|

Rejtan pod szynkwasem

Skrzynie z obrazami Matejki odnalezione pod Jelenia
Gora wystawione w 1945 r. w Muzeum Narodowym w Warszawie
Fot. Muzeum Narodowe w Warszawie
WLODZIMIERZ KALICKI
Arcydziela Matejki lezaly w niewielkiej knajpie w poblizu Jeleniej
Gory. Ukochane grafiki krola Stanislawa Augusta zascielaly wychodek
niemieckich zolnierzy. Po klesce III Rzeszy przyszedl czas na szukanie
zrabowanych arcydziel.
Dziela sztuki, archiwalia i ksiazki zarekwirowane przez Niemcow
z polskich zbiorow wywozone byly najczesciej w nieznanym kierunku.
Wlasciciele nie byli informowani, gdzie trafic maja odebrane im
skarby - nawet w tych rzadkich wypadkach, gdy przeprowadzajacy rekwizycje
pozostawiali formalne pokwitowania.
Juz w pierwszych miesiacach okupacji w Warszawie powzieto probe
konspiracyjnego dokumentowania strat poniesionych w czasie kampanii
wrzesniowej i rabunkow dokonywanych przez wladze niemieckie. Na
poczatku listopada 1939 r. wybitny znawca problematyki miedzynarodowych
rewindykacji i odszkodowan, przedwojenny minister przemyslu i handlu
Antoni Olszewski, stworzyl tajna komisje dokumentacyjna. Olszewski,
jak malo kto w Polsce, zdawal sobie sprawe z wagi dokumentowania
strat. Bez tego nie moglo byc mowy o odzyskaniu po wojnie skradzionych
dobr i uzyskaniu odszkodowan za zniszczenia i eksploatacje narodowego
majatku. W roku 1921 i 1922 byl on prezesem polskich delegacji w
Komisji Mieszanej Reewakuacyjnej i Komisji Mieszanej Specjalnej,
ktore w Moskwie mialy ustalic sposob wykonania ogolnych postanowien
traktatu ryskiego. Przez dwa lata zaciekle, choc ze zmiennym szczesciem,
walczyl z sowieckimi delegatami o zwrot polskiego majatku z Rosji,
w tym dobr kultury zrabowanych przez Moskwe po rozbiorach.
Ludzie kultury konspiruja wytwornie
Olszewski zaproponowal kierowanie dzialem kultury w swojej konspiracyjnej
komisji prof. Stanislawowi Lorentzowi, dyrektorowi Muzeum Narodowego
w Warszawie. Sprawami literatury, pismiennictwa i koscielnymi zajmowal
sie w komisji Olszewskiego prof. Waclaw Borowy, zas za kwestie przemyslu
i finansow odpowiedzialny byl miedzywojenny minister skarbu Czeslaw
Klarner.
Poczatki dzialalnosci komisji przypominaly raczej seminarium. Regularnie
spotykano sie w mieszkaniu szefa przy alei Szucha 8/12. Stanislaw
Lorentz wspominal po wojnie, ze na Wielkanoc 1940 r. minister Olszewski
urzadzil u siebie wystawne swiecone dla ponad 20 czlonkow i wspolpracownikow
komisji. Na swieconym oczywiscie wszyscy zostali wobec siebie zdekonspirowani.
O przyjeciu tym plotkowalo pozniej pol kulturalnej Warszawy.
Konspiracja Olszewskiego rozwinela sie blyskawicznie. Niemal kazdy
pracownik kultury i poszkodowany wlasciciel chetnie dokumentowal
niemieckie zniszczenia, bezprawie, rabunki. Po powstaniu Delegatury
Rzadu na Kraj komisja weszla w sklad konspiracyjnego Departamentu
Likwidacji Skutkow Wojny i objela swoimi pracami teren calej okupacji
niemieckiej. Jako urzad Panstwa Podziemnego dostosowala swoj styl
pracy do wymogow konspiracji. Przydalo sie to szybko, bo juz pod
koniec 1941 r. Departament Likwidacji Skutkow Wojny raportowal w
marcu 1942 roku do Londynu, ze prace dokumentacyjne ulegly spowolnieniu
wskutek udoskonalenia metod tropienia konspiracji przez niemieckie
sluzby bezpieczenstwa, nasilenia sie terroru i prozaicznych brakow
opalu i elektrycznosci. Struktury wywiadowcze Departamentu skutecznie
dzialaly jednak az do ostatnich dni konspiracji.
Informacje o stratach kultury, o okolicznosciach zniszczen i rabunkow,
o osobach odpowiedzialnych za organizacje grabiezy zdobywali najczesciej
sami pracownicy kultury. W ustalaniu, dokad wywozi okupant zrabowane
dziela, nieoceniona byla pomoc kolejarzy i pracownikow firm spedycyjnych.
Stanislawa Sawicka, kustosz Gabinetu Rycin Uniwersytetu Warszawskiego,
wspominala po wojnie: "W biurze firmy przewozowej Schenkera,
ktora zajmowala sie transportem rekwirowanych i "zabezpieczanych"
dziel sztuki, pracowala, pozostajac w bliskim kontakcie z naszym
podziemiem, p. Wanda Krajewska, dzieki ktorej mialam tam dobrze
zorganizowany wywiad o transportach rabowanych przez okupanta zbiorow
dziel sztuki. P. Krajewska dostarczala mi szczegolowych informacji
o kazdym transporcie (kopie zawartosci, protokoly itp.). Wiedzialam
wiec o kazdej wysylce, kiedy i skad byla kierowana i co zawierala.
Niekiedy informacje te byly jeszcze szczegolowsze. Np. przy transporcie
zbiorow numizmatycznych z Muzeum Narodowego podane byly nazwiska
konwojentow i wiadomosc, ze jedna ze skrzyn (moze nawet kosz?) zawierajaca
zlote monety ulegla rozbiciu w drodze".
Sowieccy generalowie nie zycza sobie Polakow za swoimi plecami
Stanislaw Lorentz kierowal dzialem kultury w Departamencie Likwidacji
Skutkow Wojny Delegatury Rzadu az do zajecia Warszawy przez armie
sowiecka. Wkrotce potem pojechal do Lublina, do Wincentego Rzymowskiego,
ministra kultury w lubelskim rzadzie. Wrocil stamtad juz jako naczelny
dyrektor muzeow i ochrony zabytkow. W Warszawie natychmiast rozpoczal
przygotowania do rewindykacji zrabowanych przez Niemcow dziel sztuki.
Informacje polskich kolejarzy wskazywaly, ze spora czesc skradzionych
dziel wywieziono na Dolny Slask. Juz w lutym 1945 r. dyr. Lorentz
powolal w Krakowie komisje rewindykacyjna, ktora miala posuwac sie
tuz za sowieckimi oddzialami wkraczajacymi na Dolny Slask. Jej szefem
mianowal Tadeusza Dobrowolskiego, bylego dyrektora Muzeum Slaskiego.
Frontowi dowodcy sowieccy nie tolerowali jednak polskich cywili
za swoimi plecami. Nie pozwolili wiec komisji przekroczyc przedwojennej,
zachodniej granicy Polski. Kiedy juz dyr. Lorentz zalatwil dla swego
urzedu zezwolenie na penetrowanie zaplecza sowieckiego frontu, Ministerstwo
Kultury odmowilo uzyczenia mu jedynego samochodu, jakim dysponowalo.
Dopiero pod koniec wiosny 1945 r. ciezarowke te przyznano na potrzeby
poszukiwan.
Izabela Czajka jedzie z wodka do Swidnicy
Pierwsza oficjalna wyprawe rewindykacyjna na Slask zorganizowal
Stanislaw Lorentz jeszcze przed kapitulacja III Rzeszy. Jeden z
uczestnikow tej ekspedycji, owczesny generalny konserwator Polski
prof. Jan Zachwatowicz, wspominal po latach:
"Wyruszylismy z Warszawy ciezarowka, zaopatrzeni w kilka skrzyn
nie pieniedzy, ale alkoholu - nie dla wlasnego uzytku. Wiadomo bylo,
ze to najpewniejszy srodek platniczy zalatwiajacy np. tak wazne
dla nas zaopatrzenie w benzyne. Poza tym mielismy przepustke na
tereny, na ktore nie wolno bylo wyjezdzac. To wszystko. Nasza wlasciwa
baza byly Katowice. Jechalismy na Slask, przede wszystkim do Swidnicy.
Bylo to duze centrum niemieckie, a od kolejarzy mielismy wiadomosci,
ze pociagi dochodzily wlasnie do Swidnicy i tam byly rozladowywane".
Wiosna 1945 r. w Katowicach do ekipy poszukiwaczy skradzionych
arcydziel dolaczyla Izabela Stachowicz, przed wojna zona bardzo
zamoznego, znanego architekta Jerzego Gelbarda. W czasie okupacji
ukrywala sie pod Warszawa. Jej maz zostal zamordowany na Majdanku.
Stachowicz, uzywajaca juz wtedy przybranego nazwiska Stefania Czajka,
powitala ekipe w mundurze porucznika milicji. Lorentz, znajomy Czajki
ze studiow na uniwersytecie, nawet nie musial przekonywac jej do
wziecia udzialu w wyprawie. Jak wynika z napisanego przez nia w
1947 r. podania, w czasie okupacji Niemcy zarekwirowali jej i mezowi
ponad 250 obrazow olejnych, rysunkow i grafik, w tym portrety Czajki
pedzla Matisse'a i Sutine'a. Pani porucznik przylaczyla sie do poszukiwan
pelna nadziei, ze byc moze trafi na slad zrabowanych jej arcydziel.
Co wiecej, polecila dwom katowickim milicjantom jechac z warszawskimi
profesorami jako ochrona.
W Swidnicy polscy poszukiwacze arcydziel szybko znalezli lezace
pod miastem magazyny. Obsadzone byly juz jednak przez armie sowiecka.
Rezydujacy w miescie samotny pelnomocnik polskiego rzadu zorganizowal
potezna popijawe, w czasie ktorej wypito przywieziona z Warszawy
skrzynke wodki.
Profesor Lenart czysci ryciny Stanislawa Augusta
Alkohol otworzyl serca sowieckich oficerow i tym samym bramy magazynow.
Niestety, w barakach lezaly tylko tysiace damskich futer, walizek,
grzebieni, sprzetow kuchennych zrabowane przez Niemcow cywilom.
Widzac rozczarowanie uroczych polskich gosci, sowieccy oficerowie
doprowadzili, jako nagrode pocieszenia, aresztowanego przez nich
niemieckiego magazyniera. Ten najpierw zarzekal sie, ze zadne transporty
dziel sztuki nigdy do Swidnicy nie dotarly, ale po krotkim, skutecznym
przesluchaniu wyjawil miejsce ukrycia ksiag magazynowych. Prof.
Zachwatowicz: "Okazaly sie dla nas bezcenne. Z ogromna skrupulatnoscia
notowano tam nie tylko np. "aus Warschau", ale dokladniej:
"UW", "Museum". Znalezlismy wzmianke o duzym
transporcie z Katowic "aus Museum" [...]. Okazalo sie
rowniez, ze zbiory te nie byly trzymane w samej Swidnicy, ale rozrzucone
w terenie. Na szczescie miejsca - gdzie - byly rowniez w ksiegach
magazynowych oznaczone [...]. Pierwszy slad prowadzil w kierunku
Prudnika. Stoi tam w gorach, w zupelnym pustkowiu, maly samotny
klasztorek [...]. W klasztorku - nasze zbiory. Mocno przebrane,
ale jeszcze duzo".
Odkrywcy bali sie pozostawic zbiory bez opieki, ale w najblizszej
placowce polskiej milicji, w Prudniku, brakowalo funkcjonariuszy.
W koncu komendant posterunku zwolnil z aresztu dwoch oficerow Wehrmachtu,
ktorych postawiono na strazy klasztorku.
Prof. Jan Zachwatowicz: "W nastepne miejsce jechalismy droga
po terenach jeszcze nie rozminowanych i w jednym miejscu, pamietam,
byla wspaniala panorama bitwy czolgow. Na jednym zboczu staly czolgi
radzieckie, na drugim niemieckie, z daleka wygladalo, jakby szykowaly
sie do wielkiej bitwy. Tylko ze ta bitwa byla juz dawno skonczona,
a czolgi spalone. Naszym celem byl park, a w nim willa [byl to raczej
niewielki zameczek w miejscowosci Muhrau, Murawy - przyp. W.K.].
Weszlismy do srodka. W salonie urzadzone byly legowiska dla zolnierzy.
Z czego zrobione? Ulozone jedne na drugich lezaly tam, zrabowane
jeszcze w 1939 roku z Gabinetu Rycin UW, albumy Stanislawa Augusta.
W skorzanych oprawach, ze zloconymi literami, tak latwe do rozpoznania...
Pozniej obszukiwalismy jeszcze starannie okolice willi i znajdowalismy
grafiki zmiete dla higienicznego uzytku. Zbieralismy je starannie
i potem profesor Lenart w swojej pracowni wszystko to jakos wyczyscil,
odmyl, tak ze udalo sie je odratowac".
Na parterze i pietrze willi walaly sie bezcenne monety ze zbiorow
numizmatycznych Muzeum Narodowego w Warszawie. Niemieccy zolnierze
w czasie ucieczki rozbili skrzynie z monetami i najcenniejsze zrabowali.
Polskim uczonym udalo sie zebrac w willi kilka workow monet srebrnych
i kilkukilogramowy woreczek zlotych monet rzymskich.
Okolice Swidnicy okazaly sie istnym eldorado. Wlasciwie w kazdym
zameczku, dworze, klasztorze czy kosciele polscy uczeni i porucznik
Czajka znajdowali ukryte skarby wywiezione z Warszawy, Krakowa,
Katowic, a takze dziela sztuki ze zbiorow niemieckich, schowane
tam przez Guen-thera Grundmana, niemieckiego konserwatora zabytkow
z Wroclawia, w obawie przed alianckimi nalotami.
Po latach okazalo sie, ze dziela sztuki znalezione przez ekipe
Stanislawa Lorentza w Muhrau byly tylko okruchem ukrytych tam przez
Niemcow skarbow zrabowanych z polskich zbiorow. Grundman opublikowal
w 1972 r. w Monachium swoje wspomnienia. Opisal w nich, jak w lutym
1945 r. przypadkiem trafil w Muhrau na schowane tam polskie zbiory:
"Wystarczyl krotki rzut oka, by stwierdzic, ze sa to obrazy
wielkich polskich mistrzow, dziela sztuki z Wawelu, slawne dywany
z czasow krola Zygmunta, slawne obrazy Canaletta z Zamku Warszawskiego,
obrazy oltarzowe z kosciola Mariackiego w Krakowie. Major, dowodca
niemieckiego oddzialu, dal mi ludzi i jedna noc na wywiezienie tego.
Rano mialy byc zniszczone. W tym momencie nie bylo dla mnie istotne,
czy to niemieckie, czy polskie dobro kulturalne. Moglem sie tylko
obawiac pozniejszych konsekwencji. Obrazy pozdejmowalismy z ram.
Zostaly porozmieszczane miedzy dywanami i zrolowane. Byla to cala
noc ciezkiej pracy. Rano dwie ciezarowki odjechaly ze skarbami w
strone Jeleniej Gory".
Rejtan lezy pod szynkwasem w niemieckiej knajpie
Bezcenne znaleziska sklonily prof. Stanislawa Lorentza do przedluzenia
misji.
Jedni uczestnicy wracali do Warszawy, przybywali inni. W maju i
czerwcu kierowana osobiscie przez dyrektora Lorentza grupa poszukiwawcza
spenetrowala z grubsza Gorny Slask i Slask Opolski oraz poludniowa
czesc Dolnego Slaska. Okazalo sie, ze Niemcy ukryli na tych terenach
zarowno tzw. erster Wahl (pierwszy wybor) - czyli najcenniejsze
dziela sztuki wybierane z polskich zbiorow w pierwszym okresie okupacji,
jak i dziela zrabowane w okresie powstania warszawskiego z Muzeum
Narodowego, palacu wilanowskiego i palacu w Jablonnie.
Duze sklady dziel sztuki z Polski centralnej znalazl Stanislaw
Lorentz nie tylko w zameczkach i kosciolach w okolicach Swidnicy
i w Prudniku, ale i w Dusznikach pod Klodzkiem. W zameczku Michalkowa
w Walbrzyskiem Polacy odszukali kolekcje dywanow i malarstwa z Muzeum
Narodowego w Warszawie. W czerwcu i lipcu 1945 r. grupa rewindykacyjna
prof. Lorentza wyslala na Wawel z niemieckich skladnic w Swidnicy,
Prudniku i Dusznikach niemal sto ciezarowek wyladowanych dzielami
sztuki, w wiekszosci zrabowanymi w Warszawie.
Z niemieckiej dokumentacji przewozowej znalezionej przy ukrytych
dzielach sztuki wynikalo, ze znaczna czesc transportow trafic powinna
w okolice Jeleniej Gory.
W czasie poszukiwan w Klodzku por. Czajka-Stachowicz spotkala znajomych
oficerow. Jeden z nich, nie znany z nazwiska pulkownik, powiedzial
jej, ze w knajpce w miejscowosci Hain, kolo Jeleniej Gory, zauwazyl
lezace pod sciana skrzynie z napisami "Matejko".
Poszukiwacze skradzionych dziel istotnie znalezli w restauracji
"Waldschloesschen" w Hain skrzynie z arcydzielami Matejki:
"Rejtanem", "Batorym pod Pskowem", "Unia
lubelska". Obrazy Matejki natychmiast przeniesiono do muzeum
w Jeleniej Gorze. 6 sierpnia wraz z innymi ze znalezionych dziel
przewieziono je pod eskorta zolnierzy 7 Dywizji WP do Muzeum Narodowego
w Warszawie.
Pozostale z odszukanych skarbow zlozono pozniej w zameczku Paulinum.
Lezacy na skraju Jeleniej Gory zameczek do dzis zachwyca swym polozeniem
i urokliwa architektura. Tak zaprawde zreszta nie jest zamkiem.
W latach 70. zeszlego stulecia Herr Kramata, wlasciciel majatku
ziemskiego Paulinum rozciagajacego sie na krancu dzisiejszej ulicy
Nowowiejskiej, wybudowal na niewielkiej gorze nazywanej Krzyzowa
potezna wille w stylu zamkowym. Otoczyl ja malowniczymi tarasami,
na zboczach Krzyzowej zas zalozyl lesne ogrody. Do dzis przetrwaly
z nich kepy wspanialych rododendronow. W 1894 r. wille-zameczek
Paulinum odkupil berlinski radca komercjalny Oskar Caro. W latach
30. majatek i zameczek przejeli hitlerowcy jako wlasnosc niearyjska.
W czasie wojny Paulinum sluzylo za osrodek szkoleniowy SS, we wrzesniu
1945 r. zas zamienione zostalo w najwieksza na poludniu Polski skladnice
odnajdywanych tam dziel sztuki. Sale Paulinum zaslane byly dywanami,
obrazami, rzezbami i precjozami zrabowanymi z polskich zbiorow.
Tam rozbijano znalezione skrzynie, sortowano i opisywano znaleziska.
Znaczna czesc zmagazynowanych w Paulinum skarbow stanowily dziela
niemieckie, ewakuowane glownie z Wroclawia przez niemieckie sluzby
konserwatorskie. Magazynowano je tam i sortowano jeszcze kilka lat
po wojnie. Potem zameczek na krotko stal sie domem wypoczynkowym
Zwiazku Historykow Sztuki i Kultury oraz Uniwersytetu Warszawskiego,
by ostatecznie na pare dziesiatkow lat zamienic sie w wojskowe kasyno.
Na pamiatke odnalezienia obrazow Matejki miejscowosc Hain kilka
miesiecy pozniej przemianowano na Matejkowice. Z czasem emocje zwiazane
z odzyskaniem "Rejtana" i "Unii lubelskiej"
minely. W czasie porzadkowania nazw miejscowosci na Dolnym Slasku
w marcu 1946 r. Matejkowice staly sie po prostu Przesieka.
Witold Kieszkowski zaglada do biblioteki Schaffgotschow
20 sierpnia 1945 r. szczescie usmiechnelo sie do profesora Witolda
Kieszkowskiego, ktory pod koniec lipca 1945 r. przejal od Stanislawa
Lorentza kierowanie pracami rewindykacyjnymi na Slasku.
Kieszkowski wspomina: "Wracajac ze Szklarskiej Poreby po calodziennych
nieudanych poszukiwaniach skladnicy, w ktorej znajdowac sie mialy
zbiory polskie, w godzinach przedwieczornych zatrzymalem sie w Cieplicach.
Poniewaz do zmierzchu brakowalo jeszcze pare godzin, postanowilem
zwiedzic biblioteke Schaffgotschow, w ktorej jeszcze nie bylem [slynna
w Niemczech kolekcja ksiazek, w tym wielu bezcennych rekopisow,
inkunabulow i starych drukow, zgromadzona w rodowej siedzibie Schaffgotschow
w Warmbrunn, Cieplicach kolo Jeleniej Gory - przyp. W.K.]. Wszedlem
przez boczne, zdaje sie, wejscie i tutaj w ciemnym kacie na klatce
schodowej zauwazylem poustawiane jedna na drugiej skrzynie. Wezwalem
natychmiast kierownika biblioteki, podowczas Niemca jeszcze, kazalem
zapalic swiatla - i rezultat przeszedl moje najsmielsze przypuszczenia.
Po spisaniu protokolu i zabezpieczeniu skrzyn do dnia nastepnego
przeprowadzilem szybki przeglad pozostalych pomieszczen bibliotecznych
i muzealnych. W magazynie bibliotecznym wykrylem kilkadziesiat obrazow
z sygnaturami Muzeum Narodowego w Warszawie i Krakowie, muzeum diecezjalnego
w Tarnowie, Zbiorow Wilanowskich, Suchej, Lazienek itp.".
Witold Kieszkowski obawial sie, ze czesc dziel sztuki moze z Biblioteki
Schaffgotschow zniknac, nastepnego dnia rano zatem zorganizowal
przewiezienie obrazow i skrzyn do Jeleniej Gory. Obrazy okazaly
sie poszukiwanymi od dawna arcydzielami. Trzydziesci jeden sposrod
czterdziestu odnalezionych znalazlo sie w hitlerowskim katalogu
"Sichergestellte Kunst", opisujacym najcenniejsze z dziel
skonfiskowanych w Generalnym Gubernatorstwie w pierwszym roku okupacji.
Plotna Ribeiry, Canaletta, Roosa, Wynantsa, Ruisdaela, Cranacha,
Jordaensa, czesci tryptyku z Plawna, tryptyk sw. Jana Jalmuznika
pochodzily z Muzeum Narodowego w Warszawie, w Krakowie, z muzeum
diecezjalnego w Tarnowie, z Zamku Krolewskiego w Warszawie, z Wawelu,
z prywatnych zbiorow Janusza Radziwila, Tarnowskich, Potockich,
Branickich.
23 sierpnia komisja rozbila dziewietnascie znalezionych w bibliotece
skrzyn. Zawartosc trzech z nich przyprawila polskich muzealnikow
o zawrot glowy. W pierwszej znalezli miedzy innymi piec sztuk boettgerowskiej
porcelany zrabowanych z Wilanowa i osobno opisanych w "Sichergestellte
Kunst" oraz gotycki kielich mszalny z katedry warszawskiej.
W drugiej skrzyni czlonkowie komisji ujrzeli wielki srebrny krzyz
z roku 1330, po bitwie grunwaldzkiej zdobyty przez Wladyslawa Jagiele
w krzyzackim zamku w Brodnicy i ofiarowany przezen kolegiacie w
Sandomierzu, oraz tak zwany drewniany krzyz Kazimierza Wielkiego
obity zlotymi diademami pochodzacymi z polowy XIII wieku, najpewniej
nalezacymi do Boleslawa Wstydliwego i Kingi, zrabowany przez Niemcow
ze skarbca katedry na Wawelu.
W skrzyni trzeciej znajdowaly miedzy innymi 22 sposrod najcenniejszych
rekopisow iluminowanych znajdujacych sie w polskich zbiorach, w
tym Kodeks Emmeramski z XI wieku, pontyfikal Erazma Ciolka, mszal
Piotra Tomickiego.
W szesciu skrzyniach znaleziono zbiory numizmatyczne, w szesciu
innych zas obrazy i rzezby z Muzeum Narodowego w Warszawie. W dwoch
spoczywaly teki ze zbiorami graficznymi krola Stanislawa Augusta,
jedna zawierala zrabowane srebra.
Skarb cieplicki byl tak cenny, ze nazajutrz po otwarciu skrzyn
Witold Kieszkowski przewiozl go pod eskorta do Warszawy i 25 sierpnia
przekazal do Muzeum Narodowego jego wlasnosc. Skrzynie ze skarbami
wawelskimi otwarto 1 wrzesnia 1945 r. na Wawelu podczas wspolnej
sesji Ogolnopolskiej Konferencji Historykow Sztuki i Zjazdu Zwiazku
Muzeow.
Obrazy z Muzeum Narodowego trafiaja pod strzechy
Czesc zrabowanych w Generalnym Gubernatorstwie skarbow jesienia
1945 r. znajdowala sie juz w rekach lokalnych wojskowych sowieckich
komendantow. Do niepisanych obowiazkow czlonkow polskich ekip rewindykacyjnych
nalezalo bankietowanie z nimi. Podtrzymywanie kordialnych stosunkow
z sojusznikami sie oplacilo. Polska misja tylko z sowieckich, wojskowych
skladow w Legnicy otrzymala 33 skrzynie z dzielami sztuki zrabowanymi
z warszawskiego Muzeum Narodowego.
Z niemieckich dokumentow odnalezionych przy okazji poszukiwan dziel
sztuki czlonkowie ekipy Kieszkowskiego wyciagneli wniosek, ze nawet
najwczesniej, bo jeszcze w 1939 r., zagrabione dziela przez caly
czas wojny nie opuscily Dolnego Slaska. Najpierw ukryto je w jednej
wielkiej skladnicy, najpewniej we Wroclawiu lub w okolicach. Dopiero
w miare pogarszania sie sytuacji III Rzeszy stopniowo rozpraszano
zrabowane kolekcje w niewielkich, lokalnych skladnicach. W zamkach,
dworach, kosciolach, glownie w rejonie Swidnicy, Jeleniej Gory,
Legnicy.
W okolicach Jeleniej Gory komisja Lorentza, pozniej Kieszkowskiego,
odnalazla wiele skrzyn opisanych "Museum Warschau", "Baryczki",
"Jablonna". Pochowane byly w mnostwie najrozmaitszych
skladnic i schowkow. Kilka skrzyn ukrytych bylo na przyklad w sklepie
w Cieplicach, sporo dziel sztuki odnaleziono w Szklarskiej Porebie.
Nie jest wykluczone, ze czesc niemieckich schowkow jako pierwsi
odkryli szabrownicy i czesciowo lub doszczetnie nawet ograbili.
Pod koniec stycznia 1946 r. Witold Kieszkowski natknal sie w pewnej
willi w Cieplicach na szesc nie zapakowanych obrazow pedzla Patera,
Nieulanda i van der Neera z sygnaturami Muzeum Narodowego w Warszawie.
Pusta skrzynie z napisem "Museum Warschau" znalazl w garazu.
Czlonek komisji Witolda Kieszkowskiego Jozef Gebczak, pozniejszy
kierownik biblioteki wroclawskiego Muzeum Narodowego, jeden z obrazow
zrabowanych w warszawskim Muzeum Narodowym odkryl przypadkowo we
Wroclawiu w mieszkaniu przy ul. Marii Sklodowskiej-Curie.
Hans Frank gubi swoje lupy w uzdrowisku Cieplice
Wiele pochodzacych z Polski dziel sztuki ukrytych w rejonie Jeleniej
Gory nie znalazlo sie tam wskutek planowego rozwozenia przez Niemcow
zbiorow z centralnego magazynu zrabowanej sztuki we Wroclawiu, lecz
trafilo tam przypadkiem.
Komisja rewindykacyjna Witolda Kieszkowskiego przesluchala Polakow,
ktorzy przebywali w Jeleniej Gorze w ostatnich tygodniach niemieckiej
tam obecnosci. Twierdzili oni, ze krotko przed wkroczeniem oddzialow
sowieckich na bocznice kolejowa w Cieplicach trafilo piec wagonow
szczelnie wypelnionych skrzyniami. Napisy na nich wskazywaly, ze
pochodza z Warszawy i z Krakowa. Wyladowano je i pospiesznie rozwieziono
po okolicy.
Niemcy rabowali ocalale z pozogi powstania skarby jesienia 1944
roku. Zbiory z centralnej skladnicy na Dolnym Slasku, zapewne we
Wroclawiu, rozwozili i ukrywali w tym samym czasie. Dlaczego wiec
az piec wagonow z najcenniejszymi skarbami wywieziono do Cieplic
i tam rozladowano niemal rok pozniej, w ostatnim momencie przed
wkroczeniem sowieckich oddzialow? Trudno mowic nawet o ukryciu tych
arcydziel. Nie bylo nim przeciez porzucenie skarbow w slynnej bibliotece
palacu, o ktorym bylo wiadomo, ze zwyciezcy skieruja do niego pierwsze
kroki.
Wyjasnienie tej zagadki krylo sie zapewne w knajpie Waldschoesschen,
w miejscowosci Hain. Gdy polscy poszukiwacze skradzionych skarbow
wstapili do Waldschloesschen znalezli tam, procz skrzyn z plotnami
Matejki, kilkanascie skrzyn i kilkadziesiat plocien ewakuowanych
z wroclawskich muzeow. Posrod skrzyn wypelnionych dokumentami wywiezionymi
z archiwum archidiecezji wroclawskiej bylo tez kilka z rzeczami
zrabowanymi na Wawelu oraz dwie opatrzone napisem: "Eigentum
- Seichau" (Wlasnosc - Sichowa). Kilkanascie skrzyn opatrzonych
takimi samymi napisami znaleziono pozniej w bibliotece palacu Schaffgotschow
w Cieplicach. Zatem przynajmniej czesc transportu przyjechala do
Cieplic z Seichau, rodowej posiadlosci Manfreda von Richthofena.
Najpewniej zas przybyl stamtad kazdy z pieciu wagonow. Wszak 24
sierpnia 1944 r. Wilhelm Ernst Palezieux, specjalny pelnomocnik
do spraw zabezpieczenia skarbow sztuki i dobr kultury w Generalnym
Gubernatorstwie, wyslal do innego urzednika GG pismo, w ktorym informowal,
ze na zyczenie gubernatora Hansa Franka wyslano do Seichau trzy
wagony dziel sztuki przechowywanych w podziemiach zamku wawelskiego.
Sam Palezieux, zaufany czlowiek Franka, przywiozl do Seichau samochodem
14 cennych przedmiotow artystycznych zrabowanych z polskich kolekcji.
Do Seichau przyjechal w czasie ucieczki na zachod Hans Frank i tam
przez tydzien porzadkowal zrabowane dziela. Zapewne do trzech wagonow
ze skarbami zawlaszczonymi przez Franka dolaczono dwa wagony ze
znanymi, bogatymi kolekcjami zaprzyjaznionego z nim von Richthofena
i taki pociag specjalny pod koniec stycznia 1945 r. wyslano na zachod.
Hans Frank w czasie ewakuacji zima i wiosna 1945 r. usilowal na
wlasna reke ukrasc jak najwiecej z wywozonych kolekcji, ktore formalnie
przeciez byly wlasnoscia III Rzeszy. Nie dziwi zatem kilkunastotygodniowe
blakanie sie pociagu po Dolnym Slasku. Byc moze piec wagonow z polskimi
skarbami w ostatniej chwili, tuz przed wycofujacymi sie oddzialami
niemieckimi, przejechac mialo przez Dolny Slask, Czechy do Bawarii,
w ktorej Hans Frank mial rodzine i prywatne posiadlosci. W chaosie
walk i ucieczki najlatwiej bylo zgubic slad po pieciu wyladowanych
po brzegi wagonach. Transport utknal jednak w Cieplicach i tam zostal
w ostatniej chwili rozladowany. Bezcenne skarby niedbale porzucone
w bibliotece cieplickiego palacu Schaffgotschow i odkryte 20 sierpnia
przez Witolda Kieszkowskiego pochodzily najpewniej z trzech wagonow
dziel sztuki wywiezionych na polecenie Hansa Franka z piwnic Wawelu.
Pytaniem bez odpowiedzi pozostaje tylko kwestia, czy wszystkie
ze skrzyn wyladowanych z pieciu wagonow w Cieplicach zostaly odzyskane
przez polskie ekipy rewindykacyjne. Zapewne specjalnym pociagiem
opiekowal sie do konca zaufany czlowiek Hansa Franka. Moze Ernst
Palezieux? Niewykluczone zatem, ze czesc skrzyn ludzie Franka mogli
zabrac z Cieplic samochodami i przez Czechy probowac wywiezc je
do Bawarii. Jesli tak - ukryto je albo w Czechach, albo na poludniu
Niemiec.
W tekscie wykorzystano m.in. ksiazki, opracowania, wspomnienia
i artykuly: Wojciecha Kowalskiego, Henryka Brandysa, Izabeli Czajki,
Anieli Darawskiej, Witolda Kieszkowskiego, Stanislawa Nahlika, Marka
Rybczynskiego, Marii Starzynskiej
Wlodzimierz Kalicki
|
|
Prawdziwy
koniec wedrowki Eneasza
SZTUKA ZAGRABIONA 1
Pani Morza spod ziemi
SZTUKA ZAGRABIONA 2
Mlodzieniec
przecudnej urody, od swiata ukryty
SZTUKA ZAGRABIONA 3
Ksiag
starych duchy srebrnoszare
SZTUKA ZAGRABIONA 4
Pamiec
w plomieniach
SZTUKA ZAGRABIONA 5
Rejtan
pod szynkwasem
SZTUKA ZAGRABIONA 6
Oltarz
po dwakroc porywany
SZTUKA ZAGRABIONA 7
Jesienia
ksiazki wracaja z poludnia
SZTUKA ZAGRABIONA 8
Bracia
Czescy wracaja z Niemiec do Polski
SZTUKA ZAGRABIONA 9
Madonna
znika pod szklanka kawy
SZTUKA ZAGRABIONA 10
Lew
z ludzkimi oczami
SZTUKA ZAGRABIONA 11
Siostra
Fryderyka
SZTUKA ZAGRABIONA 12
Biblia
i dzentelmeni
SZTUKA ZAGRABIONA 13 W polowie XII wieku
skryba zanotowal na kartach Biblii Plockiej, ze spadajace spod stropu
plockiej katedry strusie jajo z cenna relikwia cudem pochwycil w
locie niejaki Zachariasz.Byl to pierwszy opis cudu na polskich ziemiach.
W roku 1940 Niemcy z fanfarami wywiezli Biblie pociagiem. W roku
1978 potajemnie odwiezli taksowka
Pontyfikal
i Stasi
SZTUKA ZAGRABIONA 14 Bezcenny Pontyfikal
Plocki Niemcy zrabowali w roku 1940.
Trzystuletni
romans
SZTUKA ZAGRABIONA 15 Ich historia zaczela
sie przed trzema wiekami.
|