska rabusiow, numery rejestracyjne ich samochodow, daty i okolicznosci rabunku, opisywali wywiezione dziela. Bylo tych informacji bardzo wiele. W ostatnich tygodniach przed nadejsciem frontu wschodniego w okupacyjnej administracji zwykle pojawial sie chaos i rozprzezenie. Ci z Niemcow, ktorzy - jak Johann Kopp - nie wpadli w panike, za bezcen wykupywali z niemieckich, urzedowych transportow ewakuacyjnych wszystko, co wpadlo im w oko.

W czasie ewakuacji niemieccy urzednicy mysleli o dwoch tylko rzeczach - jak samemu szczesliwie oddalic sie od frontu i w jaki sposob wywiezc jak najwiecej dobr z wlasnych mieszkan. Bylo co wywozic. Juz od pierwszych miesiecy okupacji w Generalnym Gubernatorstwie ustalil sie zwyczaj wypozyczania dziel sztuki do sluzbowych mieszkan okupacyjnych urzednikow. Z polskich zbiorow pozostajacych pod niemieckim nadzorem i ze skladnic zarekwirowanych dziel sztuki hitlerowscy funkcjonariusze po prostu wybierali sobie wyposazenie wnetrz wedlug swego widzimisie. Jedynym ograniczeniem byly wplywy i znajomosci.

Niemieccy architekci urzadzali wnetrza okupacyjnych urzedow dzielami sztuki kradzionymi z polskich zbiorow. W lutym 1940 roku z Miejskiego Muzeum Narodowego w Krakowie spora partie zabytkow zabral bez pokwitowania architekt Koettgen.

Architekt Horstmann, dzialajac na zamowienie okupacyjnego Wydzialu Nauki, Wychowania i Oswiaty Ludowej w Generalnym Gubernatorstwie, 25 czerwca 1940 roku zabral z Miejskiego Muzeum Narodowego w Krakowie 35 zabytkowych obiektow, w tym obrazy Kossaka, Falata, Pankiewicza, barokowe i empirowe meble, anatolijskie dywany z XVI, XVII i XVII wieku.

Jeden z najwyzszych urzednikow GG w pierwszym okresie okupacji, gubernator dystryktu krakowskiego Otto Waechter, jesienia 1939 roku na swa urzedowa i prywatna rezydencje zajal krakowski Palac pod Baranami. Uwazal go jednak za miejsce zbyt skromne dla siebie, starego nazisty zasluzonego udzialem w zamordowaniu w 1934 roku austriackiego kanclerza Engelberta Dollfusa. Na swa docelowa rezydencje wybral wzgorze wawelskie, a dokladniej budynek Muzeum Diecezjalnego. Podczas gdy Waechter nadzorowal przebudowe muzeum na swa siedzibe, jego zona szukala wyposazenia. A jak szukala, ustalila to Ewa Czepielowa, krakowski historyk sztuki. Pani gubernatorowa Waechter pojawila sie poznym wieczorem 22 listopada w Muzeum Czartoryskich. Przyswiecajac sobie latarka obejrzala zbiory. Co wpadlo jej w oko, okazac sie mialo dopiero po dwoch miesiacach. 26 stycznia 1940 roku Waechter wydal rozkaz przeslania mu ze zbiorow Czartoryskich czterech drogocennych eksponatow: dwoch tarcz i dwoch dywanow. Poniewaz najpewniej nie przepadajacy za Waechterem gubernator Hans Frank i niezaleznie od niego Kai Muehlmann utrudniali mu wyciaganie kolejnych arcydziel z krakowskich zbiorow, ktore kazdy z nich uwazal za swoja domene, pani Waechter postanowila wyruszyc na lowy do Warszawy. Nie miala pojecia o stolecznych zbiorach sztuki, o sztuce w ogole zreszta tez, zazadala wiec od prof. Adolfa Szyszko-Bohusza, by pojechal z nia i podpowiadal, co warto zarekwirowac. Profesor Szyszko-Bohusz odmowil, pani gubernatorowa wyruszyla wiec do Warszawy sama. Wrocila z pustymi rekami i natychmiast zazadala od meza, by prof. Szyszko-Bohusza aresztowac. Z wiezienia gestapo wydostal go niemiecki zarzadca Wawelu Paul Buchner, ktory potrzebowal fachowej pomocy profesora.

Gubernatorowi Waechterowi nie udalo sie wedrzec na Wawel, zarezerwowany dla siebie przez Hansa Franka. Waechterowie pozostali wiec w Palacu pod Baranami i pracowicie wyposazali go kolejnymi dzielami wyciaganymi z okupacyjnych magazynow "sztuki zabezpieczonej". W koncu, sprowokowani zajeciem przez Hansa Franka palacu w Krzeszowicach na letnia rezydencje, na swoja wilegiature zarekwirowali wille w stylu zameczku w Przegorzalach. Willa nalezala do prof. Adolfa Szyszko-Bohusza - w ten sposob dodatkowo zemscili sie za odmowe wspolpracy w rabowaniu polskich zbiorow. Najcenniejsze wyposazenie z Palacu pod Baranami, w tym tarcze i dywany z Muzeum Czartoryskich, Waechterowie przeniesli do Przegorzal.

W roku 1942 Waechter przeniesiony zostal sluzbowo do Lwowa, a zameczek w Przegorzalach wraz z wyposazeniem wpadl w rece Hansa Franka. Wielkorzadca Generalnego Gubernatorstwa konsekwentnie gromadzil w swych rezydencjach fantastyczny zbior najlepszych dziel sztuki z polskich kolekcji. Jego ozdoba byly dziela zagrabione z Muzeum Czartoryskich i Zbiorow Wawelu, wsrod nich zas "Dama z gronostajem" Leonarda da Vinci, "Pejzaz z przypowiescia o milosiernym Samarytaninie" Rembrandta, "Ukrzyzowanie" Rubensa i "Portret mlodzienca" Rafaela.

Mlodzieniec rusza w droge w towarzystwie hultajow i lotrow

Skarby zagrabione w Polsce Hans Frank juz w polowie wojny dyskretnie przesylal z urzedowych apartamentow w Generalnym Gubernatorstwie do swych prywatnych domow w Fischhausen w Gornej Bawarii, w Hirrsching na poludniowy zachod od Monachium oraz do mieszkania w Monachium. Polak Wit Ormicki zlozyl 18 wrzesnia 1945 roku oswiadczenie w wiedenskiej delegaturze polskiego Biura Rewindykacji i Odszkodowan Wojennych:

"Od dnia 7 maja 1942 do 14 maja 1943 pracowalem u b. gubernatora Franka w Fischhausen kolo Schliersee w Bawarii Gornej, jako ogrodnik, palacz i sluzacy. W czasie tej pracy zauwazylem, ze w posiadlosci Franka zwanej Schoberdorf, znajdowal sie caly szereg przedmiotow, pochodzacych z Polski.

I tak na dwoch scianach salonu wisialy wspaniale obrazy, z ktorych jeden przedstawial Lazienki Warszawskie, tresci drugiego obrazu nie pamietam, lecz wedlug opowiadania dzieci gub. Franka, obrazy te zostaly przywiezione z Warszawy. W salonie na stoliczkach porozstawiane bylo duzo porcelanowych przedmiotow, jak np. waz, kwietnikow, figur, i wszystkie te rzeczy mialy na podstawie ceche pochodzenia z Zamku Krolewskiego na Wawelu i numer inwentarza.

W garazu znajdowaly sie cztery kute skrzynie, stosunkowo niewielkich rozmiarow, jednakowoz tak ciezkie, ze nie moglem ich ruszyc z miejsca. Za kazdym przyjazdem do Bawarii gub. Frank interesowal sie, czy te skrzynie znajduja sie na swoim miejscu. Zawartosc tych skrzyn nie jest mi znana. [...]".

Najcenniejsze rzeczy z grabiezczej kolekcji Franka w roku 1942 i 1943 znajdowaly sie jeszcze na Wawelu i w bylym palacu Potockich w Krzeszowicach. W lecie 1944 roku niemieccy specjalisci zaczeli jednak szukac bezpiecznego miejsca ukrycia zbiorow.

Wybrali nalezacy do Manfreda von Richthofena palac w Seichau, dzis Sichowie na Dolnym Slasku. Von Richthofen byl dosc znanym podroznikiem i kolekcjonerem dziel sztuki. Niemieccy arystokraci zachowywali wobec niego niejaka rezerwe. Powodem byl jego ozenek ze szwedzka aktorka.

24 sierpnia urzednik kancelarii GG - prawdopodobnie architekt Wilhelm Ernst Palezieux, ktory w 1943 roku zostal nastepca Standartenfuehrera SS Kaia Muehlmanna na stanowisku specjalnego pelnomocnika do spraw zabezpieczenia skarbow sztuki i dobr kultury - wyslal pismo do dra von Kraushaara, szefa wydzialu administracji GG:

"Pozwalam sobie doreczyc Panu liste przedmiotow artystycznych, ktore osobiscie przewiozlem samochodem do zamku w Seichau, powiat Jauer [Jawor - przyp. W.K.] na Dolnym Slasku. Oprocz wymienionych w niej czternastu pozycji wyslano na zyczenie Pana Generalnego Gubernatora do Seichau trzy wagony kolejowe wartosciowych dziel sztuki, ktore znajdowaly sie w piwnicach zamku wawelskiego".

Na liscie tej znajdowaly sie obrazy Rembrandta i Rubensa, nie bylo jednak "Portretu mlodzienca".

Najpozniej do stycznia 1945 roku do palacu von Richthofena przewiezione zostaly zbiory zgromadzone przez Franka w Krzeszowicach. W Seichau segregowal je i przygotowywal do dalszej podrozy dr Eduard Kneisel, konserwator zabytkow z Wiednia.

Hans Frank po ucieczce z Krakowa przez Wadowice przyjechal do Seichau poznym wieczorem 17 stycznia. Byc moze mial przy sobie "Portret mlodzienca" Rafaela.

Karol Estreicher, ktory tuz po upadku III Rzeszy oficjalnie poszukiwal w Bawarii obrazu Rafaela, byl zdania, ze Frank uciekajacy z Krakowa swoim samochodem zabral obrazy Leonarda i Rembrandta. Skad jednak mialyby sie one znalezc w styczniu 1945 roku w Krakowie, w rekach Franka, skoro wczesniej, w sierpniu 1944 roku, w urzedowej korespondencji jego urzednikow potwierdzono wywiezienie obu dziel do Seichau?

Watpliwe, by moglo chodzic tu o niezamierzony balagan ewakuacyjny. Obrazy byly zbyt cenne, a sowiecka armia zbyt odlegla, by Frank stracil nad takimi skarbami kontrole. Niewykluczone, ze juz wtedy, wespol z pozostajacym z nim w bliskich stosunkach Palezieux, probowal stworzyc sztuczny zamet, by potem, w trakcie ewakuacji na zachod, osobiscie ukrasc najcenniejsze dziela. Bylo to o tyle proste, ze na pismie z 25 sierpnia 1944 roku, zawiadamiajacym o przewiezieniu arcydziel do Seichau, nieczytelny podpis zlozyl najpewniej Wilhelm Palezieux.

Jesli jednak 17 stycznia Hans Frank nie mial przy sobie "Portretu mlodzienca", to najpewniej po cichu uwozil go w tym czasie na zachod Wilhelm Palezieux - za wiedza i zgoda Franka. Bardzo prawdopodobne, ze rozgoryczony Hans Frank, ktory w 1944 roku popadl w ciezka nielaske u Hitlera, przewidujac koniec III Rzeszy przygotowal do spolki z Palezieux kolejna wielka kradziez arcydziel z polskich zbiorow - tym razem na wlasna reke.

W palacu von Richthofena Hans Frank spedzil siedem dni. Segregowal przywiezione z Krakowa skarby, niszczyl dokumentacje. Wszystkie dziela sztuki spakowano do skrzyn 20 stycznia. 23 stycznia Frank wyjechal z Seichau i ruszyl do Drezna. W tym czasie skrzynie z ogromna iloscia dziel sztuki zapakowano na sanie i furmanki. Palac w Seichau ulegl zniszczeniu pare dni po ucieczce Franka. Niemieckie oddzialy walczyly o Seichau nieslychanie zaciekle, do ostatniego naboju. Otoczony przez Rosjan Manfred von Richthofen popelnil samobojstwo.

Do dzis nie jest jasne, czy wszystkie skarby przepakowywane w palacu ewakuowano na zachod, czy tez czesc ukryto w Seichau lub okolicy. Konserwator dr Eduard Kneisel zawiadamial wszak listownie Franka przed jego przybyciem do Seichau, ze skrytki na dziela sztuki sa juz przygotowane. Niestety, nie napisal nic konkretnego o lokalizacji skrytek.

Hans Frank podczas procesu norymberskiego zeznal, ze wszystkie skarby ewakuowal do Seichau, a stamtad do wsi Morawy w poblizu Swidnicy. Nie byla to prawda. Po wojnie jedna z polskich komisji rewindykacyjnych odkryla dziewietnascie skrzyn z Seichau ukrytych w palacu Schaffgotschow w Cieplicach kolo Jeleniej Gory.

Nie sa do konca znane drogi, jakimi dotarli do Bawarii Hans Frank i Wilhelm Palezieux. Z cala pewnoscia Palezieux byl juz wtedy wspolnikiem Franka - pomagal mu ukrywac obrazy Leonarda i Rembrandta. Gdy 4 maja Amerykanie aresztowali Franka, w jego osobistym bagazu znaleziono haftowany zlotem ornat fundacji Piotra Kmity, przedstawiajacy meczenska smierc sw. Stanislawa. Wkrotce potem Palezieux, chcac sobie zaskarbic wdziecznosc Amerykanow, zdradzil im miejsce ukrycia obrazow Leonarda i Rembrandta. "Dama z gronostajem" i "Pejzaz z przypowiescia o milosiernym Samarytaninie" ukryte byly w willi Franka w Fischhausen nad Schliersee, w rejonie Neuhaus. A co dzialo sie z "Portretem mlodzienca"? Zniknal?

Nie calkiem. W roku 1945 syn Hansa Franka, Niklas, byl malym chlopcem. Po latach napisal wspomnienia "Moj ojciec Hans Frank". Przy pisaniu poslugiwal sie zapiskami ojca: "Wiekszosc dziel sztuki Polacy otrzymali z powrotem, oprocz portretu mlodego mezczyzny pedzla Rafaela, ktory ostatnio [czyli w ostatnich miesiacach wojny - przyp. W.K.] byl u nas w Neuhaus nad Schliersee w Gornej Bawarii. Pozniej gdzies przepadl. Byc moze wisi w jakiejs chlopskiej chalupie wymieniony przez matke w 1945 roku na jaja, maslo, wieprzowine". Skoro tuz przed koncem wojny "Portret mlodzienca" wisiec mial w willi Franka, dlaczego nie znalezli go tam w czasie rewizji amerykanscy zolnierze?

W roku 1960 rodzinie Czartoryskich udalo sie odszukac dr. Eduarda Kneisla, wiedenskiego konserwatora, ktory w palacu von Richthofena w Seichau przygotowywal zbiory zagrabione przez Franka do dalszej ewakuacji i ukrycia. Nastepnie, co logiczne, asystowal przy transportach skrzyn z Seichau i przy chowaniu ich w miejscach docelowego schronienia. Eduard Kneisel w roku 1960 w Nowym Jorku zlozyl oficjalne zeznanie adwokatowi Czartoryskich, Pauline Tylor, ze w lutym 1945 roku widzial obraz Rafaela w willi Wilhelma Palezieux, niedaleko Neuhaus - i bardzo blisko tamtejszej willi Hansa Franka.

Wkrotce potem Kneisla przesluchiwal agent FBI. Konserwator potwierdzil swoje zeznanie, co FBI ujawnilo 4 listopada 1961 roku.

Po pieciu latach, 18 lutego 1965 roku Eduard Kneisel niespodziewanie odwolal swe wczesniejsze zeznania. Twierdzil, ze obrazy mu sie pomylily i po piecioletnim zastanowieniu doszedl do wniosku, ze u Palezieux widzial calkiem inne dzielo.

Czy zatem Frank w ostatnich miesiacach wojny ukrywal na wlasny uzytek zrabowane w Polsce arcydziela, co najmniej jedno z nich, Rafaela, powierzajac swemu wspolnikowi i nieomal sasiadowi Palezieux? Calkiem to niewykluczone, choc prawdy o tamtych wydarzeniach nie dowiemy sie chyba juz nigdy. Hans Frank skazany zostal w procesie norymberskim na smierc. Powieszono go. Wilhelm Palezieux, mimo wyslugiwania sie amerykanskim sluzbom sledczym, w koncu zostal wydany Polsce. Skazano go, jako jedynego z hitlerowskich rabusiow dziel sztuki z polskich kolekcji, na piec lat wiezienia.

Wyrok odsiedzial w polskim wiezieniu, wrocil do Niemiec i zginal w niewyjasnionych okolicznosciach, w wypadku samochodowym.

"Portret mlodzienca" w roku 1945 przeszedl wiec przez rece Franka, najpewniej tez przez rece Palezieux i zniknal w Bawarii, w okolicach jeziora Schliersee. Ale - istnieje. Przekonana jest o tym wiekszosc polskich historykow sztuki. - Obrazy tej klasy, gdy sa w rekach ludzi znajacych ich wartosc, nie ulegaja zniszczeniu. Bawaria w 1945 roku byla bodaj najspokojniejszym zakatkiem Niemiec, nie bylo tam bombardowan ani zacieklych walk - mowi Monika Kuhnke z Biura Pelnomocnika Rzadu do Spraw Polskiego Dziedzictwa Kulturalnego za Granica, sledzaca losy zaginionych polskich dziel sztuki.

W latach 70. w kregach polskich historykow sztuki pojawila sie informacja, ze "Portret mlodzienca" znajduje sie na terenie NRD w posiadaniu tamtejszych wladz. Dzis nie sposob wlasciwie dociec, od kogo pochodzila ta sugestia. Niektorzy historycy sztuki sadza, ze z zaufanymi kolegami rozmawial o tym swiatowej slawy historyk sztuki, niezyjacy juz prof. Jan Bialostocki. Wdowa po profesorze, pani Jolanta Bialostocka nie przypomina sobie rozmow z mezem na temat sladu enerdowskiego, ale wersji tej calkowicie nie wyklucza:

- Profesor Bialostocki cieszyl sie wielkim autorytetem takze w NRD. Z enerdowskimi kolegami, historykami sztuki, mial bliskie kontakty. Mieli do niego wielkie zaufanie.

Na poczatku lat 80. prof. Bialostocki zwrocil sie do prof. Andrzeja Rottermunda, wowczas zastepcy dyrektora Muzeum Narodowego w Warszawie, z prosba, by udostepnil mu swoj gabinet na rozmowe. Prof. Bialostocki prosil takze, by prof. Rottermund w rozmowie uczestniczyl.

- Profesor najwyrazniej chcial, by rozmowa miala charakter dosc formalny i bym byl po prostu jej swiadkiem - mowi prof. Rottermund.

W gabinecie w Muzeum Narodowym prof. Bialostocki pojawil sie z Amerykaninem mowiacym z silnym, teksanskim akcentem.

- Ten pan pokazywal nam zdjecie "Portretu mlodzienca". Bylo kolorowe, ale barwy mialy typowy, landrynkowy odcien przedwojennych fotografii barwnych. Pytal, czy prof. Bialostocki nie zechcialby dokonac ekspertyzy obrazu. Prosilismy Amerykanina, by o ekspertyze wystapil oficjalnie, do Muzeum Narodowego, ale on odmowil. Nalegal, by ekspertyzy dokonac prywatnie i poufnie, nie kryl, ze koszty nie graja dla niego wielkiej roli - opowiada prof. Rottermund.

Gdy prof. Bialostocki zapytal, gdzie jest obraz, czy trzeba jechac do Niemiec, Austrii czy Francji, Amerykanin dal do zrozumienia, ze chodzi o Australie.

Prof. Bialostocki w zasadzie zgodzil sie na eskapade do Australii, ostrzegl jednak goscia, ze na paszport w komunistycznej Polsce czekac mozna miesiacami. Gosc byl tym zaskoczony i zdegustowany.

- Z tego co wiem, nie pojawil sie juz nigdy u prof. Bialostockiego ani nie kontaktowal sie. Pare razy profesor pytal mnie jeszcze, czy na adres muzeum nie przyszla od Amerykanina jakas korespondencja, ale nic nie nadeszlo - mowi prof. Rottermund.

Duzo pozniej prof. Bialostocki dowiedzial sie, ze ten sam Amerykanin z teksanskim akcentem, dwa tygodnie po rozmowie w Warszawie zaproponowal w Nowym Jorku ekspertyze obrazu Rafaela znanemu amerykanskiemu znawcy manieryzmu, ktory publikowal takze prace o Rafaelu, prof. Shermanowi. - Nie wiem, czy Sherman podjal sie tej ekspertyzy, wiem, ze na pewno nie robil jej prof. Bialostocki - mowi prof. Rottermund.

Czy kolorowa fotografia, ktora Amerykanin pokazywal w Warszawie, moze byc wskazowka, ze mial on dostep do obrazu Rafaela? Prof. Rottermund uwaza, ze nie: - Istnialy przeciez co najmniej dwie kopie tego obrazu. Fotografia byla niewielka, nie mozna bylo na jej podstawie osadzic, czy przedstawia oryginal.

Jolanta Bialostocka na temat wizyty Amerykanina rozmawiala z mezem parokrotnie: - Traktowal te sprawe powaznie. Chyba uwazal, ze jest pewne prawdopodobienstwo, iz na Zachodzie ktos chce sprzedac oryginalny "Portret mlodzienca".

Historyk sztuki dr Agnieszka Morawinska, uczennica prof. Bialostockiego, przez siedemnascie lat pracowala razem z profesorem. Kilkakrotnie mowil jej, ze obraz Rafaela moze znajdowac sie w Australii, relacjonowal rozmowe z tajemniczym Amerykaninem. Gdy w marcu 1993 roku otrzymala nominacje na stanowisko ambasadora RP w Australii, poswiecila przed wyjazdem niemalo czasu na zebranie wszelkich mozliwych informacji o losach dziela Rafaela. Rozmawiala z prof. Pawlem Czartoryskim, z dyrektorami muzeow i historykami sztuki, ktorzy mieli blizsze kontakty z prof. Bialostockim.

- Gdy to, co zapamietalam z rozmow z prof. Bialostockim i okruchy informacji zdobytych pozniej zlozylam w calosc, wyszlo, ze ewentualny wlasciciel plotna Rafaela moze mieszkac na wyspie u wybrzezy Australii, zas sam obraz zdeponowany jest w sejfie bankowym.

Ale coz, w Australii wysepek z kosztownymi rezydencjami sa tysiace, zas klimatyzowanych sejfow bankowych, w ktorych mozna przechowywac dziela sztuki - wiele dziesiatkow tysiecy. Agnieszka Morawinska zalozyla, ze posiadacz portretu Rafaela musial zdawac sobie sprawe, ze jest to obraz skradziony, znany powszechnie w swiecie i nie ma szans, by sprzedac go oficjalnie, na przyklad na aukcji.

- Albo zatem obraz Rafaela mial ktos bezposrednio powiazany z kradzieza w Bawarii i z wywiezieniem go po wojnie z amerykanskiej strefy okupacyjnej, albo kupil go bardzo bogaty, maniakalny milosnik starych mistrzow pedzla, albo nabyto go za brudne, nielegalne pieniadze.

Pani Morawinska za najbardziej prawdopodobna uznala trzecia mozliwosc. Poszukiwania przy pomocy australijskiej Polonii, zaprzyjaznionych australijskich historykow sztuki i marszandow, nawet australijskich sluzb specjalnych, do ktorych oficjalnie zwrocila sie o pomoc, nie daly rezultatu. - Ponad cztery lata probowalam znalezc slad "Mlodzienca", ale nie udalo sie. Szkoda, bylby to zyciowy sukces - mowi Agnieszka Morawinska.

W istnienie obrazu Rafaela nie bardzo wierzy Andrzej Ciechanowiecki, od wielu lat mieszkajacy w Anglii, jeden z najwybitniejszych dzis na swiecie marszandow starej sztuki. Z powodzeniem wspolpracuje on z rodem Czartoryskich w poszukiwaniu dziel skradzionych z ich kolekcji:

- Informacje o losach obrazu mamy mimo wszystko bardzo niepewne. Moim zdaniem wszystko moglo sie z nim zdarzyc. Deske pomalowana przez geniusza rownie dobrze mogl porabac prymitywny zoldak, mogli ja capnac Rosjanie, mogl ukrasc jakis amerykanski zolnierz, bywalo tak przeciez z innymi arcydzielami. Mogli ja wywiezc na Zachod aferzysci powiazani z prominentnymi hitlerowcami, mogla tez wpasc w rece sluzb NRD. A nawet moze byc i w Australii.

Dopoki deski z twarza mlodzienca nie dotkne, nie uwierze, ze istnieje.

W tekscie wykorzystano m.in. opracowania: Wojciecha Kowalskiego "Likwidacja skutkow II wojny swiatowej w dziedzinie kultury"; Cezariusza Skuzy "Wojenne i powojenne losy skarbow narodowych", Marka Rostworowskiego "Gry o dame" oraz artykuly Ewy Czepielowej, Moniki Kuhnke


Wlodzimierz Kalicki


 

 

 

Prawdziwy koniec wedrowki Eneasza
SZTUKA ZAGRABIONA 1

Pani Morza spod ziemi
SZTUKA ZAGRABIONA 2

Mlodzieniec przecudnej urody, od swiata ukryty
SZTUKA ZAGRABIONA 3

Ksiag starych duchy srebrnoszare
SZTUKA ZAGRABIONA 4

Pamiec w plomieniach
SZTUKA ZAGRABIONA 5

Rejtan pod szynkwasem
SZTUKA ZAGRABIONA 6

Oltarz po dwakroc porywany
SZTUKA ZAGRABIONA 7

Jesienia ksiazki wracaja z poludnia
SZTUKA ZAGRABIONA 8

Bracia Czescy wracaja z Niemiec do Polski
SZTUKA ZAGRABIONA 9

Madonna znika pod szklanka kawy
SZTUKA ZAGRABIONA 10

Lew z ludzkimi oczami
SZTUKA ZAGRABIONA 11

Siostra Fryderyka
SZTUKA ZAGRABIONA 12

Biblia i dzentelmeni
SZTUKA ZAGRABIONA 13 W polowie XII wieku skryba zanotowal na kartach Biblii Plockiej, ze spadajace spod stropu plockiej katedry strusie jajo z cenna relikwia cudem pochwycil w locie niejaki Zachariasz.Byl to pierwszy opis cudu na polskich ziemiach. W roku 1940 Niemcy z fanfarami wywiezli Biblie pociagiem. W roku 1978 potajemnie odwiezli taksowka

Pontyfikal i Stasi
SZTUKA ZAGRABIONA 14 Bezcenny Pontyfikal Plocki Niemcy zrabowali w roku 1940.

Trzystuletni romans
SZTUKA ZAGRABIONA 15 Ich historia zaczela sie przed trzema wiekami.

 
Copyright © 2001 Polish American Congress of Southern California. All Rights Reserved ®