Ksiag starych duchy srebrnoszare


Sortowanie 250 tys. ksiazek z Biblioteki Zakonu Jezuitow w Lublinie
Fot. Robert Kowalewski, ADM, Biblioteka Narodowa


WLODZIMIERZ KALICKI

Duch niewiele rozni sie od samej ksiazki. Stoi na polce, ma jej ksztalt, wielkosc, wszystkie stronice, okladke nawet. Jest tylko bledszy, prawde mowiac - caly jest srebrnoszary. Lacznie z okladka. Gdyby ducha ksiazki otworzyc, mozna by ujrzec druk. Tez wyblakly, ciemnoszary. Ale ducha ksiazki otworzyc nie sposob. Ledwo tylko palcem musniety, rozpada sie w pyl.

Niemieckie bomby i pociski nie omijaly we wrzesniu 1939 roku bibliotek. Splonela w calosci wspaniala Biblioteka Ordynacji Przezdzieckich, liczaca ponad 30 tys. woluminow, i przeszlo 400 tys. tomow Centralnej Biblioteki Wojskowej w Warszawie. Plonely i mniejsze ksiegozbiory, niszczone w trakcie wrzesniowych walk. Niemalo mniejszych zbiorow bibliotecznych zniszczonych zostalo przy okazji rekwizycji budynkow bibliotek i szkol dokonywanych przez oddzialy Wehrmachtu lub lokalne wladze niemieckie. W takich wypadkach w pierwszych tygodniach okupacji ksiazki najczesciej wyrzucano na bruk.

Po zajeciu Polski niemiecka administracja wojskowa w zasadzie nie interesowala sie losami polskich ksiegozbiorow. W cieniu Wehrmachtu jednak dzialaly ekipy hitlerowskiej sluzby bezpieczenstwa. Juz w pazdzierniku 1939 roku oddzial specjalny prof. Petera Paulsena, utworzony przez Glowny Urzad Bezpieczenstwa Rzeszy, rozpoczal wywozenie zbiorow bibliotek o szczegolnym znaczeniu politycznym. Do Niemiec trafily w pazdzierniku i listopadzie 1939 roku: zydowska biblioteka Wielkiej Synagogi, ksiegozbiory instytutow zagranicznych, miedzy innymi dunskiego, francuskiego, wegierskiego, ukrainskiego, i 76 985 woluminow z liczacej 84 tys. tomow Biblioteki Sejmu i Senatu. Ksiazki ze zbiorow sejmowych przewieziono do siedziby Glownego Urzedu Bezpieczenstwa Rzeszy w Berlinie przy ul. Eisenacherstrasse 12. Czesc z nich trafila do zamku Housce w czeskich Sudetach. Po wojnie odzyskano stamtad 5312 woluminow. Reszta ksiegozbioru zostala na Eisenacherstrasse 12, skad w niejasnych okolicznosciach zginela juz po wojnie. Oddzial prof. Paulsena, ktory w roku 1939 przede wszystkim zajmowal sie rabunkiem dziel sztuki, w sumie wywiozl do Rzeszy ponad 200 tysiecy ksiazek.

Niemieccy studenci z Rygi wywoza ksiazki polskich profesorow z Poznania

Na terenach wlaczonych do III Rzeszy Polacy nie mieli prawa posiadac polskich ksiazek ani czasopism. W Lodzi natychmiast po wkroczeniu Wehrmachtu zamknieto wszystkie polskie drukarnie, z wyjatkiem zakladu przy ul. Piotrkowskiej 86, w ktorym Niemcy drukowali swoj dziennik "Litzmannstaedter Zeitung". Lodzki volksdeutsch Bautze, przed wojna dyrygent chorow niemieckich, we wrzesniu 1939 roku awansowany na szefa Urzedu Propagandy, w pierwszych tygodniach okupacji przeprowadzil wstepna selekcje polskich ksiazek w magazynach drukarni i wypozyczalniach miejskich. Wybrano z nich dziela wielkich polskich poetow, powiesci Sienkiewicza i ksiazki autorow, ktorych eksdyrygent Bautze uznal za Zydow lub marksistow. Pozniej dolaczono do nich wszystkie polskie ksiazki wycofane z polek lodzkich ksiegarni. Czesc wyselekcjonowanych dziel Niemcy spalili w rowach przeciwlotniczych na przedmiesciach Lodzi, wiekszosc przewiezli do papierni w Pabianicach na przemial. Po tej akcji delegacja niemieckich ksiegarzy z Lodzi zlozyla szefowi Urzedu Propagandy adres dziekczynny za, jak to niemieccy ksiegarze nazwali, uwolnienie ich od polskiego gnoju.

Gdy jedni z niemieckich ksiegarzy w Lodzi dziekowali swym wladzom za przemial polskich ksiazek, inni ukrywali je w swoich firmach. Charlotta Seipelt, podczas akcji oczyszczania ksiegozbiorow z polskich dziel schowala w swej ksiegarni kilka tysiecy zakazanych ksiazek, a nastepnie potajemnie rozprowadzila je posrod zaufanych Polakow. Trzydziesci dwa tysiace polskich ksiazek przechowala do konca wojny w firmowych magazynach w Lodzi wdowa po niemieckim ksiegarzu Greilichu. Niemiecki wspolwlasciciel znanej lodzkiej ksiegarni Urbanowicza, M. Kramer, podpisal volksliste, ale ukrywal i chronil polskie ksiazki. W koncu nawet uruchomil konspiracyjna wypozyczalnie dla Polakow.

Polscy czytelnicy bronili ksiazek bibliotecznych, po prostu nie oddajac ich we wrzesniu. Jesli bibliotekarze zdazyli ukryc lub zniszczyc karty wypozyczen, niemieccy zarzadcy bibliotek nie potrafili sciagnac wypozyczonych tomow. W Bibliotece Uniwersyteckiej w Poznaniu druki, wypozyczone przed 1 wrzesnia 1939 roku i pozniej, nie oddane, stanowily polowe z 20 tys. woluminow. W ten sposob zniknely z ksiegozbiorow do roku 1945. W poznanskiej prasie niemieckie wladze oglosily w pazdzierniku 1939 roku, ze Polacy powinni natychmiast zwrocic wypozyczone ksiazki. Nikt jednak ich nie oddal.

Niemieccy zarzadcy poznanskiej biblioteki uniwersyteckiej w pierwszych tygodniach okupacji zniszczyli wszystkie ksiazki dla dzieci i mlodziezy oraz egzemplarze obowiazkowe z ostatnich miesiecy przed wojna. Ponad 66 tysiecy drugich egzemplarzy ksiazek wyslano do bibliotek niemieckich.

Jesienia 1939 roku gauleiterzy: Pomorza - Albert Foerster i Kraju Warty - Arthur Greiser opublikowali zarzadzenia o rozwiazaniu wszystkich bez wyjatku organizacji polskich i konfiskacie ich majatku, zatem i zbiorow bibliotecznych.

Gauleiter Arthur Greiser wydal 13 grudnia 1939 r. dodatkowe zarzadzenie nakazujace zglaszanie wladzom zasobow bibliotek oraz zbiorow ksiazek i czasopism nalezacych do osob prywatnych, nie-Niemcow. Nawet niewielkie kolekcje nalezalo oddawac do tworzonych przez okupanta niemieckich zbiornic ksiazek. Juz we wrzesniu 1939 roku skonfiskowano cala, liczaca 2 tys. tomow, biblioteke kolejarza Kazimierza Bialkowskiego w Bydgoszczy. W grudniu 1939 roku Niemcy zarekwirowali 2 tys. ksiazek Mieczyslawa Kosinskiego w Lodzi. Okupanci rownie skwapliwie pofatygowali sie po 10 tys. woluminow, w tym niemalo starych drukow, Pawla Czaplewskiego z Milobadza pod Tczewem, jak i po liczaca dwiescie trzy ksiazki biblioteczke Pawla Aleksandrowicza z Bydgoszczy.

Czesto pod pozorem urzedowych konfiskat dokonywano pospolitych rabunkow. 2400 tomow ksiegozbioru lekarza weterynarii Stanislawa Ryszkowskiego z Bydgoszczy skonfiskowal niemiecki wlasciciel kamienicy, w ktorej mieszkal lekarz. Czesc urzedowo skonfiskowanych muzykaliow ze zbiorow H. Szafranowny z Inowroclawia po wyzwoleniu odnaleziono na polkach inowroclawskiego Niemca, dr. Merlaendera. Ksiegozbiory polskich profesorow z Poznania konfiskowano miedzy 1 grudnia 1939 a 10 stycznia 1940 roku. Do ich zwozenia sprowadzono niemieckich studentow z Rygi. Wiekszosc z ponad 28 tys. zarekwirowanych tomow zostala wkrotce potem zniszczona.

SS-Hauptsturmfuehrera Schleiffa niepokoja lancuchy gorskie z polskich ksiazek

- Opracowany przez Biuro Pelnomocnika Rzadu do spraw Polskiego Dziedzictwa Kulturalnego za Granica spis prywatnych bibliotek rozpro- szonych i zrabowanych przez Niemcow obejmuje jedynie okruchy rzeczywistych strat. Mniejszych ksiegozbiorow niemal nikt przeciez przed wojna nie dokumentowal, wielu wlascicieli ponioslo smierc w czasie okupacji - mowi Urszula Paszkiewicz z Biura Pelnomocnika.

Na ziemiach wlaczonych do III Rzeszy zarekwirowane kolekcje gromadzono w zbiornicach ksiazek - Buchsammelstellen. W styczniu 1940 roku utworzono zbiornice w poznanskim kosciele sw. Michala. Do tej najwiekszej z poznanskich zbiornic zwozono, nie zniszczone na miejscu rekwizycji, ksiazki z calego Kraju Warty. Po paru miesiacach w kosciele znalazly sie dwa miliony ksiazek, pozniej bodaj nawet trzy miliony. Niemcy stale wyszukiwali interesujace ich tytuly i przenosili je do biblioteki niemieckiego uniwersytetu w Poznaniu, ale wkrotce zwaly ksiazek urosly do rozmiarow pagorkow. "W pewnym wielkim kosciele w Poznaniu lezy kilka lancuchow gorskich ulozonych w stosy ksiazek" - alarmowal latem 1940 roku kierownictwo Glownego Urzedu Powierniczego-Wschod SS-Hauptsturmfuehrer profesor Schleiff. W lutym 1941 roku w niemieckim raporcie stwierdzono: "Zbiornica ksiazek zorganizowana przez komisarycznego kuratora Uniwersytetu Poznanskiego, dr. Streita, znajduje sie obecnie w stanie nie nadajacym sie do wykonania postawionych przed nia zadan. W pomieszczeniu dawnego kosciola nagromadzono bez wyboru okolo 2-3 milionow ksiazek. Ksiazki te zostaly zlozone na sterte liczaca okolo 50 metrow dlugosci, 6 metrow szerokosci i do 4 metrow wysokosci".

Specjalisci z Glownego Urzedu Powierniczego-Wschod opracowali plan likwidacji gory polskich ksiazek z kosciola sw. Michala. Miala je posegregowac Pruska Biblioteka Panstwowa w Berlinie, za fatyge biorac wszystko, co uzna za przydatne dla swych zbiorow. Ksiazki polskie o tematyce scisle technicznej zamierzano wyslac do GG i tam sprzedac, reszte zas oddac na makulature.

Niemcom nie udalo sie posortowac ponad dwoch milionow zrabowanych i nieodpowiedzialnie zwiezionych w jedno miejsce tomow. Podczas alianckiego nalotu 29 maja 1944 roku w kosciele sw. Michala splonelo przeszlo milion ksiazek, w tym bezcenny ksiegozbior Archiwum Diecezjalnego w Poznaniu liczacy 150 tys. woluminow.

Wladze GG dochodza do wniosku, ze Polakom wystarczy jedna biblioteka publiczna

Polacy mieszkajacy w Generalnym Gubernatorstwie w poczatkach okupacji mieli prawo do czytania polskich ksiazek, o ile nie byly to tytuly zakazane przez wladze okupacyjne. Co bylo zakazane? Wytyczne Wydzialu Oswiecenia Ludowego i Propagandy GG z 1940 roku stanowily: "[...] Nalezy wycofac z obrotu ksiegarn, zakladow wydawniczych i czytelni, jesli dotychczas tego nie uczyniono:

1. Wszystkie mapy i atlasy przedstawiajace byla Polske [...]

2. Wszystkie ksiazki angielskie i francuskie ze slownikami wlacznie.

3. Z zakresu literatury polskiej wszystko, co zawarte jest w biezaco ukazujacych sie wykazach pozycji literatury zakazanej. Wykazy te beda przedkladane do dyspozycji starostom. Co do literatury znajdujacej sie w zbiorach prywatnych, zostana ogloszone specjalne wytyczne w tym wzgledzie. W wypadku jezeli powstanie niebezpieczenstwo naduzycia (czytanie w zespolach), nalezy ja natychmiast skonfiskowac".

Pierwsze zlikwidowano w GG biblioteki szkolne. Po zamknieciu wiekszosci polskich szkol zniszczono ich ksiazki. Na przemial i na opal poszlo ponad 90 proc. stanu bibliotek szkol podstawowych i trzy czwarte ksiegozbiorow szkol zawodowych i srednich.

Po bibliotekach szkolnych wladze GG zlikwidowaly biblioteki publiczne. W calym Generalnym Gubernatorstwie zezwolono na dzialalnosc tylko jednej z nich. Biblioteka Publiczna miasta stolecznego Warszawy wypozyczala ksiazki Polakom do jesieni 1942 roku. Pozostale zamknieto. Ich zbiory w wiekszosci przemielono, spalono, w mniejszej czesci przeniesiono do innych ksiegozbiorow. Biblioteki publiczne utracily w czasie okupacji 93 proc. swych przedwojennych zbiorow.

- Po likwidacji bibliotek szkolnych i publicznych na wsi i wielu malych miastach, a potem po zlikwidowaniu ksiegozbiorow tamtejszej inteligencji, w miejscowosciach tych nie bylo ani jednej ksiazki. Cale spolecznosci znalazly sie w cywilizacyjnej, kulturowej prozni - mowi Andrzej Mezynski, bibliotekarz i historyk.

Niemcy rekwirowali prywatne ksiazki podczas wysiedlania mieszkancow, aresztowan, wreszcie niejako przy okazji rekwizycji cennych dziel sztuki.

Stefania Czajka, przed wojna zona znanego architekta Jerzego Gelbarda i autorka bardzo popularnych powiesci dla kobiet, po wojnie zas oficer milicji, pisala w 1947 roku do Biura Rewindykacji i Odszkodowan Wojennych:

"W roku 1939 mielismy w mieszkaniu procz znanej galerii obrazow i jednej z nielicznych bibliotek (ze wzgledu na moje osobiste zainteresowania jestem czlonkiem Zw. Zawodowego Literatow) maszyne (auto) marki "Tatra". Szofer nasz Adam Poprawa - Warszawa-Praga, Kaweczynska 15 - do dzis zyje i moze poswiadczyc. Po wzieciu Warszawy Niemcy zabrali nam auto. W roku 1940 zajechali pod dom platformami i zabrali nam cale umeblowanie (autentyczne meble z epoki Ksiestwa Warszawskiego), w roku 1942 zabrali 250 obrazow olejnych, akwareli, sepii i rysunkow [...] Cena tych szesciu obrazow [Picassa, Matisse'a, Kislinga, Sutine'a - przyp. W.K.] na dzisiejsze pieniadze, ceniac jak najskromniej, wynosi 10 - 15 milionow. Prosze o zapytanie czynnikow kompetentnych.

Biblioteka moja liczaca 3500 ksiazek - poczawszy od bialych krukow (latami wyszukiwalam w antykwariatach na Swietokrzyskiej w Warszawie i w gablotach na wybrzezu Sekwany w Paryzu) - od Horacego, Petroniusza w pergaminowych starych okladkach, a skonczywszy na ostatniej wspolczesnej w jezyku polskim, rosyjskim, francuskim przewaznie, ale mialam pareset w hebrajskim, angielskim, wloskim i hiszpanskim. Przeszlo dwiescie ksiazek bylo z dedykacjami, jak np. "Julio Juvenito" [tak w oryginale - przyp. W.K.] z osobista bardzo serdeczna dedykacja Ilii Erenburga, z dedykacjami Lesmian - Tuwim - Slonimski - Lechon - Wierzynski -... - Broniewski itp. cala biblioteke w skrzyniach zapakowana zabrali Niemcy w koncu 1942 r. Po wygnaniu nas z mieszkania postaralam sie, aby te skrzynie umiescic w szpitalu na Lesznie i stamtad wziac. Meza mego aresztowali 9 stycznia 1943 roku, po dziewieciu miesiacach na Pawiaku, wyslali na Majdanek, skad nie powrocil wiecej".

Ksiegozbior Stefanii Czajki zaginal.

Gustav Abb broni polskich ksiazek przed wywozem do Niemiec

O ile ksiegozbiory prywatne Niemcy rabowali raczej chaotycznie, dosc czesto zupelnie przypadkowo, to najcenniejsze zbiory publiczne skonfiskowano juz na poczatku okupacji. Zbiory majace znaczenie i wartosc naukowa gromadzono w tak zwanych Staatsbibliotheken, bibliotekach panstwowych. W utworzonej w lipcu 1940 roku Die Staatsbibliothek Warschau znalazly sie zbiory bibliotek warszawskich. Kierownik Wilhelm Witte, niemiecki slawista, spowodowal calkowite wymieszanie warszawskich zbiorow i zburzenie porzadku wypracowanego przez pol skich bibliotekarzy. W Bibliotece Uniwersyteckiej zgromadzono przede wszystkim nowe druki w jezykach obcych, w Bibliotece Narodowej nowe polonika, zas w Bibliotece Ordynacji Krasinskich najcenniejsze zbiory specjalne - grafike, rekopisy, stare druki. Die Staatsbibliothek Krakau powstala pod osobistym nadzorem Gustava Abba, dyrektora Hauptverwaltung der Bibliotheken in Generalgouvernements (Glownego Zarzadu Bibliotek w Generalnym Gubernatorstwie), dyrektora Biblioteki Uniwersyteckiej w Berlinie i przewodniczacego Stowarzyszenia Bibliotekarzy Niemieckich. W niemieckiej bibliotece, otwartej uroczyscie 4 kwietnia 1941 roku, znalazly sie nieomal wszystkie cenniejsze ksiegozbiory polskich instytucji publicznych w Krakowie i osob prywatnych. W roku 1942 okupanci utworzyli Die Staatsbibliothek in Lublin i podobna instytucje we Lwowie. Od pierwszych tygodni okupacji wyspecjalizowany oddzial i pojedynczy specjalisci niemieckich sluzb bezpieczenstwa poszukiwali najcenniejszych starych drukow i rekopisow z polskich zbiorow.

W drugim odcinku cyklu opisywalem poscig SS i gestapo za Biblia Gutenberga z Biblioteki Seminarium Duchownego w Pelplinie. Biblie udalo sie wywiezc do Kanady, ale reszta nieslychanie cennych zbiorow pelplinskich pozostala w kraju. Tuz przed wybuchem wojny upowazniony przez wladze koscielne ks. Antoni Liedtke, konserwator diecezji pelplinskiej, wywiozl je do Zamoscia i tam ukryl w podziemiach kolegiaty. Gestapo odkrylo jednak w Pelplinie listy przewozowe i szybko zjawilo sie w zamojskiej kolegiacie. Czesc zarekwirowanych zbiorow wyslano do Gdanska, czesc do Malborka, a czesc do biblioteki RSHA - Glownego Urzedu Bezpieczenstwa Rzeszy w Berlinie.

Do Rzeszy wywieziono w pierwszych miesiacach okupacji w sumie niewielka ilosc najcenniejszych skarbow z polskich zbiorow: grafike, rysunki, mapy, rekopisy, stare druki. Najbardziej zachlanny byl podlegajacy Heinrichowi Himmlerowi RSHA. Domagal sie nie tylko zrabowanej przez Kommando Paulsena Biblioteki Sejmu i Senatu, bibliotek instytutow zagranicznych w Warszawie czy Kodeksu Supraskiego, najstarszego rekopisu slowianskiego, ale i na przyklad korespondencji ksieznej Elizy Radziwil, znajdujacej sie w zbiorach zamku w Baszkowie. Wielkorzadca Generalnego Gubernatorstwa Hans Frank poczatkowo zdaje sie nie mial nic przeciwko wywozowi ksiazek z GG. Wiecej, planowal nawet przekazanie wybranych dziel Biblioteki Jagiellonskiej bibliotekom niemieckim i austriackim. Szybko jednak poczul sie udzielnym wladca i wywiezienie do Rzeszy kazdego zarekwirowanego dziela sztuki, kazdej zrabowanej ksiazki traktowac poczal jako uszczuplenie osobistego stanu posiadania. Utwierdzal go w tym Gustav Abb, ktory czesto i chetnie interweniowal w Rzeszy w sprawie wywozu ksiazek z GG. Dzieki staraniom Abba wrocily z Berlina liczne cenne kolekcje ksiazek wywiezione z kilku bibliotek GG, zas rekopisy zrabowane z Biblioteki Ordynacji Zamojskiej zwrocone zostaly do kolekcji Staatsbibliothek Warschau. Abb naklonil tez Hansa Franka, by wstrzymal wysylke spakowanych juz metalowych regalow Biblioteki Jagiellonskiej, ktore trafic mialy do glownej biblioteki RSHA w Berlinie przy ul. Eisenacherstrasse 12.

- Moje najnowsze badania swiadcza, ze powinnismy inaczej spojrzec na dzialalnosc niemieckiej administracji bibliotecznej w GG. Jej dzialania uratowaly znaczna ilosc ksiazek naukowych. Ksiegozbiory naukowe w GG spotkal przeciez znacznie lepszy los niz na przyklad ksiazki w Wielkopolsce - mowi Andrzej Mezynski.

Podobnie bronil przed zakusami bibliotekarzy Himmlera podleglych sobie polskich ksiegozbiorow gauleiter Kraju Warty Arthur Greiser. Chodzilo mu rzecz jasna o manifestacje suwerennosci swej wladzy wobec imperium Himmlera, a nie o dobro polskich ksiazek. Te niszczono w Kraju Warty zacieklej niz w GG.

W 1941 r. hitlerowcy wywiezli biblioteke Seminarium Duchownego w Plocku. Ksiegozbior zawieral wiele kodeksow i dokumentow rekopismiennych, 351 inkunabulow, czyli ksiag wydrukowanych przed rokiem 1501. Cenne zwlaszcza byly rekopismienne kodeksy liturgiczne. W gmachu biblioteki zakwaterowany zostal oddzial SS. Zolnierze zamierzali wyrzucic zbiory z pomieszczen. W koncu jednak niemieckie wladze bezpieczenstwa zdecydowaly sie wywiezc plockie skarby. Wiosna 1941 pojawil sie w Plocku niemiecki bibliotekarz z Krolewca, ktory przed wybuchem wojny parokrotnie ogladal zbiory Seminarium Duchownego. Najprawdopodobniej byl to dr Rudolf Diesch. Pod jego kierownictwem, z pomoca miejscowej komendantury niemieckiej, biblioteke wywieziono z Plocka. 26 sierpnia 1941 roku ukazujaca sie w Plocku niemiecka gazeta poinformowala, ze ksiegozbior Seminarium - liczacy 50 tys. woluminow, w tym sto starych rekopisow, z ktorych dziesiec ma niezwykle wielka wartosc, oraz ponad 300 inkunabulow - zostal przewieziony do Krolewca.

Pol roku pozniej gauleiter Krolewca uniemozliwil wywoz do Berlina pakowanej juz przez SS biblioteki klasztoru Franciszkanow w Pienieznie (Mehlsack). Notatka sluzbowa z 10 marca, spisana w siedzibie RSHA w Berlinie, dokumentuje, ze gauleiterzy coraz bardziej czuli sie wlascicielami podleglych im terenow: "Po [konsultacjach - przyp. W.K.] proponuje sie pozostawic biblioteke na miejscu. Istnieja trudnosci z gauleiterem z Krolewca, ktory chce uniewaznic konfiskate klasztoru. Trwajace trudnosci beda jeszcze wieksze, jezeli biblioteka zostanie wywieziona".

Duchy ksiazek po dotknieciu ulatniaja sie

W czasie okupacji setki warszawiakow stracily wartosciowe, wyjatkowo cenne prywatne ksiegozbiory. "Pamietam przejmujaca scene, gdy z ciezka waliza zjawil sie u nas Hieronim Wilder, wytrawny znawca ksiazki, najwybitniejszy antykwariusz warszawski. Handlujac ksiazkami, dobieral dla swej prywatnej kolekcji co znakomitsze okazy dawnej sztuki ksiegarskiej polskiej i obcej. Najwartosciowsze z nich powierzyl Bibliotece na rece Piekarskiego [Kazimierza Piekarskiego, przedwojennego kierownika Dzialu Starych Drukow w Bibliotece Narodowej w Warszawie - przyp. W.K.]. Nie bylo czasu na sporzadzanie spisow, Piekarski i ja bylismy jedynymi swiadkami owego depozytu, przekazywanego tajnie w przeczuciu wiszacego nad siwa i szlachetna glowa tego czlowieka nieszczescia. W pospiechu i napieciu nerwow Wilder otworzyl tylko walizke, a Piekarski powiedzial mi, ze wsrod drukow znajduje sie legen- darny, unikatowy "Taniec" Erazma Glicznera, XVI-wieczne dzielko od dawna zaginione bez wiesci. Gdyby Wilder tej walizy nam nie oddal, moze by sie jej zawartosc uratowala, podobnie jak nieco innych drukow jego zbierania" - wspominala Alodia Kawecka-Grycz, ktora w czasie okupacji wraz z Kazimierzem Piekarskim pracowala w Staatsbibliothek Warschau. Utracona biblioteka Hieronima Wildera liczyla ponad 6 tys. woluminow, w tym bezcenne stare rekopisy, stare druki, autografy i pieczecie krolow polskich.

Zagladzie ulegla tez liczaca 12 tys. tomow biblioteka Juliana Tuwima. "[...] nasz kolega Franciszek Siedlecki zorganizowal wyprawe na Mazowiecka, by ratowac biblioteke zaprzyjaznionego z nim Tuwima. Wzielismy reczny wozek i pchajac go przed soba zglosilismy sie do kogos, kto mial klucze od mieszkania poety, ale tam odmowiono Bibliotece Narodowej wydania ksiazek. Wprawdzie nie splonely dzieki temu u nas, ale i tak spotkal je ten sam los" - wspominala Alodia Kawecka-Grycz.

Jerzy Waldorff ostatni raz widzial swa liczaca dwa tysiace tomow biblioteke wiosna 1944 roku. Wtedy to wyjechal pod Warszawe, w okolice Puszczy Kampinoskiej. Pisal tam powiesc "Godzina policyjna", ktora wydal juz po wojnie. Ksiazki zostawil na polkach w mieszkaniu przy Kredytowej 1, na tylach Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego. - Nie przewidzialem, ze mogloby przytrafic sie im cos zlego - mowi.

W dniu wybuchu powstania Niemcy zablokowali wszystkie drogi na wysokosci Lomianek. Waldorff trafil do Stawiska Iwaszkiewiczow. W zburzonej Warszawie pojawil sie 18 stycznia 1945 roku i od razu wlaczyl do akcji zabezpieczania ocalalych dziel sztuki. Zajrzal wtedy na Kredytowa. Mieszkanie bylo rozbite pociskiem, ale nie spalone. Brakowalo mniej wiecej polowy ksiazek. Te, ktore ocalaly, spakowal do workow i zaniosl do foyer Biblioteki Narodowej.

- To byl moj prezent dla zniszczonej biblioteki - opowiada Jerzy Waldorff.

W utraconej czesci jego ksiegozbioru przewazaly stare wydania klasyki polskiej. - Najbardziej zal mi pierwszego wydania "Pana Tadeusza" z 1834 roku z autografem Mickiewicza i slownika muzycznego wydanego w Amsterdamie w 1642 roku - mowi Jerzy Waldorff.

Waclaw Borowy, wybitny warszawski bibliotekarz, jeden ze wspolorganizatorow tzw. akcji pruszkowskiej (ratowania jesienia 1944 r. dziel sztuki, archiwaliow i ksiazek ocalalych posrod palonych przez Niemcow ruin Warszawy) zanotowal 24. 11. w swoim dzienniku: "Spalony zostal dom przy ul. Narbutta 37, w ktorym mieszkal Patkowski i w ktorym procz jego wlasnych, obfitych materialow znajdowal sie takze odpis maszynowy listow Zeromskiego i listow Prusa do Oktawii zeromskiej. Na Polnej dalo sie odkopac w dwoch wyprawach wszystkie rekopisy Marii Dabrowskiej. Wczoraj przyjechal S.W. [wspolpracownik prof. Borowego - przyp. W.K.] na Bracka, gdzie w domu pod numerem 6, w mieszkaniu doktorostwa Mayow, ulokowany byl manuskrypt pracy Turyna o Pindarze i dwa przepiekne obrazki Noakowskiego. [...] Dom wlasnie plonal".

W utraconej bibliotece Juliana Tuwima znajdowaly sie unikatowe kolekcje starych ksiazek, dotyczacych miedzy innymi obyczajow biesiadnych, magii, czarow. Gdyby bibliotekarzom udalo sie przewiezc recznym wozkiem kolekcje Tuwima do gmachu Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego, najpewniej ocalalaby wraz z wiekszoscia tamtejszych zbiorow. Gdyby jednak Tuwimowskie rarytasy trafily do Biblioteki Krasinskich na Okolniku, i tak by splonely. Tyle ze w znakomitym towarzystwie najcenniejszych polskich drukow.

Dyrektor Staatsbibliothek Warschau Wilhelm Witte juz na poczatku okupacji polecil gromadzic skarby polskiego pismiennictwa w gmachu Biblioteki Krasinskich na Okolniku. Pozornie byla to decyzja rozsadna: budynek ten mial bardzo solidne, zelbetowe stropy i dawal dosc dobra ochrone przed przypadkowym pozarem. Gdy jednak front wschodni zblizyl sie do Warszawy, nagromadzenie wszystkich skarbow w jednym miejscu stalo sie niebezpieczne. Gdyby gmach na Okolniku znalazl sie na linii walk, zbiory splonelyby, tak jak we wrzesniu splonely zbiory Centralnej Biblioteki Wojskowej.

Polscy pracownicy Staatsbibliothek Warschau prosili Wittego o wywiezienie zbiorow z Warszawy. Witte dzialal jednak tak opieszale i nieudolnie, ze ksiazek nie ewakuowano. Zlekcewazyl tez zalecenia swego przelozonego, Gustava Abba, ktory takze domagal sie rozparcelowania zbiorow, by ograniczyc ryzyko calkowitego ich zniszczenia.

W tej sytuacji polscy bibliotekarze zatrudnieni w Staatsbibliothek Warschau zabezpieczali, tak jak mogli, zbiory w gmachu na Okolniku. Najcenniejsze kolekcje znosili do podziemi. Wypelniali je starymi drukami i manuskryptami szczelnie az pod sufit, by ograniczyc dostep powietrza i tym samym mozliwosci spalenia. Prof. Bohdan Korzeniewski, wybitny tworca teatralny, wspominal: "Wybralismy w podziemiach Biblioteki loch zakonczony slepa sciana. Bezcenne egzemplarze [zbiorow teatralnych - przyp. W.K.], jeszcze z odrecznymi notatkami Wojciecha Boguslawskiego i rownie unikatowe tomy afiszow ulozylismy ciasno az po samo zaokraglone sklepienie. Przypuszczalismy, ze nawet przy pozarze gmachu tak stloczone dokumenty ocaleja". Przygotowania te zdaly egzamin. W czasie walk na Biblioteke Krasinskich spadly cztery bomby, w tym jedna zapalajaca. Pozar strawil ulokowane na najwyzszych pietrach nowsze rekopisy i druki osiemnastowieczne. Prawdziwe skarby na nizszych pietrach i w podziemiach ocalaly.

W pierwszych dniach wrzesnia Niemcy zajeli gmach biblioteki. 10 wrzesnia zjawil sie tam SS-obersturmfuehrer Arnhardt, ktory, powolujac sie na rozkaz Hitlera, wywozil z Warszawy najcenniejsze dziela sztuki.

Miesiac pozniej, w pierwszych dniach pazdziernika, ten sam Arnhardt zjawil sie w Muzeum Narodowym i wywiozl czesc tamtejszej kolekcji. Dyrektor Stanislaw Lorentz zanotowal 7 pazdziernika: "O godz. 8 rano przyjechal SS Arnhardt z 10 zolnierzami SS i rozpoczal wybor przedmiotow [...]. Przegladanie przedmiotow, zapakowanych w skrzynie, wygladalo w ten sposob, ze wszystkie przedmioty wyrzucano ze skrzyn na ziemie, a po przedmiotach nie wybranych do wywozu spacerowali nastepnie zolnierze, znaczna ich czesc oczywiscie rozgniatajac".

W Bibliotece Krasinskich ekipa Arnhardta dzialala bez swiadkow, ale w identyczny sposob. Przez jeden dzien esesmani wybierali skrzynie do wywiezienia. Arnhardt pozostawil w podziemiach najcenniejsze skarby pismiennictwa polskiego. Do ewakuacji wybral jedynie niewielka ilosc skrzyn z rekopisami niemieckimi pochodzacymi z ksiaznicy Zaluskich, nie majacymi wiekszego znaczenia naukowego ani historycznego.

Potem Biblioteke Zaluskich pozostawili Niemcy w spokoju. Polscy bibliotekarze wypedzeni z popowstanczej Warszawy pocieszali sie, ze nic zlego stac sie jej nie powinno, gdyz, zwyciescy Niemcy obiecali, ze nie beda niszczyc dziel sztuki. Istotnie, w zawartym 2 pazdziernika 1944 roku "Ukladzie o zaprzestaniu dzialan wojennych w Warszawie" strona niemiecka zobowiazala sie, ze "zadana przez dowodztwo niemieckie ewakuacja z Warszawy ludnosci cywilnej zostanie przeprowadzona w czasie i w sposob oszczedzajacy ludnosci zbednych cierpien. Umozliwi sie ewakuacje przedmiotow posiadajacych wartosc artystyczna, kulturalna i koscielna. Dowodztwo niemieckie dolozy staran, by zabezpieczyc pozostale w miescie mienie publiczne i prywatne".

Kilka dni po podpisaniu tego aktu przez dowodztwo niemieckiej armii zjawilo sie na Okolniku Brandkommando, oddzial podpalaczy SS. Musieli tam ciezko pracowac przez pare dni. Najpierw usuneli z podziemi wierzchnie warstwy arcydziel, by zrobic kanal, ktorym doplywac mogla dostateczna ilosc powietrza. Potem dlugo, zapewne przez dwa, trzy dni nasaczali gigantyczne zloza papieru i pergaminu srodkami zapalajacymi. Gdy podlozyli ogien, ksiazki nie splonely tak jak garsc papieru na ognisku. Plonely od gory ku dolowi, powoli. Z powodu ciasnego ulozenia i z braku dostatecznej ilosci powietrza ogien stopniowo wyzarzal je przez kilka dni. Pare dni pozniej esesmani z jakiegos innego Brandkommanda zalili sie doktorowi Gryczowi z Biblioteki Narodowej, przebywajacemu wowczas w bibliotece na Rakowieckiej, ze ksiazki bardzo trudno sie pala.

Gdy 14 pazdziernika 1944 roku na Okolniku pojawila sie komisja gestapowcow z towarzyszaca im dwojka polskich bibliotekarzy z Koszykowej, w gmachu Biblioteki Krasinskich byly juz tylko duchy ksiazek. Trawione powoli przez ogien arcydziela polskiego pismiennictwa zachowaly swoj ksztalt, druk nawet. Zmienily tylko kolor. W podziemiach staly nie konczace sie rzedy srebrnoszarych woluminow. Przy lada dotknieciu, glosniejszym kaszlnieciu, rozpadaly sie w pyl.

Zniknal skarb zbiorowej pamieci Polakow.

Ocalaly okruchy. Po wyzwoleniu Warszawy obok murow biblioteki odkryto pod sniegiem 142 rekopisy. W ostatniej chwili ktos uratowal je od plomieni, wyrzucajac przez okna. Przypadkowo ocalaly tez bezcenne manuskrypty "Kroniki" Janka z Czarnkowa, "Pamietnikow" Paska oraz XVII-wiecznej "Liber chamorum".

Niemieckie rekopisy wywiezione przez Obersturmfuehrera Arnhardta rewindykowano po wojnie z Austrii.

A w latach 70. okazalo sie, ze Niemcy wywiezli do Rzeszy kolekcje, o ktorych sadzilismy, ze splonely na Okolniku. Wiele wskazuje na to, ze spoczywaja do dzis ukryte w niemieckich bibliotekach. O ich losach - w nastepnych odcinkach.

W tekscie wykorzystano m.in.: opracowania Wojciecha Kowalskiego "Likwidacja skutkow II wojny swiatowej w dziedzinie kultury", "Straty bibliotek w czasie II wojny swiatowej w granicach Polski z 1945 roku", "Spis polskich ksiegozbiorow prywatnych skonfiskowanych przez Niemcow w okresie II wojny swiatowej", "Spis bibliotek polskich, ktorych zbiory zostaly skonfiskowane przez Niemcow w okresie II wojny swiatowej" oraz artykuly, wspomnienia i opracowania: Barbary Bienkowskiej, Marka Czechowskiego, Antoniego Podlesia, Andrzeja Mezynskiego, Michala Spandowskiego, Alodii Kaweckiej-Grycz, Jacka Wojciechowskiego


Wlodzimierz KALICKI

 

Prawdziwy koniec wedrowki Eneasza
SZTUKA ZAGRABIONA 1

Pani Morza spod ziemi
SZTUKA ZAGRABIONA 2

Mlodzieniec przecudnej urody, od swiata ukryty
SZTUKA ZAGRABIONA 3

Ksiag starych duchy srebrnoszare
SZTUKA ZAGRABIONA 4

Pamiec w plomieniach
SZTUKA ZAGRABIONA 5

Rejtan pod szynkwasem
SZTUKA ZAGRABIONA 6

Oltarz po dwakroc porywany
SZTUKA ZAGRABIONA 7

Jesienia ksiazki wracaja z poludnia
SZTUKA ZAGRABIONA 8

Bracia Czescy wracaja z Niemiec do Polski
SZTUKA ZAGRABIONA 9

Madonna znika pod szklanka kawy
SZTUKA ZAGRABIONA 10

Lew z ludzkimi oczami
SZTUKA ZAGRABIONA 11

Siostra Fryderyka
SZTUKA ZAGRABIONA 12

Biblia i dzentelmeni
SZTUKA ZAGRABIONA 13 W polowie XII wieku skryba zanotowal na kartach Biblii Plockiej, ze spadajace spod stropu plockiej katedry strusie jajo z cenna relikwia cudem pochwycil w locie niejaki Zachariasz.Byl to pierwszy opis cudu na polskich ziemiach. W roku 1940 Niemcy z fanfarami wywiezli Biblie pociagiem. W roku 1978 potajemnie odwiezli taksowka

Pontyfikal i Stasi
SZTUKA ZAGRABIONA 14 Bezcenny Pontyfikal Plocki Niemcy zrabowali w roku 1940.

Trzystuletni romans
SZTUKA ZAGRABIONA 15 Ich historia zaczela sie przed trzema wiekami.

 
Copyright © 2001 Polish American Congress of Southern California. All Rights Reserved ®