Oltarz po dwakroc porywany

WLODZIMIERZ KALICKI

Niemcy w najwiekszej tajemnicy wywiezli oltarz Wita Stwosza do Norymbergi. Ukryli go w zamaskowanym schronie wykutym dla niego pod tamtejsza Gora Zamkowa. W roku 1946 sredniowieczne arcydzielo tryumfalnie powrocilo do Krakowa, ale nie do kosciola Mariackiego. Wladze komunistyczne zatrzymaly oltarz na Wawelu. Tulaczka arcydziela Stwosza trwac miala osiemnascie lat.

Czeski ksiaze Brzetyslaw, wkroczywszy w Roku Panskim 1039 do Gniezna, lud tamtejszy w czesci wycial, reszte zas pognal w niewole do Czech. Katedre obrabowal do nagiego kamienia. Zabral wszystkie rzezby, naczynia, dzwony i relikwie swietych, osobliwie bezcenne relikwie sw. Wojciecha. Polacy odwolali sie w sprawie grabiezy do autorytetu papieza Benedykta IX. Czesi bronili sie w Rzymie, twierdzac, jak pisal Jan Dlugosz, iz "ksiaze nasz Brzetyslaw i narod czeski byl gleboko przekonany, ze slusznie dopuscil sie tej grabiezy tytulem praw wojny, ktora wypowiedzial Polakom". Benedykt IX uniosl sie wtedy gniewem i orzekl: "Nie godzi sie w zadnej wojnie, nawet gdyby byla ona sprawiedliwa, ograbiac kosciolow Bozych z ich swietosci i przedmiotow poswieconych Bogu". Pod grozba ekskomunikowania ksiecia Brzetyslawa i biskupa praskiego Sewera nakazal zwrot Polakom ich koscielnych skarbow.

Wszyscy kradna arcydziela, ale Napoleon przesadza

Czesi zwrot obiecali i niczego nie zwrocili - przemieszane szczatki swietego Wojciecha, jego brata Radzima-Gaudentego i tzw. Pieciu Meczennikow Polskich spoczywaja do dzis w dobudowce do katedry w Pradze.

I tak mialo byc przez nastepne niemal tysiac lat. Zwyciezcy wojen mieli moralne prawo rabowac, byleby nie byla to sztuka koscielna. Te rabowali nielegalnie, a przymuszeni okolicznosciami zwykle obiecywali zwrot i - zwykle nie oddawali. Polscy wladcy i wodzowie nie postepowali szlachetniej. Najlepszym przykladem tryumfu prawa do wojennego lupu jest datowany na 1330 rok zloty krzyz z zakonnego kosciola w Brodnicy, zrabowany przez Wladyslawa Jagiele po zwyciestwie pod Grunwaldem i ofiarowany przez krola kolegiacie w Sandomierzu.

- Z biegiem czasu jednak zaczely sie utrwalac w europejskiej mysli prawniczej i praktyce wojennej cywilizowane zasady traktowania dziel sztuki - mowi prof. Wojciech Kowalski, znawca problemow restytucji i ochrony prawnej dziel sztuki.

Beneficjentem nowych obyczajow bywala czasem Polska. W roku 1510 w traktacie pokojowym zawartym z Korona w Kamiencu hospodar moldawski Bohdan przyrzekl krolowi Zygmuntowi I oddac przedmioty zrabowane w kresowych kosciolach. W roku 1666 zas bodaj po raz pierwszy odzyskac mielismy swieckie dziela sztuki. W traktacie oliwskim krol szwedzki Karol XI zobowiazal sie zwrocic Polsce zrabowane archiwalia i krolewska biblioteke.

W Europie traktowanie rabunkow dziel sztuki jako dopuszczalnego prawa do lupow wojennych skonczylo sie w zasadzie wraz z wyczynami Napoleona. Chcac zamienic Paryz w najwieksze centrum sztuki, cesarz Francuzow z kleptomaniacka wrecz determinacja spladrowal cala niemal Europe. Spladrowal, jak mniemal, sprytnie, domagajac sie od pokonanych dziel sztuki jako odszkodowan lub dobrowolnych darow. I wtedy Europa stracila cierpliwosc. W roku 1815 zwyciescy alianci odebrali to, co im ukradli Francuzi. Odebrali na dobra sprawe sila. Niewiele brakowalo, by w Luwrze doszlo do walki miedzy dwustu zolnierzami pruskimi, ochraniajacymi wywoz dziel zrabowanych w Prusach, a oddzialem francuskiej Gwardii Narodowej, ktory probowal powstrzymac wynoszenie arcydziel.

Od tego czasu w europejskim prawie i dyplomatycznej praktyce przyjelo sie uwazac zwrot, czyli restytucje zrabowanych podczas wojny dziel sztuki, za cywilizacyjna norme. Po I wojnie swiatowej w traktacie wersalskim oraz traktatach z Saint-Germain i z Trianon ustanowiono zasade zwrotu wszystkich przedmiotow, ktore znaleziono na terytorium nieprzyjaciela i rozpoznano jako zrabowane w czasie wojny. Restytucji podlegaly zatem zarowno dziela sztuki, jak i dokumenty, ksiazki, materialy naukowe. Traktaty nie czynily roznicy miedzy wlasnoscia panstwowa, publiczna czy prywatna.

Karol Estreicher szuka w Bernie tego, co pozostawil w Sandomierzu

Polskie doswiadczenia w tej materii byly przed wybuchem II wojny swiatowej niezbyt zachecajace. Po odzyskaniu niepodleglosci prowadzilismy negocjacje z Austria, Niemcami i sowiecka juz Rosja. Z Austrii odzyskalismy znaczace ilosci archiwaliow dotyczacych naszych ziem, czesc istotnych zasobow archiwalnych odzyskalismy z Niemiec, niemalo dziel sztuki, ksiazek i archiwaliow wrocilo w wyniku realizacji postanowien traktatu ryskiego z sowieckiej Rosji. W kazdym z tych panstw, zwlaszcza zas w Rosji, pozostalo jednak sporo bezcennych dobr, ktorych zwrotu domagala sie Polska. Dobre obyczaje miedzynarodowe, precedensy prawa miedzynarodowego, ba, nawet litera dwustronnych traktatow nie zagwarantowaly w praktyce odzyskania wszystkich przyslugujacych Polsce arcydziel.

Krakowski historyk sztuki dr Karol Estreicher wyciagnal z polskich klopotow sprzed dwudziestu lat praktyczne wnioski. W sierpniu i wrzesniu 1939 r. zorganizowal on ewakuacje oltarza mariackiego Wita Stwosza. Ostatecznie udalo mu sie wywiezc figury z oltarza i ukryc w katedrze w Sandomierzu. Pozniej przedostal sie do Francji, a po jej upadku wyjechal do Anglii. Wkrotce po przyjezdzie do Londynu, w rzadowym Biurze Prac Kongresowych zajal sie dokumentowaniem polskich strat kulturalnych, by polski rzad niezwlocznie po wojnie mogl przystapic do odzyskiwania zrabowanych dziel. Zaczal od sledzenia losow ukrytego przez siebie oltarza mariackiego.

Niemcy juz w pazdzierniku 1939 roku odkryli w katedrze 30 wielkich pak z figurami z krakowskiego oltarza. Paki te 7 pazdziernika 1939 roku oddzial SS prof. Paulsena w tajemnicy przewiozl samochodami do Berlina. Zlozono je w Banku Rzeszy. Nie zmiescily sie wszystkie w skarbcu, czesc zatem poustawiano na korytarzach. Wladze Banku Rzeszy zdaje sie nie byly zachwycone zbojeckim depozytem, z ktorego nie mialy zadnego pozytku, mnostwo zas klopotow. Chetnie wiec zgodzily sie na oddanie rzezb do Norymbergi. Zgode na wywiezienie do rodzinnego miasta Stwosza polskiego oltarza uzyskal od Hitlera wplywowy i ambitny burmistrz Norymbergi, general SS Willi Liebl. Pomagal mu w tych zabiegach generalny inspektor rozbudowy Berlina, szef budowlanej Organizacji Todta Albert Speer.

W marcu 1940 roku pojawila sie w Krakowie ekipa niemieckich historykow sztuki i ciesli z Norymbergi. Kosciol Mariacki zostal przez Niemcow zamkniety. Przez dwa tygodnie norymberscy ciesle rozmontowywali szafe oltarzowa. Nienaruszona od chwili powstania w latach 1477-89 konstrukcje barbarzynsko rozpilowali na czesci.

Niemcy prowadzili prace potajemnie, wylacznie w nocy, w czasie godziny policyjnej. W marcu 1940 roku w scislej tajemnicy szafe, skrzydla, zwienczenie i predelle oltarza wywieziono pociagiem do Norymbergi.

Aby zatrzec slady, w miejscu po oltarzu Niemcy ustawili w bazylice tryptyk Matki Bozej Bolesnej z kaplicy sw. Trojcy na Wawelu. W Norymberdze, na podzamczu, naprzeciw domu Duerera, poglebiono stara, wykuta w skale piwnice i przebudowano ja na klimatyzowany schron. Tam ostatecznie trafily wszystkie zrabowane czesci arcydziela Stwosza. W Berlinie wydano bezwzgledny nakaz zachowania losow oltarza w tajemnicy. Bez osobistej zgody ministra propagandy Rzeszy Josepha Goebbelsa bodaj nie wolno bylo w hitlerowskiej prasie nawet wspomniec o istnieniu oltarza.

Latem 1940 roku do Londynu dotarly z kraju dosc dokladne wiadomosci o wywiezieniu w nieznanym kierunku czesci oltarza z Sandomierza i Krakowa. 15 wrzesnia 1940 roku Karol Estreicher udal sie do Szwajcarii, do Berna, by zasiegnac wiesci o losach arcydziela Stwosza. Misja powiodla sie. Jeden ze szwajcarskich antykwariuszy, ktorzy w owym czasie utrzymywali ozywione, acz niezbyt chwalebne kontakty zawodowe z III Rzesza, poinformowal poufnie Estreichera, ze oltarz znajduje sie na zamku w Norymberdze. Polskie poselstwo zas dowiedzialo sie od przebywajacych w Bernie uchodzcow z Niemiec, ze gornicy ze Slaska niedawno zbudowali pod norymberskim zamkiem schron.

Przez cala okupacje londynskie radio przypominalo o rabunku oltarza. Jak wspominal Karol Estreicher, nie chcac, by Niemcy zorientowali sie, ze polskie wladze wiedza, gdzie oltarz byl schowany, rozmyslnie podawano, ze ukryto go w Berlinie.

Karol Estreicher zakazuje Niemcom handlu sztuka

W roku 1942 polski rzad w Londynie oddelegowal Estreichera do Stanow Zjednoczonych, by przedstawil tam rozmiary polskich strat. Na przelomie 1942 i 1943 roku wyglosil tam kilka referatow i rozeslal przygotowany przez siebie memorial. Opisywal w nim niemieckie grabieze i zniszczenia, ale takze proponowal nowe zasady odzyskiwania utraconych dobr. Zadal poddania - po klesce Niemiec - wszystkich niemieckich zbiorow sztuki pod przymusowy zarzad aliancki. Specjalisci, ktorych Estreicher proponowal zaczac szkolic natychmiast, nie czekajac na koniec dzialan wojennych, mieliby sprawdzic pochodzenie dziel we wszystkich niemieckich kolekcjach. Pomny komplikacji prawnych w czasie negocjacji Polski po I wojnie swiatowej, zadal Estreicher wprowadzenia, po zwyciestwie, calkowitego zakazu handlu dzielami sztuki na terenie Niemiec. Mialo to uniemozliwic nabywanie ich przez nieswiadomych pochodzenia kolejnych wlascicieli. By zas zapobiec ewentualnym komplikacjom, mogacym wyniknac z matactw pokonanych Niemiec lub ze zmiany miedzynarodowej koniunktury politycznej po wojnie, proponowal przekazanie w zastaw okupowanym przez III Rzesze panstwom znaczacej ilosci wybitnych dziel z niemieckich muzeow, jako gwarancji wywiazania sie z obowiazku zwrotu dziel zrabowanych.

Jak sie wydaje, misja Estreichera powiodla sie nadspodziewanie. Jeszcze w trakcie jej trwania Amerykanska Rada Stowarzyszen Naukowych powolala komitet do spraw rewindykacji, a kilka miesiecy pozniej prezydent Roosevelt zatwierdzil powolanie podobnej komisji rzadowej. W roku 1944 Karol Estreicher wzial udzial w powolaniu miedzynarodowej komisji, tak zwanej komisji Vauchera, ktora miala przygotowac regulacje prawne i organizacje restytucji dziel sztuki po klesce Niemiec. W roku 1944, takze na podstawie informacji zdobywanych w kraju przez siatke wywiadowcza kierowana przez prof. Stanislawa Lorentza, Karol Estreicher napisal i opublikowal po angielsku katalog strat polskiej kultury.

John Brown wypatruje oltarza z aeroplanu, ale dostrzega niewiele

W maju 1945 roku dla Karola Estreichera skonczyl sie czas teoretyzowania zza biurka. Zdaje sie, ze utrate ewakuowanego przez siebie we wrzesniu 1939 roku oltarza traktowal jako sprawe nie tylko narodowa, ale i osobista. Zaraz po zajeciu Norymbergi przez armie amerykanska, nie mogac sie tam dostac, zachecil znajomego, wplywowego milionera amerykanskiego, Johna Nicolasa Browna, by polecial tam na zwiad swoim prywatnym samolotem. Brown polecial, ale wskoral niewiele. Oltarzem zajmowal sie mjr Thompson, ktory chcial rozmawiac wylacznie z upowaznionym przedstawicielem polskiego rzadu. Bylo to w lipcu 1945 roku. Polskim rzadem uznawanym przez mocarstwa zachodnie byl juz wtedy powolany 28 czerwca 1945 roku przez prezydenta KRN Boleslawa Bieruta Tymczasowy Rzad Jednosci Narodowej.

Karol Estreicher nie zastanawial sie dlugo. Juz w lipcu 1945 roku pojawil sie w Warszawie i uzyskal od ministra kultury i sztuki TRJN Wladyslawa Kowalskiego pelnomocnictwo do reprezentowania rzadu warszawskiego w sprawach rewindykacji dziel sztuki. Pozniejsze starania w Londynie o wize amerykanska do strefy okupacyjnej trwaly kilka miesiecy. W Norymberdze Estreicher zjawil sie dopiero w listopadzie 1945 roku.

Major Albright, w cywilu profesor archeologii, pokazal mu schron pod Gora Zamkowa po brzegi wypelniony dzielami sztuki. Kilka miesiecy zajelo Karolowi Estreicherowi identyfikowanie dwoch tysiecy czesci oltarza, lezacych posrod dziesiatkow innych sredniowiecznych rzezb wrzuconych przez Niemcow do schronu. Dosc szybko zorientowal sie, ze pod norymberska Gora Zamkowa schowano jedynie pozostawione w roku 1939 w Sandomierzu figury. Brakowalo konstrukcji nosnej oltarza, szafy i skrzydel. Amerykanscy oficerowie nie mieli pojecia, ze oltarz jest niekompletny ani tym bardziej nie wiedzieli, gdzie podzialy sie brakujace czesci.

Estreicher przylaczyl sie do amerykanskiej ekipy sledczej, wyjasniajacej okolicznosci ukrycia zrabowanych dziel sztuki ukrytych w Norymberdze. W polowie grudnia wzial udzial w rewizji w mieszkaniu kustosza Muzeum Germanskiego w Norymberdze, dr. Eberharda Lutzego, ktory bral udzial w demontazu konstrukcji oltarza w krakowskiej bazylice Mariackiej. Niemcy w ostatnich dniach przed kapitulacja zniszczyli obszerna dokumentacje rabunku oltarza. Estreicher znalazl jednak w archiwach norymberskiego Muzeum Germanskiego kopie dwoch spisow paczek z czesciami oltarza przywiezionymi w roku 1940 z Krakowa i z Berlina. Pomogly one wytropic szafe i skrzydla oltarza ukryte w zamku Wiesenthau kolo Forchau, okolo 30 kilometrow od Norymbergi.

Niezaleznie od poszukiwan zaginionych czesci oltarza, Karol Estreicher bral udzial w prowadzonych przez amerykanskie sluzby specjalne poszukiwaniach dziel sztuki i pomagal w identyfikacji znalezisk. Pracy mial mnostwo. W amerykanskiej strefie okupacyjnej na poludniu Niemiec, zwlaszcza zas w Bawarii, pod koniec wojny ukryto najwiecej zrabowanych w calej Europie dziel sztuki.

Wiosna 1946 roku odnaleziona zostala w zamku Wiesenthau szafa oltarza mariackiego. Karol Estreicher w czasie sesji naukowej "Krakow w czasach Wita Stwosza" w roku 1986 podkreslil, ze odszukal ja sam, posilkujac sie odkrytymi przez siebie dokumentami niemieckimi. Pewne uwagi poczynione w roku 1952 przez owczesnego archiprezbitra kosciola mariackiego, ks. dr. Ferdynanda Machaya, swiadcza jednak, ze w odnalezieniu konstrukcyjnych czesci oltarza znaczny udzial mial amerykanski wywiad wojskowy.

Pogoda sprzyja Matce Boskiej, krakowianie sprzyjaja Amerykanom

Wiosna 1946 roku wladze amerykanskie podjely decyzje o przekazaniu Polsce znalezionych w ich strefie okupacyjnej zrabowanych dziel sztuki. Wyjazd opoznial sie jednak, gdyz zarowno Karol Estreicher, jak i amerykanscy oficerowie zajmujacy sie poszukiwaniami skradzionych dziel sztuki, w cywilu najczesciej historycy sztuki i pracownicy muzeow, obawiali sie zgubnego wplywu wilgotnego powietrza na kilkusetletnie drewniane rzezby. Wreszcie 25 kwietnia 1946 roku amerykanskie wladze przedstawily Estreicherowi biuletyn meteorologiczny, w ktorym specjalisci wojskowi przewidywali, ze na terenie Polski od 27 kwietnia do 8 maja bedzie sucha, sloneczna pogoda. Delegat polskiego rzadu zdecydowal: mozna jechac! 26 kwietnia wyruszyl z Norymbergi specjalny pociag z obrazami, meblami i gobelinami z Wawelu, z dzielami sztuki z Zamku Warszawskiego, Lazienek, Muzeum Narodowego i Muzeum Archeologicznego w Warszawie. Kilka wagonow zajmowaly odzyskane zbiory Uniwersytetu Jagiellonskiego. Wszystkie czesci oltarza mariackiego zapakowano do wyscielanych skrzyn. Te z najcenniejszymi rzezbami zaladowano na wielka amerykanska ciezarowke, ktora wjechala na odkryty wagon towarowy. Opony i zawieszenie mialy dodatkowo lagodzic wstrzasy. Pociagiem przewozono takze arcydziela zrabowane w krakowskim Muzeum Czartoryskich, w tym "Dame z gronostajem" Leonarda da Vinci, siedem obrazow Kulmbacha z krakowskiego kosciola Mariackiego, dziela Canaletta, Rubensa, Watteau, Bruschela, Cranacha, slynny ornat Kmity z Wawelu i kodeks krakowski Behema. Byl to transport bajecznej wprost wartosci - na zaladowanie dziel sztuki najwyzszej klasy trzeba bylo okolo trzydziestu wagonow. Ilu dokladnie - trudno juz dzis ustalic. "Echo Krakowa" podalo 1 maja 1946 roku, ze wagonow bylo 32. Krakowski "Dziennik Polski" poinformowal jednak tego samego dnia, ze granice okupowanych Niemiec i Czechoslowacji przekroczylo 26 wagonow z zabytkami. Dyrektor Biura Rewindykacji i Odszkodowan dr Stanislaw Nahlik w urzedowym raporcie z 19 sierpnia 1950 roku stwierdzil jednak, iz wagonow z dzielami sztuki przyjechalo z Norymbergi 27.

30 kwietnia 1946 roku pociag z dzielami sztuki zaladowanymi na nieustalona liczbe wagonow, delegatem rzadu i kierownikiem pociagu w jednej osobie Karolem Estreicherem oraz eskorta dwunastu uzbrojonych zolnierzy i trzech oficerow amerykanskich, ktorym towarzyszylo paru dziennikarzy i kilka dam, przekroczyl granice Polski.

Droga od Zebrzydowic do Krakowa przypominala pochod tryumfalny. Na najwiekszych stacjach oczekiwaly komitety powitalne i tlumy publicznosci. Dworzec w Katowicach pelen byl chorow szkol katolickich. W Krakowie, na peronie udekorowanym flagami polskimi i amerykanskimi, prezyl sie szwadron honorowy kawalerii Szkoly Podchorazych, orkiestra kolejowa, krakowscy dygnitarze zas, duchowni, przedstawiciele partii politycznych, zwiazkow zawodowych i rozmaitych organizacji spolecznych gineli wrecz w tlumie krakowian. Po powitalnych mowach, tlumaczonych na angielski przez profesora UJ, orkiestra zagrala Mazurka Dabrowskiego. A potem tlumy dlugo wiwatowaly na czesc armii amerykanskiej, reprezentowanej przez trzech porucznikow i tuzin prezacych sie z bronia w reku zolnierzy.

Zdaje sie, ze takich ostentacyjnie politycznych manifestacji obawialy sie wladze. Przyjazd pociagu z odzyskanymi dzielami sztuki przyspieszaly tak, by zdazyc z powitaniem przed pierwszym maja. Oficjalne przekazanie skrzyn z oltarzem wladzom koscielnym zaplanowano na 6 maja, trzy dni po swiecie trzeciomajowym. Obawiano sie publicznych mani- festacji sympatii do USA. Rozpedzanie zas w czasie oficjalnych swiat demonstrantow, wiwatujacych z powodu oddania przez Amerykanow najcenniejszych narodowych arcydziel, byloby niebywalym skandalem.

Profesor Wladyslaw Tomkiewicz po wojnie pracowal w Biurze Rewindykacji i Odszkodowan, zas w roku 1974 lata te wspominal w wykladzie dla studentow IV roku historii sztuki Uniwersytetu Warszawskiego: "[...] stosunki miedzynarodowe nie byly jeszcze tak naprezone jak pozniej miedzy panstwami socjalistycznymi i Stanami Zjednoczonymi, ale juz zaczely sie troche psuc. [...] Ja sie zameldowalem wtedy u Boleslawa Bieruta, ktory sie tymi sprawami [odzyskiwania zabytkow - przyp. W.K.] zywo interesowal. Poniewaz wiedzialem, ze to jest pierwszy wielki transport, wiedzialem, ze to jest nie wszystko, namawialem go, zeby mogl pojechac [do Krakowa - przyp. W.K.], zeby zachecic Amerykanow".

Bierut zgodzil sie wziac udzial w uroczystosciach przejecia oltarza mariackiego, ale w przeddzien przyjazd swoj odwolal.

Na dworcu w imieniu polskiego rzadu wital amerykanskich oficerow zaledwie naczelnik ktoregos z wydzialow krakowskiego Urzedu Wojewodzkiego. W tym czasie wiceprezydent Krajowej Rady Narodowej Stanislaw Szwalbe ostentacyjnie zwiedzal krakowska Akademie Sztuk Pieknych. "W prowadzonych rozmowach interesowal sie zywo wiceprezydent zagadnieniami kulturalnymi Krakowa" - podano dla prasy. W chwili gdy pociag z Norymbergi wjezdzal na krakowski dworzec, a wiceprezydent Stanislaw Szwalbe zwiedzal ASP, wiceminister spraw zagranicznych i szef polskiej misji w ONZ Zygmunt Modzelewski zwiedzal wraz z wycieczka kolejarzy szwedzkich zabytki Krakowa.

Po przybyciu pociagu do Krakowa okazalo sie, ze, za wyjatkiem dowodcy kapitana Lesleya, amerykanscy zolnierze, dziennikarze i towarzyszace im panie nie maja wiz i z bronia w reku pojawili sie w srodku Polski calkiem nielegalnie. Podczas tryumfalnego przekraczania z narodowymi skarbami granicy nikt nie mial glowy do legitymowania Amerykanow. Jak wspominal profesor Tomkiewicz, 3 maja w czasie uroczystego bankietu Polacy i goscie z Zachodu kompletnie sie upili. W nocy wybuchla pijacka strzelanina. Polskie wladze oskarzyly szeregowego Bagleya o zastrzelenie dwoch milicjantow. Gdy Amerykanie zapewnili mu alibi, pociag otoczylo polskie wojsko i zagrozilo, ze bez wydania Bagleya eskorta nie wroci do Niemiec. Tymczasem do udzialu w strzelaninie przyznal sie kapitanowi Lesleyowi szeregowiec Vivian. Otoczeni przez wojsko amerykanscy zolnierze wymyslili fortel godny Zagloby. Bagley oddal sie w rece krakowskiej milicji, zas Vivian przyznal sie do uzycia broni w chwili, gdy pociag dotarl do amerykanskiej strefy okupacyjnej. Krakow zawiadomiono o aresztowaniu Viviana, co bylo zreszta nieprawda.

W 1946 r. Warszawa nie chciala jeszcze jawnego konfliktu ze Stanami Zjednoczonymi. Bagleya zwolniono z aresztu i zezwolono mu na wyjazd.

Komunisci uwazaja, ze oltarza trzeba im bardziej niz arcybiskupowi Sapieze

Skrzynie z czesciami oltarza wprost z wagonow przewieziono do kosciola Mariackiego i nie rozpakowane zlozono w prezbiterium. 5 maja odprawiono w kosciele, posrod stosow skrzyn z figurami z oltarza Stwosza, a przed tryptykiem Matki Boskiej Bolesnej przeniesionej przez Niemcow z Wawelu na miejsce zrabowanego oltarza, uroczysta, symboliczna msze swieta dziekczynna. Ksiadz infulat Machay wyglosil do amerykanskiej eskorty przemowienie.

Nazajutrz w sali Holdu Pruskiego w Sukiennicach odbyla sie oficjalna uroczystosc przekazania przez wladze panstwowe oltarza parafii Wniebowziecia NMP.

Na tym tulaczka oltarza wcale sie jednak nie zakonczyla. Za zgoda wladz koscielnych renowacje podniszczonego oltarza rozpoczela Panstwowa Pracownia Konserwacji Zabytkow Krakowa. W pracowni na Wawelu przez trzy lata zlikwidowano drazace drewno owady, uzupelniono ubytki, poprawiono zlocenia. Pod koniec prac wladze panstwowe zorganizowaly w wawelskiej pracowni konserwacji wystawe rzezb oltarzowych. Mozliwosc obejrzenia z bliska wspanialych rzezb, ktorych subtelnych detali nie sposob bylo dostrzec w oddaleniu i polmroku kosciola, sklonila metropolite krakowskiego arcybiskupa Adama Sapiehe i ks. infulata Machaya do wyrazenia zgody na przerwanie prac konserwatorskich i udostepnienie pracowni na Wawelu zwiedzajacym. Wystawe zwiedzilo wowczas wielu biskupow i prymas Stefan Wyszynski. Po uplywie miesiaca ekspozycje zamknieto, konserwacje ukonczono i zamiast zwrocic oltarz kosciolowi - w pazdzierniku 1950 roku znow otwarto wystawe na Wawelu. Tym razem wbrew woli wladz koscielnych. Arcydzielo Stwosza zostalo wiec dla odmiany zrabowane przez polskie wladze komunistyczne. Byc moze zabor oltarza w roku 1949 byl szykana wobec krakowskiego arcybiskupa Adama Sapiehy, byc moze byl po prostu czescia rozpoczetej pod koniec lat czterdziestych proby rozprawy z kosciolem. Oltarz powrocil na swoje miejsce dopiero po pazdziernikowej odwilzy roku 1956. Arcybiskup Eugeniusz Baziak poswiecil na nowo oltarz Wita Stwosza w murach kosciola w 15 sierpnia 1957 roku. Tulaczka dziela zdemontowanego w roku 1939 w obawie przed Niemcami, trwala 18 lat.

Rabusie staja sie ekspertami

Wkrotce po odwiezieniu do Krakowa pociagu z odzyskanymi skarbami Karol Estreicher powrocil z pelnomocnictwami warszawskiego rzadu do amerykanskiej strefy okupacyjnej. Amerykanski wywiad ciagle ujawnial kolejne miejsca ukrycia zrabowanych dziel. Zwozono je do strzezonych przez armie okupacyjna skladnic.

Tam, posrod setek, tysiecy obiektow trzeba bylo wyszukac dziela pochodzace z Polski i udowodnic, ze Niemcy zrabowali je prawowitym wlascicielom. W panujacym tuz po wojnie zamecie, wobec brakow dokumentacji, smierci i nieobecnosci swiadkow, bylo to zadanie nielatwe. Mimo to w styczniu 1947 roku Estreicher z duma meldowal Naczelnej Dyrekcji Muzeow i Ochrony Zabytkow, ze w skladnicy w Monachium czeka na wysylke do kraju 150 skrzyn i workow z eksponatami warszawskiego Muzeum Archeologicznego, odkryty w austriackim Bad Aussee komplet wawelskich gobelinow przedstawiajacych wojne trojanska, szesc gobelinow obrazujacych historie Jaku- ba oraz cztery dywany perskie zarekwirowane z Uniwersytetu Jagiellonskiego, zrabowana przez Hansa Franka i ukryta w jego willi w bawarskim Neuhaus porcelana z Wawelu i krakowskiego Muzeum Narodowego, teka rysunkow wloskich mistrzow znaleziona w Coburg-Veste. W Bambergu Amerykanie odkryli i przekazali Estreicherowi pokazny zbior nowoczesnych kielichow i monstrancji zrabowanych w kosciolach warszawskich, z Petersbergu zas przywieziono kilkanascie obrazow skradzionych z warszawskiej Zachety i z salonow Prezydium Rady Ministrow, w tym dziela Jordaensa i Suchodolskiego. Szczegolnie dumny byl Estreicher ze znalezienia w monachijskim Jagdmuseum bezcennych kolekcji polskiej starej broni, pochodzacych ze zbiorow warszawskiego Muzeum Narodowego i z Wawelu.

Z czasem o znaleziska wielkiej wartosci bylo coraz trudniej.

W polowie roku 1947 Karol Estreicher prowadzil jedynie sprawe odzyskania 12 skrzynek z uzytkowymi srebrami Habsburgow z Zywca. Srebra te pod koniec wojny jakis oddzial SS wywiozl do muzeum sreber w Hanau. Drugim zbiorem, wiekszej rangi, przygotowywanym do wysylki do kraju byly kolekcje Muzeum Poczt i Telegrafow, zrabowane jeszcze w roku 1939. Amerykanie natkneli sie na nie w Wiesbaden. Niestety, czesc z 26 skrzyn byla rozbita, a najcenniejsze znaczki wyszabrowano. Karol Estreicher uporczywie szukal "wielkich zaginionych": "Portretu mlodzienca" Rafaela, bezcennej kolekcji waz antycznych z Goluchowa, obrazow z poznanskiej Galerii Raczynskich. Bez skutku. Wyzywal sie wiec w dzialalnosci sledczej. Przesluchiwal niemieckiego konserwatora zabytkow na Slasku, prof. Guenthera Grundmana, ale szybko zorientowal sie, ze nie uczestniczyl on w rabunku dziel z Polski. Nieustannie, z pasja tropil wszystkich Niemcow bioracych udzial w wywiezieniu oltarza mariackiego. Estreicher gromadzil dokumentacje udzialu w urzedowych rabunkach w okupowanej Polsce dr. Gustawa Barthela, dyrektora Muzeum we Wroclawiu, i dr. Eberharda Lutzego, dyrektora Muzeum Germanskiego w Norymberdze. Obaj zza biurek organizowali wywiezienie do Rzeszy krakowskiego oltarza mariackiego, obaj tez osobiscie asystowali przy barbarzynskiej rozbiorce szafy oltarzowej w kosciele w marcu 1940 roku.

Estreicher wykryl, ze niektorzy z Niemcow zarzadzajacych w czasie okupacji na terenie Generalnego Gubernatorstwa polskimi dobrami kultury, lub wrecz organizujacych wtedy rabunek dziel sztuki, po wojnie oferowalo nieswiadomym ich przeszlosci alianckim wladzom okupacyjnym swe uslugi jako eksperci do spraw polskich. Slal wiec do alianckich wladz wyjasnienia, protesty, memorialy.

Archiwa rewindykacyjne jada do Jeziorny

Poczatek zimnej wojny oznaczal w istocie rzeczy zakonczenie akcji rewindykacyjnej. Na przelomie lat czterdziestych i piecdziesiatych ministerstwo zaprzestalo wysylania do zachodnich stref okupacyjnych swych specjalnych delegatow. Poszukiwania w terenie skradzionych dziel sztuki prowadzic mialo Ministerstwo Handlu Zagranicznego. Jego przedstawiciele w Niemczech nie mieli pojecia o rewindykacji dziel sztuki, a czesto i o sztuce w ogole. Rozliczano ich w centrali z rozmaitych rzeczy, ale na pewno nie z liczb odzyskanych rzezb i obrazow. "Jedynym specjalnym organem dla rewindykacji mienia kulturalnego mogl byc ob. Stefanski, delegat Ministerstwa Kultury i Sztuki przy Polskiej Misji Wojskowej w Berlinie, pozostajacy jednak na etacie Ministerstwa Spraw Zagranicznych, ktory - nie zasilany przez czas dluzszy zadnymi instrukcjami ani materialami - zaczal pelnic dla Polskiej Misji Wojskowej szereg innych funkcji, a sprawy rewindykacyjne zostaly usuniete na bardzo odlegly margines jego dzialalnosci" - konstatowal melancholijnie autor odnalezionej przez prof. Wojciecha Kowalskiego notatki sluzbowej Referatu Rewindykacji Departamentu Muzeow z 18 lipca 1951 roku. Jakie to inne zadania dla Misji Wojskowej pelnil w Berlinie delegat Ministerstwa Kultury mozemy sie tylko domyslac. Musialy byc one jednak bardzo wazne, skoro delegat Ministerstwa Kultury na pisma tegoz ministerstwa odpowiadal z paromiesiecznym opoznieniem, wezwany zas na Krakowskie Przedmiescie na konsultacje, zjawil sie, mimo wielu ponaglen, pol roku pozniej.

W poczatkach lat 50. Biuro Rewindykacji i Odszkodowan Ministerstwa Kultury i Sztuki zostalo zlikwidowane.

Jaki byl bilans pieciu lat akcji rewindykacyjnej dziel sztuki zrabowanych przez Niemcow? Doktor Stanislaw Nahlik, dyrektor Biura Rewindykacji i Odszkodowan, w notatce sluzbowej z 19 sierpnia 1950 roku dokonal ogolnego, bardzo ogolnego bilansu. W 1945 roku doliczyl sie 28 wagonow i 118 ciezarowek dziel sztuki przywiezionych z Dolnego Slaska. Pamietac jednak trzeba, ze podowczas za dziela rewindykowane uwazano takze dziela wywozone ze zbiorow niemieckich na Ziemiach Odzyskanych.

W roku 1945 z Austrii wrocily tez dwa wagony mebli, obrazow, brazow i porcelany zrabowanych ze zbiorow publicznych i prywatnych. W roku 1946, oprocz wielkiego transportu z oltarzem mariackim, wrocily dwa wagony dziel zagrabionych Muzeum Wielkopolskiemu, odzyskane przy pomocy sowieckich wladz wojskowych w ich strefie okupacyjnej.

W roku 1947 Stanislaw Nahlik odnotowal przybycie z amerykanskiej strefy okupacyjnej dwoch wagonow zawierajacych m.in. zbiory antycznych numizmatow oraz przyjazd z tej strefy dwoch wagonow z archiwaliami i kolekcja znaczkow ze zbiorow Muzeum Poczt i Telegrafow.

Z Czechoslowacji zas odzyskano w tym samym roku wagon z dzielami ze zbiorow muzeum w Cieszynie.

W roku 1948 przywieziono wagon nie ustalonych zabytkow ze strefy amerykanskiej i dziesiec wagonow ze strefy angielskiej; glownie wywiezione przez Niemcow dzwony, brazowe rzezby i pomniki, w tym krakowski pomnik Mickiewicza. Rok pozniej powrocil odnaleziony przez Amerykanow skarbiec katedry plockiej.

Poza tymi wielkimi transportami, wedlug notatki dyr. Nahlika, przybylo takze 35 transportow pomniejszych.

W latach osiemdziesiatych prof. Wojciech Kowalski z Gliwic probowal dokladnie zrekonstruowac przebieg powojennych rewindykacji kierowanych przez Ministerstwo Kultury i Sztuki. Bez szczegolowych informacji, jakie dziela sztuki, kiedy, w jakich okolicznosciach i do kogo powrocily, nie sposob przeciez szacowac strat wojennych ani poszukiwac dziel zaginionych. W ministerstwie profesor dowiedzial sie od starych pracownikow, ze archiwum Biura Rewindykacji wywieziono w latach 70. do Jeziorny. Nie znal okolic Warszawy, wiec jal sie dopytywac, jak do Jeziorny dojechac. - Tam jest fabryka papieru, akta poszly na przemial - wyjasnil zyczliwy urzednik.

W tekscie wykorzystano m.in.: studia Wojciecha Kowalskiego oraz artykuly i opracowania Lynn Nicholas, Tadeusza Rudkowskiego, Lukasza Walczego

Wlodzimierz Kalicki


 

Prawdziwy koniec wedrowki Eneasza
SZTUKA ZAGRABIONA 1

Pani Morza spod ziemi
SZTUKA ZAGRABIONA 2

Mlodzieniec przecudnej urody, od swiata ukryty
SZTUKA ZAGRABIONA 3

Ksiag starych duchy srebrnoszare
SZTUKA ZAGRABIONA 4

Pamiec w plomieniach
SZTUKA ZAGRABIONA 5

Rejtan pod szynkwasem
SZTUKA ZAGRABIONA 6

Oltarz po dwakroc porywany
SZTUKA ZAGRABIONA 7

Jesienia ksiazki wracaja z poludnia
SZTUKA ZAGRABIONA 8

Bracia Czescy wracaja z Niemiec do Polski
SZTUKA ZAGRABIONA 9

Madonna znika pod szklanka kawy
SZTUKA ZAGRABIONA 10

Lew z ludzkimi oczami
SZTUKA ZAGRABIONA 11

Siostra Fryderyka
SZTUKA ZAGRABIONA 12

Biblia i dzentelmeni
SZTUKA ZAGRABIONA 13 W polowie XII wieku skryba zanotowal na kartach Biblii Plockiej, ze spadajace spod stropu plockiej katedry strusie jajo z cenna relikwia cudem pochwycil w locie niejaki Zachariasz.Byl to pierwszy opis cudu na polskich ziemiach. W roku 1940 Niemcy z fanfarami wywiezli Biblie pociagiem. W roku 1978 potajemnie odwiezli taksowka

Pontyfikal i Stasi
SZTUKA ZAGRABIONA 14 Bezcenny Pontyfikal Plocki Niemcy zrabowali w roku 1940.

Trzystuletni romans
SZTUKA ZAGRABIONA 15 Ich historia zaczela sie przed trzema wiekami.

 
Copyright © 2001 Polish American Congress of Southern California. All Rights Reserved ®