Pamiec w plomieniach

Ruiny Archiwum Glownego Akt Dawnych w Warszawie, Dluga 24. 2 wrzesnia 1944 r. niemiecki oddzial spalil tu najcenniejsze polskie archiwalia
Fot. IS PAN

WLODZIMIERZ KALICKI

Niemiecki oddzial dowodzony przez nieznanego oficera 2 wrzesnia 1944 roku podpalil 15 kilometrow najcenniejszych dokumentow Archiwum Glownego Akt Dawnych. Tego dnia stracilismy lwia czesc naszej historycznej pamieci.

Polscy archiwisci zaczeli sposobic sie do czasu wojny wiosna 1939 roku. Ministerstwo Wyznan Religijnych i Oswiecenia Publicznego zaproponowalo archiwom warszawskim, w ktorych znajdowaly sie najcenniejsze polskie archiwalia, wyselekcjonowanie ich i ukrycie w podziemiach fortu Sokolnickiego w Cytadeli na Zoliborzu.

"Podobno tylko pocisk bardzo duzego kalibru mogl przebic pokrywe ziemna i podwojne sklepienia, chroniace tu kiedys sklad amunicyjny" - pisal wiosna 1941 roku wybitny archiwista prof. Jozef Siemienski w tajnym memoriale dla Delegatury Rzadu o wojennych i okupacyjnych losach polskich archiwow. Memorialu nie ukonczyl. Aresztowany przez gestapo 19 czerwca 1941 r., zmarl 14 listopada.

Archiwa zajmuja miejsce amunicji

Jedynie dyrekcja Archiwum Oswiecenia Publicznego oficjalnie odmowila ewakuacji do zoliborskiego fortu. "Poniewaz zasob Archiwum nie zawieral akt o tej skali wartosci naukowej co inne archiwa warszawskie, wreszcie poniewaz lokal Archiwum polozony na terenie centralnych zabudowan uniwersyteckich pozostawal pod opieka silnej obrony przeciwlotniczej - kierownictwo archiwum zrezygnowalo calkowicie z proponowanego mu schronu" - wspominal po wojnie owczesny kustosz Archiwum Oswiecenia Publicznego Tadeusz Manteuffel, pozniejszy wybitny historyk.

Archiwum Glowne Akt Dawnych (AGAD), rozlokowane przy ul. Dlugiej 24, najbogatsze w kraju, juz w czerwcu 1939 roku zaczelo przewozic do fortu Sokolnickiego swoje skarby. Trafily tam, zapakowane w drewniane skrzynie i tekturowe pudla, dokumenty pergaminowe i papierowe: akta wladz naczelnych i centralnych dawnej Rzeczypospolitej, akta wymiaru sprawiedliwosci Krolestwa Polskiego, ksiegi ziemstwa i grodu warszawskiego, ksiegi i akta Starej i Nowej Warszawy, wreszcie zbior starych map. Reszta przebogatych zasobow AGAD pozostala w magazynach przy ul. Dlugiej 24.

Archiwum Skarbowe dzielilo odrestaurowany w latach 1937-38, kosztem miliona trzystu tysiecy zlotych, Arsenal przy ul. Dlugiej 52 z warszawskim Archiwum Miejskim. Arsenal w roli gmachu archiwalnego uroczyscie otwarto 29 listopada 1938 roku i w zimie rozpoczeto przenoszenie don akt z ratusza i innych rozrzuconych po miescie skladow Archiwum Miejskiego. W trakcie przenoszenia zbiorow - wybuchla wojna.

Dokumenty tylko jednego z archiwow ukryto wlasciwie w calosci. Zasoby Centralnego Archiwum Wojskowego trafily do Fortu Legionow.

W pierwszych dniach wrzesnia 1939 r. w Ministerstwie Wyznan Religijnych i Oswiecenia Publicznego nagle postanowiono ewakuowac na wschod najcenniejsze archiwalia AGAD. "W ostatniej chwili powzieto wprawdzie mysl szalona, aby najcenniejsze zabytki ewakuowac na samochodzie, ale - tym razem na szczescie - dysponenci taborow nie uznali aktu unii lubelskiej i kompanii [czyli innych historycznych dokumentow podobnej wartosci - przyp. W.K.] za przedmioty rownie cenne jak te, ktore wywozono i - samochodu nie dali" - zapisal w 1941 roku w swym raporcie prof. Jozef Siemienski.

Akt unii lubelskiej ze zbiorow AGAD w przeddzien wybuchu wojny zlozony w forcie Sokolnickiego szczesliwie ja przetrwal.

Amunicja zajmuje miejsce archiwow

W czasie wrzesniowego oblezenia Warszawy bez strat przetrwaly zbiory Archiwum Akt Dawnych przy ul. Jezuickiej i Archiwum Glownego Akt Dawnych. AGAD ocalalo, mimo iz parokrotnie trafialy w jego gmach i w sasiednie domy bomby zapalajace. Pozary skutecznie gasilo kilku pracownikow wspomaganych przez dwoch ochotnikow. Jednym z nich byl prof. Jozef Siemienski, ktory od poczatku do konca oblezenia Warszawy bezustannie dyzurowal w gmachu przy ul. Dlugiej 24.

Rownie wiele szczescia mialy zbiory Archiwum Miejskiego i Archiwum Skarbowego zgromadzone w Arsenale. Wladze wojskowe obrony Warszawy dosc bezmyslnie zakwaterowaly w Arsenale, posrod starych akt, batalion piechoty z 21. pulku (inne zrodla mowia o stacjonowaniu tam zolnierzy 30. Pulku Piechoty Strzelcow Kaniowskich). Wojskowi urzadzili tez posrod akt magazyn amunicji przeciwlotniczej. Pociski pozostaly tam do 25 wrzesnia.

Niemieckie samoloty bombardowaly Arsenal szczegolnie intensywnie. Do chwili zlikwidowania skladu amunicji w budynek trafilo 25 bomb lotniczych i pociskow artyleryjskich duzego kalibru. Piec najciezszych bomb wybuchlo na dziedzincu, wyrywajac wielkie leje tuz przy murze. Eksplozja jednej z bomb, ktore trafily bezposrednio w budynek, zabila czterech zolnierzy, kilku ranila, zburzyla naroznik skladu amunicji i przebila stropy. Magazyn amunicji, a wraz z nim caly Arsenal, jakims cudem jednak nie wylecial w powietrze. Dyzurujacy pracownicy archiwum ugasili tez na czas kilka pozarow wywolanych przez bomby zapalajace. Straty w czasie oblezenia Warszawy byly zaskakujaco male - deszcz zalal niewielka czesc akt Archiwum Skarbowego, gdyz nie bylo komu naprawic zniszczonego przez bomby dachu. Znacznie gorszy los spotkal reszte akt Archiwum Skarbowego, rozlokowana w innych budynkach. W gmach Corazziego przy ul. Rymarskiej trafily bomby. Splonely tam stare akta i plany wloscianskie. A w kancelarii archiwum przy ul. Leszno 7 splonely wszystkie inwentarze i biezaca registratura.

Wspomnienie hulanek i zabaw z dziewkami zamienia sie w popiol

Pawilon Archiwum Oswiecenia Publicznego ulokowany byl na skarpie posrod budynkow warszawskiego uniwersytetu. Opiekowali sie nim jedynie trzej pracownicy, ale do ostatnich dni oblezenia straty w zbiorach byly minimalne. Archiwum dopisywalo szczescie, gdyz zabudowania uniwersyteckie po ulokowaniu w nich wielkiego szpitala polowego byly szczegolnie zaciekle atakowane przez niemieckich lotnikow. Tragedia rozpoczela sie 25 wrzesnia, w czasie wielkiego, terrorystycznego nalotu Luftwaffe na miasto. Trwal on dziesiec godzin. W ogniu stanely budynki uniwersyteckie na skarpie, w tym Palac Kazimierzowski i pawilon Archiwum Oswiecenia Publicznego. Akcja ratownicza byla niemal bezskuteczna - w uszkodzonych wodociagach zabraklo wody. Nastepnego dnia niemiecka artyleria rozpoczela nieustanny, huraganowy ostrzal miasta. Trwal 24 godziny.

40 tysiecy jednostek archiwalnych, zajmujacych polki o dlugosci 2250 metrow, przestalo istniec. "Z palacego sie pomieszczenia uratowano okolo 15 metrow biezacych materialu aktowego. Szczatki zespolow, posegregowane przeze mnie w gmachu Biblioteki Uniwersyteckiej, zostaly przekazane do Archiwum Akt Dawnych przy Jezuickiej 1, gdzie splonely doszczetnie w czasie powstania warszawskiego" - wspominal po wojnie kustosz Tadeusz Manteuffel.

Strata najwieksza, niepowetowana, bylo zniszczenie kompletnych akt szkolnych i oswiatowych Krolestwa Polskiego z lat 1807-1915. Byly w nich miedzy innymi obfite informacje dotyczace kazdego studenta studiujacego w XIX wieku na obszarze Kongresowki. Stracilismy wtedy dokumenty bardzo slabo opracowane, niemal nie znane. Splonely tez akta wszystkich polskich fundacji oswiatowo-kulturalnych. Najstarszy dokument z tego zbioru, pergamin z poczatkow XV wieku, dotyczyl dobr fundacyjnych lezacych pod Lukowem. Historycy do dzis nie moga odzalowac prowadzonego az do roku 1914 zbioru zapisow stypendialnych, zawierajacego nie tylko spisy darowizn i obdarzonych nimi studentow z zamierzchlych czasow, ale i szczegolowe zyciorysy stypendystow sprzed wielu pokolen. Tajne akta carskiego Okregu Naukowego Warszawskiego zawieraly szczegolowe opisy wykroczen politycznych i obyczajowych dziewietnastowiecznych studentow. Takze te archiwalia w gruncie rzeczy nie byly opracowane przez historykow.

Ocalala natomiast wiekszosc zbiorow przewiezionych do fortow. Dosc szczesliwie. Bezcennych narodowych skarbow pilnowac mialo bowiem raptem dwoch woznych. Po kapitulacji ukryte tam zbiory biblioteczne i archiwalne pozostaly nie strzezone, na lasce losu. Na szczescie szabrownicy nie zorientowali sie w ich wartosci i stare ksiegi oraz teki z pergaminami zwykle porzucali w poblizu fortu.

Profesor Jozef Siemienski w swym konspiracyjnym raporcie z roku 1941 bardzo surowo ocenil opieke nad archiwaliami w czasie walk o Warszawe: "Kustosze zbiorow warszawskich nie wszyscy czuli sie z nimi zwiazani nie tylko na zycie w pokoju [...] Nie wszyscy pozostali w Warszawie, a z tych nie wszyscy byli przy zbiorach w czasie najwiekszych niebezpieczenstw". O losach Archiwum Skarbowego i Archiwum Oswiecenia Publicznego napisal: "W pierwszym nie tylko nie bylo nikogo, ale zamkniete bylo na klucz i nie dosc na tym - klucz byl u urzednika na innej ulicy. [...] Z drugiego drobny ulamek uratowal wozny, bo wiecej nikogo nie bylo na miejscu".

Doktor erich Randt ma apetyt na polskie dokumenty

Archiwa panstwowe i koscielne zostaly zamkniete przez niemieckie wladze wojskowe niemal natychmiast po wkroczeniu Wehrmachtu. Zandarmeria polowa opieczetowala takze niektore z archiwow prywatnych historycznych rodow.

Wkrotce po kapitulacji Warszawy spory oddzial Wehrmachtu zakwaterowano w Arsenale. Zolnierze przebywali tam tylko przez dwa miesiace, ale porozdzieranych przez nich i rozrzuconych akt pracownicy Archiwum Miejskiego nie zdolali uporzadkowac az do wybuchu powstania i spalenia zbiorow Archiwum.

W pierwszych tygodniach okupacji niektore z polskich zbiorow archiwalnych wladze niemieckie potraktowaly po prostu jako zdobycz wojenna. Na tej zasadzie zajeto i wywieziono ukryte w Forcie Legionow Centralne Archiwum Wojskowe. Zbiory Instytutu Historii Najnowszej trafily do Gdanska, zas czesc dokumentow Archiwum Ministerstwa Spraw Zagranicznych - do Berlina.

W Archiwum Glownym Akt Dawnych, narodowej skarbnicy najcenniejszych dokumentow przeszlosci, juz 7 pazdziernika, kilka dni po kapitulacji Warszawy, zjawil sie dr Erich Randt, dyrektor pruskiego Archiwum Panstwowego we Wroclawiu. Jako pelnomocnik rzadu III Rzeszy zazadal wydania kluczy do magazynow i zapowiedzial tez, ze czesc dokumentow bedzie pozniej przewieziona do Rzeszy. Jesienia 1939 roku wywieziono z Archiwum Akt Nowych 96 samochodow dokumentow z lat I wojny swiatowej.

W grudniu 1939 roku okupanci powolali Archivverwaltung, niemiecki Zarzad Archiwow w Generalnym Gubernatorstwie. Przetransportowali wowczas wszystkie akta z fortu Sokolnickiego do macierzystych archiwow. Najcenniejsze dokumenty ukryte w forcie, pochodzace ze zbiorow AGAD, przewieziono na ul. Dluga jeszcze w zimie 1940 roku. Powodowany skapstwem Archivverwaltung zarzadzil takze przeprowadzenie akt Archiwum Skarbowego i Archiwum Akt Nowych z budynku przy ul. Szpitalnej 8. Dom ten byl wlasnoscia firmy E. Wedel i okupacyjny Zarzad Archiwow nie chcial placic ustalonego jeszcze w roku 1936 komornego. Dokumenty Archiwum Skarbowego trafily wowczas do domu przy ul. Podwale 15, co cztery lata pozniej mialo przypieczetowac ich los.

Rabusie nadciagaja z Prus

Warszawski oddzial Archivverwaltung juz w pierwszych dniach grudnia zazadal od Archiwum Glownego Akt Dawnych wydania wszystkich zespolow akt pruskich wladz centralnych z lat 1793-1806. Poniewaz dotyczyly one terenow, ktore po zwyciestwach Napoleona nad Prusami weszly w sklad Ksiestwa Warszawskiego, wladze Ksiestwa na podstawie postanowien traktatu tylzyckiego uzyskaly w roku 1808 ich zwrot z Berlina. Niemieccy archiwisci zadanie swe uzasadniali tym, ze akta powstaly w urzedach i instytucjach owczesnego panstwa pruskiego. Drugim, decydujacym wedlug nich argumentem byl fakt, ze tereny, ktorych dotyczyly, znow znalazly sie w granicach Niemiec. Dyrekcja AGAD bronila zbiorow, piszac obszerne memoranda. Pierwsze z nich Archivverwaltung odrzucil i 18 kwietnia 1940 roku wyjechala z Warszawy do Berlina czesc zarekwirowanych akt. W czterech transportach Niemcy przewiezli 1473 paczki zawierajace w sumie 300 metrow biezacych dokumentow.

Juz w trakcie tego rabunku stalo sie jasne, ze wladze niemieckie zamierzaja potraktowac inaczej polskie zbiory akt niz kolekcje bibliotek uznanych za naukowe. Biblioteki mialy w zasadzie pozostac na miejscu. Wladze GG z powodow ambicjonalnych bronily ksiegozbiorow na swoim terenie przed wywozem do Rzeszy.

Polskie archiwalia zas, ktore zostaly uznane za przydatne dla zbiorow niemieckich, trafic mialy nieodwolalnie do archiwow w III Rzeszy.

Na krotko przed Wielkanoca 1940 roku kierownik warszawskiego Archivverwaltung dr Erich Wiese zawiadomil kierownictwo AGAD, ze Niemcy postanowili zarekwirowac znaczna czesc polskich zbiorow i przeniesc je do Rzeszy. Akcje te przeprowadzic miala grupa archiwistow niemieckich z Wroclawia, Poznania i Krolewca. Wywozowi podlegac mialy wszystkie, nawet najstarsze dokumenty wytworzone na terenach znajdujacych sie w granicach III Rzeszy z 1940 roku, akta dotyczace ziem wlaczonych do III Rzeszy po roku 1939 oraz wszelkie dokumenty dotyczace obecnosci Niemcow na ziemiach polskich od najdawniejszych czasow.

Dyrekcja AGAD blyskawicznie napisala do generalnego dyrektora archiwow pruskich szereg memorandow uzasadniajacych niepodzielnosc zasobow swego archiwum. Polscy archiwisci odniesli pewien sukces. Berlin zgodzil sie na pozostawienie w Warszawie akt wladz i urzedow centralnych dawnej Rzeczypospolitej. Do dzielenia reszty akt wedlug niemieckich kryteriow przystapili w czerwcu 1940 roku niemieccy specjalisci. Polscy pracownicy AGAD mieli obowiazek sluzyc im informacjami. Starali sie wiec tak opisywac akta, by takze wedlug niemieckich kryteriow mogly pozostac w Warszawie. Procz tego dyrekcja AGAD nieustannie zasypywala niemieckie wladze archiwalne wnioskami, memorialami i uzasadnieniami koniecznosci pozostawienia poszczegolnych zespolow akt na miejscu.

Dramatyczna walke stoczyli wtedy polscy archiwisci w obronie dokumentow Archiwum Koronnego Krakowskiego, nalezacych do zbiorow Archiwum Glownego Akt Dawnych. W dziale "Prussiae" znajdowaly sie bowiem bezcenne dokumenty nalezace ongis do wielkiego mistrza zakonu krzyzackiego, ktore po sekularyzacji zakonu i po zlozeniu przez wladce Prus holdu lennego polskiemu krolowi, zostaly zlozone w Archiwum Koronnym. Pracownicy AGAD pisemnie uzasadniali, ze wywiezienie ich do Rzeszy naruszy zaakceptowana przez wladze okupacyjne zasade niepodzielnosci akt polskich wladz centralnych. Dla Niemcow rabunek akt krzyzackich byl jednak sprawa polityczna i prestizowa - warszawski Archivverwaltung wbrew logice odrzucil pismo dyrekcji AGAD. Polacy nie dali za wygrana. Profesor Jozef Siemienski, nie baczac na osobiste ryzyko, zlozyl jeszcze jeden, znacznie obszerniejszy memorial protestujacy przeciw wywozowi akt krzyzackich. Niemcy zwolali wtedy w Warszawie narade z dyrekcja AGAD, chcac przekonac polskich specjalistow do swych argumentow. Polacy nie ustapili. Niemieccy archiwisci przeszli w koncu nad ich protestami do porzadku i sporna kwestie rozstrzygneli sila: 17 grudnia 1940 roku specjalny wyslannik archiwum w Krolewcu zabral 74 dokumenty z lat 1215-1466. Do Krolewca pojechaly takie rarytasy, jak przywilej protekcyjny dla zakonu krzyzackiego wydany w roku 1215 przez papieza Innocentego III, potwierdzenie pierwszych nadan ks. Konrada Mazowieckiego dla zakonu przez cesarza Fryderyka II z roku 1226, nadania ks. Konrada Mazowieckiego dla zakonu ziemi chelminskiej i wsi Orlowo na Kujawach z roku 1228 oraz zamku nieszawskiego z roku 1230, liczne bulle papiezy Grzegorza IX i Aleksandra IV dotyczace zakonu, trzynastowieczne dokumenty cesarskie i ksiazat polskich.

Od tej chwili najcenniejsze dokumenty Archiwum Glownego Akt Dawnych rabowano nieustannie. Tempo wywozu ograniczal jedynie czas, jaki specjalisci niemieccy przeznaczyc musieli na przegladniecie akt. W listopadzie 1940 roku zrabowano kolejnych dziewiec tomow akt uzyskanych przez Ksiestwo Warszawskie po traktacie tylzyckim. Wiosna 1941 roku pracownicy AGAD otrzymali spisy przeznaczonych do wywiezienia do niemieckiego archiwum w Poznaniu dokumentow i ksiag partykularnych wladz oraz urzedow wielkopolskich z czasow Rzeczypospolitej szlacheckiej. W trakcie pakowa- nia akt polscy specjalisci udowodnili Niemcom, ze wywiezc chca sto kilkadziesiat uniwersalow krolewskich z XVII i XVIII wieku, ktore jako dokumenty wladz centralnych, takze wedlug dyrektyw okupacyjnych, powinny pozostac w Warszawie. Uniwersaly pozostawiono w AGAD.

Akta wielkopolskie wywozono z AGAD przez niemal poltora roku. Ostatnie transporty wyruszyly pociagami w lipcu i sierpniu 1942 roku.

Latem 1941 roku Generalna Dyrekcja Pruskich Archiwow Panstwowych zazadala od AGAD "wypozyczenia" bezcennego zbioru dokumentow inflanckich Archiwum Koronnego krakowskiego. Na nic zdaly sie protesty: 168 dokumentow z lat 1215- 1436 pojechalo do Berlina. Dyrekcja tajnego Pruskiego Archiwum Panstwowego w Berlinie w 1943 roku potwierdzila na pismie przejecie kolekcji inflanckiej. A potem Niemcy zazadali wydania akt guberni kaliskiej z lat 1807-1876, w roku 1943 zapragneli zas ksiag ziemskich, grodzkich i podkomorskich polnocnego Mazowsza.

Dzentelmeni przybywaja z Saksonii

Polskie zbiory lupili bezwzglednie, czasami nawet naginajac okupacyjne prawo, dyrektorzy archiwow pruskich. Inaczej zachowal sie dr Helmut Kretschmar, szef Glownego Panstwowego Archiwum Saskiego w Dreznie. Przyjechal on do Warszawy w roku 1942. W Archiwum Akt Dawnych obejrzal akta Sekretariatu Stanu Ksiestwa Warszawskiego, ale juz w pierwszej rozmowie z polskimi archiwistami podkreslil, ze nie ma zamiaru niczego do Drezna wywozic. Poprosil jedynie o sporzadzenie niemieckiego tlumaczenia inwentarza akt, by usprawnic pozniejsze badania historykow niemieckich.

Podobnie zachowal sie podczas wizytowania AGAD. Na wstepie zapowiedzial co prawda, ze archiwa saskie na rowni z pruskimi maja prawo wywozic interesujace je dokumenty ze zbiorow w GG, ale zaraz zastrzegl sie, ze niczego rabowac nie zamierza. Doktor Kretschmar zazadal jedynie opracowania po niemiecku szczegolowego zestawienia zrodel do dziejow Saksonii i jej stosunkow z Polska.

Niemieccy urzednicy przyznaja, ze jak trwoga, to na Jasna Gore

Alianckie bombardowania zaniepokoily warszawskich archiwistow juz w roku 1941. Archivverwaltung odrzucil jednak wniosek dyrekcji AGAD, by najcenniejsze dokumenty znow trafily do zoliborskiego fortu Sokolnickiego. Gdy w roku 1942 podczas bombardowania Warszawy kilka bomb wybuchlo w poblizu kamienicy przy ul. Marszalkowskiej 113, w ktorej zdeponowane byly dokumenty Archiwum Radziwilowskiego, Niemcy zdecydowali sie wywiezc je na Zoliborz.

W roku 1943 dyrekcja Archiwow Generalnego Gubernatorstwa na wniosek polskich archiwistow zezwolila wreszcie na przewiezienie najcenniejszych dokumentow AGAD do fortu Sokolnickiego. Jednak kierownictwo warszawskiego Archivverwaltung wszelkimi sposobami utrudnialo ewakuacje akt. Niemcy wstrzymywali wywoz dokumentow, szczegolowo kontrolowali spakowane skrzynie. W koncu zakazali wywozu ksiag ziemstwa i grodu warszawskiego oraz innych bezcennych zespolow, na ktore apetyt mialy archiwa niemieckie. Przy ul. Dlugiej zatrzymana zostala z tego powodu czesc dokumentow Archiwum Koronnego Krakowskiego, staropolskie akta celne, akta trybunalow cywilnych. Mimo to do fortu Sokolnickiego trafilo w sumie niemal piec procent zasobow AGAD.

Wiosna 1944 roku stalo sie jasne, ze lada miesiac pod Warszawa pojawia sie wojska sowieckie. Dyrekcja Archiwum Glownego Akt Dawnych wymogla wreszcie na rezydujacym w Krakowie niemieckim zarzadzie archiwow GG zgode na ewakuacje akt poza Warszawe. Ustalono, ze najcenniejsze dokumenty zostana przewiezione do klasztoru na Jasnej Gorze, pozostale zas do poklasztornego gmachu w Piotrkowie. Znow jednak, podobnie jak w przypadku wywozu akt do fortu Sokolnickiego, niemieccy archiwisci rezydujacy w Krakowie po podjeciu rozsadnej decyzji zaczeli sabotowac jej wykonanie. Najpierw domagali sie szczegolowych planow ewakuacyjnych wraz z dokladnym uzasadnieniem decyzji wywozu. Potem zazadali, by najpierw ewakuowac akta juz przewiezione do fortu, a dopiero na koncu ewentualnie te najbardziej zagrozone z ul. Dlugiej. Gdy wreszcie dyrekcja archiwow GG przestala rzucac klody pod nogi polskim pracownikom AGAD, byl juz lipiec 1944 roku. W chaosie niemieckiej ewakuacji nie mozna bylo nawet marzyc o zdobyciu pociagu do wywiezienia dokumentow.

Niemcy walcza z powstancami do ostatniego dokumentu dawnej Rzeczypospolitej

Wybuch powstania zaskoczyl pracownikow AGAD. Wiekszosc z nich zostala odcieta od Starego Miasta. Kilku pozostalych na Dlugiej archiwistow wraz z przechodniami znosilo nadal akta do piwnic. Zaimprowizowana zaloga bardzo dzielnie bronila gmachu. Po wielkim nalocie Luftwaffe 6 sierpnia pracownicy i ochotnicy zdolali wyrzucic na ulice kilkadziesiat bomb zapalajacych, ktore zdetonowaly na poddaszu. Caly dzien trwalo gaszenie plonacego jak pochodnia bylego palacyku Radziwilowskiego, przylegajacego do AGAD. Po ostrzale artyleryjskim 11 sierpnia pozary ogarnely oba skrzydla gmachu archiwum. Ugaszono je z najwyzszym trudem. Zadne z waznych akt nie zostaly zniszczone.

W polowie sierpnia w gmachu AGAD, w ktorym zlozone byly, bez zadnej przesady, akta stanowiace rdzen zbiorowej pamieci narodu, beztrosko zainstalowalo sie powstancze dowodztwo obrony dzielnicy staromiejskiej. Jakby tego bylo malo, posrod niewiarygodnie cennych akt powstancy urzadzili sklad amunicji. Niemcy ostrzeliwali gmach archiwum bardzo intensywnie. Trafiony ciezkimi pociskami artyleryjskimi runal naroznik od strony ul. Dlugiej i placu Krasinskich, pozniej runela spora czesc sciany od strony placu. Mjr "Gromski", Tadeusz Wardejn-Zagorski, 16 sierpnia meldowal Komendzie Glownej AK o sytuacji w Archiwum Glownym Akt Dawnych: "[...] jest [tam - przyp. W.K.] kwatera Grupy Polnoc i tam juz x razy walili minami. Spalenie w tych warunkach grozi lada chwila - a gdy mowilem o tym d-cy, smial sie, ze sa sprawy wazniejsze". Dowodca tym byl plk "Wachnowski" - Karol Ziemski.

Wreszcie 18 sierpnia niemiecki pocisk eksplodowal w powstanczym magazynku amunicji. W powietrze wyleciala czesc poludniowo-zachodniego skrzydla budynku. Zlozone w podziemiach akta nie wiadomo jakim cudem ocalaly. Bez strat.

Historyk polskiej konspiracji Andrzej Krzysztof Kunert pytany o obrone Starego Miasta przestrzega przed pochopnymi ocenami. Plk "Wachnowski" to jeden z najwybitniejszych dowodcow powstania. Znany byl z rozwagi, wyjatkowo dobrych stosunkow z szeregowymi zolnierzami i wrazliwosci na los cywilow. Pod koniec walk obroncy Starego Miasta bronili skrawka zabudowy o powierzchni niespelna 1 km kwadratowego. Atakowani przez Niemcow praktycznie nie mieli wyboru - musieli walczyc w kazdym nadajacym sie do obrony budynku. Zapewne takze w gmachu AGAD. Po rzezi ludnosci Woli stawka bylo zycie mieszkancow i obroncow staromiejskiej enklawy. Jeszcze 1 wrzesnia 1944 r. resztka zalogi archiwum opanowala niebezpieczny pozar sasiedniego gmachu Sadu Apelacyjnego.

Nazajutrz na Stare Miasto wkroczyli Niemcy. Niewielki oddzial dowodzony przez nieznanego z nazwiska oficera pojawil sie rankiem w gmachu AGAD. Oficer polecil kilkunastoosobowej zalodze archiwum pojsc do Ogrodu Krasinskich, do punktu zbornego ludnosci cywilnej. Gdy pracownicy poinformowali go, ze w podziemiach uszkodzonego gmachu znajduja sie nietkniete archiwa o niezwyklej wartosci historycznej i kulturalnej, zapewnil ich, ze jest tu po to, by stare dokumenty otoczyc opieka. Jeszcze przed poludniem gmach AGAD zostal przez Niemcow podpalony. Anonimowy, przypadkowy swiadek opowiadal pare dni pozniej polskim archiwistom, ze Niemcy podpalili archiwum z obu skrzydel - od placu Krasinskich i od ul. Dlugiej. Podpalacze zadali sobie sporo trudu. Wypalili takze wszystkie dokumenty schowane w tak zwanej "zelaznej sali", calkowicie ogniotrwalym pomieszczeniu, w ktorym procz akt nie bylo nic palnego. Podloga wylozona byla terakota, wszystkie sprzety wykonano z kutego zelaza. Sala ta zamykana byla podwojnymi, stalowymi drzwiami, calkowicie ognioodpornymi, i dla bezpieczenstwa pozbawiona dostepu powietrza.

- Niemcy spalili przy ul. Dlugiej okolo 95 proc. zasobow AGAD. Akta zajmowaly tam w sumie 15 kilometrow polek. Stracilismy znaczaca, w przewazajacym stopniu nie znana nam czesc zapisu zbiorowej, narodowej pamieci. Niewiele jest w historii podobnie przerazajacych aktow barbarzynstwa - mowi Wladyslaw Stepniak, dyrektor Archiwum Glownego Akt Dawnych.

Doktor erich Randt ma wyrzuty sumienia

Spalenie zbiorow AGAD najwyrazniej przerazilo niemieckich archiwistow. Dr Erich Randt, kierownik krakowskiej dyrekcji Archivverwaltung, w rozmowie przeprowadzonej 7 wrzesnia z szefem Wydzialu Spraw Wewnetrznych GG i doktorem Winterem, mianowanym juz nastepca Ericha Randta, zazadal uratowania za wszelka cene akt AGAD i innych warszawskich archiwow zmagazynowanych w forcie Sokolnickiego. Domagal sie takze zaalarmowania dowodztwa niemieckiej Grupy Armii "Srodek" zajmujacej wowczas tereny Polski.

Energiczna akcja Ericha Randta uratowala najpewniej prawdziwe klejnoty posrod polskich akt: archiwalia centralnych wladz Rzeczypospolitej dawnych wiekow, w tym Metryke Koronna. - Jest charakterystyczne, ze niemiecki archiwista dr Hans Branig, ktoremu dyrektor Randt polecil uratowac akta w forcie Sokolnickiego, z zadania tego wywiazal sie dobrze. Pozniej natomiast nie zrobil nic, by uratowac przed zniszczeniem zbiory Archiwum Akt Nowych i Archiwum Miejskiego, co do ktorych nie dostal od zwierzchnikow zadnych polecen - mowi dyrektor Stepniak.

W Archiwum Akt Nowych pod koniec roku 1943 znajdowalo sie 35 kilometrow akt i bardzo duzo ksiazek z bibliotek przedwojennych centralnych urzedow panstwowych. Pracownicy juz od marca 1944 przenosili najcenniejsze archiwalia do fortu Sokolnickiego. Do lipca 1944 roku udalo sie zabezpieczyc w ten sposob 18 najwazniejszych zespolow, liczacych lacznie niemal kilometr dokumentow. W czasie powstania w gmachu Szkoly Glownej Handlowej przy ul. Rakowieckiej, w ktorym rezydowalo Archiwum Akt Nowych, kwaterowaly oddzialy niemieckie, ale nie poczynily nieomal zadnych szkod. Dopiero w miesiac po kapitulacji, gdy znany byl juz niemieckim wladzom archiwalnym GG tragiczny los AGAD, oddzial Brandkommando spalil 34 kilometry dokumentow AAN.

Polski personel Archiwum Miejskiego wiosna 1944 roku przygotowywal sie do nadejscia frontu planowo i fachowo. Pracownicy wywiercili na podworzu Arsenalu studnie, by niezaleznie od awarii sieci wodociagowych moc gasic ewentualne pozary. Jedna z sal na parterze - w trudnych warunkach okupacyjnych, przy braku deficytowych materialow budowlanych - przebudowano na ognioodporny schron. Strop nad nia pokryto gruba warstwa betonu, sciany i sufit zas wylozono materialami ognioodpornymi. Najcenniejsze dokumenty przeniesiono do tego zaimprowizowanego schronu w lipcu 1944 roku, tuz przed wybuchem powstania.

Arsenal obsadzony zostal przez powstanczy oddzial kpt. "Sosny" (Gustawa Billewicza) w tydzien po wybuchu walk. W polowie sierpnia zamienil sie w powstancza redute, od pseudonimu dowodcy placowki Wladyslawa Jachowicza nazywana "reduta Konara". Niemcy atakowali obroncow ciezkimi czolgami i goliatami. 22 sierpnia eksplozje dwoch goliatow spowodowala pozar w polnocnym pawilonie nazywanym cekhauzem wielkim. Pracownicy Archiwum wraz z powstancami zdolali pod ciezkim ostrzalem ugasic pozar. Wkrotce potem archiwisci, widzac beznadziejnosc sytuacji, wycofali sie z Arsenalu. Powstancy nie dali za wygrana. W ognioodpornym schronie z najcenniejszymi aktami bronili sie dlugo i zazarcie. Dochodzilo tam do walki wrecz. W trakcie walk sala zostala doszczetnie wypalona. Wowczas niedobitki obroncow Arsenalu wycofaly sie do Pasazu Simonsa.

Mimo zacieklych walk ocalalo poludniowe skrzydlo Arsenalu wraz ze zgromadzonymi w nim aktami. Juz po powstaniu dyrektor Archiwum Miejskiego staral sie u wladz niemieckich o zezwolenie na wywiezienie najcenniejszych z ocalalych dokumentow. Niemcy zwlekali ze zgoda na ewakuacje. 4 pazdziernika w Arsenale zjawilo sie niemieckie Brandkommando i systematycznie wypalilo akta miotaczami ognia. Przeszlo 400 tys. jednostek archiwalnych zamienilo sie w siegajace za kolana zloze popiolu. Splonal wowczas konspiracyjnie zebrany komplet wszystkich okupacyjnych plakatow z nazwiskami rozstrzelanych, zbior tajnej prasy i przede wszystkim zamurowane w budynku Arsenalu archiwum Komendy Glownej AK. Ocalalo jedynie kilkaset mniej wartosciowych teczek na strychu. Podpalacze nie zauwazyli ich.

W Arsenale splonelo takze ponad milion sztuk akt Archiwum Skarbowego. Pracownicy archiwum zdecydowali sie przed powstaniem na wywiezienie do fortu Sokolnickiego tylko jednej skrzynki cymeliow. Ta ocalala.

W tym samym czasie, gdy niemieckie Brandkommando podpalalo AGAD przy ul. Dlugiej 24, dopelnil sie tez los Archiwum Akt Dawnych przy ul. Jezuickiej. Bodaj 2 wrzesnia 1944 roku niemieckie samoloty zbombardowaly budynek AAD. Eksplozja jednej z bomb wyrzucila na rynek Starego Miasta kilka tysiecy tomow akt Sekretariatu Stanu krolestwa Polskiego. Kolejne wybuchy przysypaly rozrzucone papiery gruzem. 80 proc. dokumentow splonelo w ruinach. Zasypane gruzem akta przelezaly pod sniegiem do lutego 1945 r.

Poszarpane i zbutwiale weszly do zbiorow odtwarzanego z ocalalych resztek zbiorow AGAD.

W tekscie wykorzystano m.in. ksiazki, opracowania i wspomnienia: Wladyslawa Stepniaka, Adama Stebelskiego, Cezariusza Skuzy, Kazimierza Konarskiego, Eugeniusza Szwankowskiego, Stefana Kieniewicza, Jozefa Siemienskiego, Tadeusza Manteuffla, Romualda Sreniawy-Szypiowskiego, Edwarda Kolodzieja, jozefa Stojanowskiego


Wlodzimierz Kalicki


 

Prawdziwy koniec wedrowki Eneasza
SZTUKA ZAGRABIONA 1

Pani Morza spod ziemi
SZTUKA ZAGRABIONA 2

Mlodzieniec przecudnej urody, od swiata ukryty
SZTUKA ZAGRABIONA 3

Ksiag starych duchy srebrnoszare
SZTUKA ZAGRABIONA 4

Pamiec w plomieniach
SZTUKA ZAGRABIONA 5

Rejtan pod szynkwasem
SZTUKA ZAGRABIONA 6

Oltarz po dwakroc porywany
SZTUKA ZAGRABIONA 7

Jesienia ksiazki wracaja z poludnia
SZTUKA ZAGRABIONA 8

Bracia Czescy wracaja z Niemiec do Polski
SZTUKA ZAGRABIONA 9

Madonna znika pod szklanka kawy
SZTUKA ZAGRABIONA 10

Lew z ludzkimi oczami
SZTUKA ZAGRABIONA 11

Siostra Fryderyka
SZTUKA ZAGRABIONA 12

Biblia i dzentelmeni
SZTUKA ZAGRABIONA 13 W polowie XII wieku skryba zanotowal na kartach Biblii Plockiej, ze spadajace spod stropu plockiej katedry strusie jajo z cenna relikwia cudem pochwycil w locie niejaki Zachariasz.Byl to pierwszy opis cudu na polskich ziemiach. W roku 1940 Niemcy z fanfarami wywiezli Biblie pociagiem. W roku 1978 potajemnie odwiezli taksowka

Pontyfikal i Stasi
SZTUKA ZAGRABIONA 14 Bezcenny Pontyfikal Plocki Niemcy zrabowali w roku 1940.

Trzystuletni romans
SZTUKA ZAGRABIONA 15 Ich historia zaczela sie przed trzema wiekami.

 
Copyright © 2001 Polish American Congress of Southern California. All Rights Reserved ®