SZTUKA ZAGRABIONA 8
Jesienia ksiazki wracaja z poludnia

WLODZIMIERZ KALICKI

Zaprzyjazniona z pacjentem-licealista kucharka szpitala zakaznego przyniosla mu prezent: pietnascie stron rekopisu diariusza polskiego uczestnika wyprawy krola Wladyslawa IV Wazy na Smolensk w roku 1633. Wiejskie dzieci znalazly fragment diariusza, stare ksiazki i dokumenty w zabudowaniach dolnoslaskiej wsi. W ten sposob w rece mlodego pacjenta trafila niewielka, lecz niezwykle cenna kolekcja.

W czasie okupacji Niemcy zrabowali na terenie Generalnego Gubernatorstwa stosunkowo niewiele ksiegozbiorow. Do Rzeszy wywieziono przede wszystkim biblioteki uznane przez Niemcow za polityczne. Sluzby specjalne zwycieskich mocarstw w trakcie poszukiwan dziel sztuki w swych strefach okupacyjnych trafialy czasami na trop zrabowanych przez hitlerowcow ksiazek. Takze polskich.

Karol Estreicher w sprawozdaniu ze swych prac rewindykacyjnych na przelomie roku 1946 i 1947, wyslanym z Bawarii do Warszawy, informowal, ze na uniwersytecie monachijskim i w rozmaitych bawarskich miasteczkach znaleziono w sumie 26 skrzyn ksiazek o tematyce antropologicznej i etnograficznej. Najpewniej byly to dziela zrabowane z warszawskiego Muzeum Etnograficznego. Procz tego wladze amerykanskie zgromadzily pewna liczbe ksiazek i wydawnictw polskich nie stanowiacych zwartej kolekcji.

W lipcu 1947 roku Karol Estreicher doniosl o odnalezieniu w Wiesbaden skrzyn z ksiazkami wywiezionymi z Muzeum Poczt i Telegrafow. W skladzie zrabowanych dziel sztuk w Oppenheimie pod Frankfurtem polski pelnomocnik rozpoznal duza liczbe ksiazek polskich i obcojezycznych pochodzacych z prywatnych bibliotek w Warszawie i Krakowie. Wszystkie odnalezione i zidentyfikowane tomy przewiezione zostaly transportami rewindykacyjnymi do Polski.

Esesmani wyprowadzaja w pole hitlerowskiego ministra, bo nie chca oddac polskich ksiazek

W sierpniu 1945 roku minister spraw zagranicznych, Wincenty Rzymowski, poinformowal prezydenta Krajowej Rady Narodowej Boleslawa Bieruta, ze w zamku Housce kolo Czeskiej Lipy w Czechoslowacji znaleziono zbiory Biblioteki i Archiwum Sejmu i Senatu. Bierut, jak swiadczy napisana w jego imieniu odpowiedz dyrektora Biura Prezydialnego KRN, bardzo sie ze znaleziska ucieszyl i polecil biblioteke "gruntownie zabezpieczyc".

Jak ksiegozbiory polskiego Sejmu i Senatu trafily w czasie wojny na czeski zamek?

Z badan historyka dr. Andrzeja Mezynskiego wynika, ze parlamentarna biblioteka zainteresowali sie jesienia 1939 r. esesmani z Oddzialu Operacyjnego do Zabezpieczenia Wartosci Naukowych i Sztuk Pieknych kierowanego przez SS-untersturmfuehrera prof. Petera Paulsena. Jeden z funkcjonariuszy oddzialu Paulsena, SS-hauptsturmfuehrer Heinrich Harmjanz, 10 listopada 1939 r. sporzadzil notatke sluzbowa, w ktorej zwracal uwage na dwanascie ksiazek z biblioteki sejmowej. Byly to w wiekszosci edycje praw staropolskich.

- Harmjanz musial sam wypatrzyc je w magazynie, gdyz we wrzesniu 1939 roku podczas pozaru glownego gmachu Sejmu splonela czytelnia biblioteki sejmowej i najpewniej czesc z katalogami oraz inwentarzami biblioteki - mowi dr Andrzej Mezynski.

Notatka Harmjanza dotarla do RSHA, Glownego Urzedu Bezpieczenstwa Rzeszy, w Berlinie. SS-standartenfuehrer Alfred Six, szef wydzialu RSHA zajmujacego sie badaniami i ocenami swiatopogladowymi, natychmiast polecil przewiezc biblioteke sejmowa do Berlina. SS zorganizowala rabunek blyskawicznie. Dwie pierwsze ciezarowki z ksiazkami dotarly do Berlina w dniach 17 i 18 listopada. W nocy 18 listopada Niemcy wywiezli z Warszawy 30 ton ksiazek biblioteki sejmowej w dwoch wagonach, a 23 listopada dotarla do Berlina kolejna ciezarowka niemieckiej firmy spedycyjnej Richarda Schultzego wypelniona ksiazkami z Wiejskiej. W pierwszych dniach grudnia przywieziono do Berlina nastepne dwa wagony ksiazek. Gdy w lutym 1940 roku pracownicy biblioteki sejmowej powrocili do pracy, zastali puste magazyny. Zbior ponad 5 tys. tomow czasopism z odrebnej sejmowej czytelni czasopism Niemcy wywozili wtedy na przemial do zakladow papierniczych w Jeziornie i do Panstwowej Wytworni Papierow Wartosciowych, a w parku sejmowym palono resztki gazet.

Z dostepnych polskim historykom dokumentow RSHA nie wynika wprost, czy SS wywiozla do Berlina caly ksiegozbior sejmowy, ale dr Mezynski jest przekonany, ze Niemcy zrabowali wszystkie ksiazki. Szacuje on, ze w czterech zaladowanych po brzegi wagonach kolejowych wywieziono w sumie 60 ton ksiazek. Zakladajac zas, ze typowa owczesna ciezarowka i przyczepa mialy ladownosc po mniej wiecej cztery tony, to trzema samochodami, z ktorych dwa mialy dolaczone przyczepy, wywieziono lacznie 20 ton ksiazek.

Wedlug tych szacunkow w Berlinie znalezc sie powinno mniej wiecej 80 ton ksiazek z Wiejskiej. Zakladajac zas, ze przecietna ksiazka wazy 800 gramow, Niemcy zrabowali okolo 100 tysiecy tomow.

W magazynach biblioteki sejmowej bylo jednak 78 tysiecy ksiazek. Roznica miedzy wyliczona szacunkowo na podstawie raportow SS a rzeczywista liczba ksiazek wynika zapew- ne z tego, ze Niemcy nie wykorzystali pelnej ladownosci wagonow, poniewaz ksiazki sa stosunkowo lekkie.

- Pewne jest tylko, ze w transportach, ktore w listopadzie 1939 roku SS wyslala z Sejmu do Berlina, mogly zmiescic sie wszystkie ksiazki Biblioteki Sejmu i Senatu - mowi dr Mezynski.

Biblioteke sejmowa ulokowano w Berlinie w siedzibie Wydzialu II RSHA, ktorego szefem byl SS-standartenfuehrer Alfred Six. W budynku przy Eisenacherstrasse 12, dawnej siedzibie Wielkiej Lozy Wolnomularstwa Niemiec, ustawiono czesc lupow na regalach w sali nr 18, reszte zas bezladnie zwalono w piwnicach. Jak wynika z zachowanych dokumentow SS, pol roku po grabiezy czesc ksiazek zostala rozdzielona miedzy pracownikow jednego z referatow Wydzialu II RSHA, z zastrzezeniem jednak, ze nie sa wlasnoscia esesmanow, ktorym je przydzielono. Ksiazki te traktowano jako wypozyczone ze zbiorow RSHA. Duza partie ksiazek rozdzielono wtedy miedzy rozmaite komorki Wydzialu II. W piwnicach pozostalo jednak jeszcze mnostwo woluminow. W pazdzierniku 1940 roku jeden z funkcjonariuszy Wydzialu II w pismie do swego szefa SS-standartenfuehrera Siksa zapytal, czy wiadomo juz, jakie maja byc dalsze losy polskich ksiegozbiorow zgromadzonych przy Eisenacherstrasse 12. Alfred Six w adnotacji do pisma swego podwladnego niczego nie wyjasnil. Zdaje sie, ze sam nic nie wiedzial.

We wrzesniu 1941 roku biblioteka sejmowa zainteresowalo sie hitlerowskie ministerstwo spraw wewnetrznych, ktore zazadalo od RSHA wyjasnien, gdzie znajduja sie akta i ksiazki wywiezione przez esesmanow w 1939 roku z budynku polskiego Sejmu. Glowny Urzad Bezpieczenstwa Rzeszy po wewnetrznych sporach zdecydowal sie odpowiedziec w zdawkowym, czterowierszowym pismie, iz RSHA nie zna miejsca przechowywania sejmowych akt. O ksiazkach z biblioteki sejmowej zalegajacych piwnice jednego z wydzialow RSHA w pismie tym nie bylo ani slowa.

Ostatecznie zbiory sejmowe i ksiazki z innych, wywiezionych przez SS z Polski do Berlina kolekcji, trafily do duzej biblioteki naukowej RSHA, ktora zorganizowano najpewniej na przelomie 1941 i 1942 roku.

Dowody rabunku podwladnych Himmlera pojawiaja sie w Warszawie, ale tylko na chwile

Skad tak dokladnie znane sa losy polskich ksiazek, ktore trafily do podziemi gmachu przy Eisenacherstrasse 12 w Berlinie?

- Na poczatku lat 60. owczesna dyrektorka Archiwum Akt Nowych B. Skrzeszewska przekazala bibliotece sejmowej fotokopie dokumentow RSHA dotyczacych wojennych losow biblioteki - mowi dr Mezynski.

Dokumenty dotyczace ksiegozbiorow z Wiejskiej byly czescia niewielkiego zbioru akt Glownego Urzedu Bezpieczenstwa Rzeszy. Liczyl on tylko 13 jednostek archiwalnych i znajdowal sie w Archiwum Akt Nowych. Jedna z tych jednostek stanowily dokumenty dotyczace polskich dobr kultury w latach 1939-42. Nie wiadomo, jak dokumenty RSHA trafily do Archiwum Akt Nowych. Wydaje sie raczej niemozliwe, by akta RSHA w koncowym okresie wojny z obawy przed alianckimi bombardowaniami Niemcy wywiezli z Berlina i ukryli gdzies na wschod od Odry i Nysy, po wojnie zas Polacy odnalezli je i przekazali do AAN. Jeszcze mniej prawdopodobna jest hipoteza, ze pod koniec wojny zdobyli je w Berlinie polscy zolnierze. W takim przypadku zreszta do dzis zapewne akta SS spoczywalyby w archiwach wojskowych.

Akta RSHA zapewne trafily do Polski z Moskwy. Niemiecki archiwista z Koblencji Kai von Jena, korzystajac z oslabienia rygorow w dostepie do niektorych rosyjskich archiwow, przebadal zawartosc moskiewskiego Archiwum Specjalnego. Znajduje sie tam w tak zwanym fondzie nr 500 bardzo obszerna, liczaca 3009 jednostek archiwalnych dokumentacja RSHA zdobyta przez armie sowiecka.

Istotna czesc zdobytego w 1945 roku w Schlesiersee na Dolnym Slasku przez sowieckie oddzialy archiwum RSHA, w latach 50. Moskwa przekazala wladzom NRD. Zapewne takze wtedy wladze sowieckie podarowaly krajom obozu socjalistycznego akta Glownego Urzedu Bezpieczenstwa Rzeszy dotyczace tych krajow w czasie wojny. Jesli wlasnie tak bylo, to 13 jednostek archiwalnych dokumentow RSHA trafilo z Moskwy do Polski najpewniej tuz po roku 1956. Z powodow politycznych Moskwa przekazala wowczas Polsce sporo dziel sztuki i archiwaliow, w czasie okupacji zagrabionych przez Niemcow, a w ostatnich miesiacach wojny i po jej zakonczeniu zagrabionych z kolei przez sowieckie sluzby specjalne. Calkiem prawdopodobne, ze Warszawie przekazano wowczas takze dokumenty niemieckie dotyczace spraw polskich.

W roku 1964 Archiwum Akt Nowych przekazalo je za posrednictwem Naczelnej Dyrekcji Archiwow Panstwowych do NRD. "Naczelna Dyrekcja Archiwow Panstwowych PRL i Zarzad Archiwow Panstwowych NRD zawarly porozumienie, na podstawie ktorego strona niemiecka przekaze archiwom polskim akta odnoszace sie do terytorium PRL, zas strona polska przekaze do archiwow NRD akta odnoszace sie do terytoriow niemieckich. [...] Zauwazyc nalezy, ze porozumienie o wzajemnym przekazaniu akt miedzy PRL i NRD jest drugim z kolei; po raz pierwszy podobne porozumienie zawarto w roku 1961 i wowczas archiwa polskie otrzymaly znaczaca ilosc akt" - glosil zachowany w zbiorach Naczelnej Dyrekcji Archiwow Panstwowych projekt oficjalnego komunikatu.

Wymiany archiwaliow dokonano w Poznaniu.

"Express Poznanski" doniosl 11 grudnia 1964 roku: "Wczoraj zastepca naczelnego dyrektora archiwow NRD - E. Schetelich przywiozl z Poczdamu 30 metrow biezacych akt i dokumentow polskich, rozproszonych po NRD w czasie ostatniej wojny [...]. Archiwisci poznanscy przekazali niemieckim kolegom spory zapas akt, interesujacych NRD. Zaladowano nimi dwa samochody, ktore dzis rano odjechaly do Berlina". W zachowanej w archiwum NDAP liscie wywozowej 71 zespolow akt przekazanych NRD figuruje takze 13 jednostek akt sluzby bezpieczenstwa Reichsfuehrera SS z lat 1939-42.

Dokumenty RSHA przed wyslaniem do NRD zmikrofilmowano. Fotokopie te sa dzis jedynym sladem dostepnym dla polskich historykow. Kserokopie przekazane bibliotece sejmowej zaginely, oryginalow w niemieckich archiwach odszukac dzis niepodobna. Archiwa bylej NRD, pytane o akta RSHA przekazane z Polski, odpowiadaja, ze nic o nich nie wiedza.

- Najprawdopodobniej trafily one do Instytutu Marksizmu-Leninizmu w Berlinie, ale bez przebadania zawartosci niemieckich archiwow dotarcie do nich nie jest na razie mozliwe - mowi dr Mezynski.

Komunista Alfred Weiland nie ma wyrzutow sumienia, zwlaszcza ze jest bibliofilem

Ksiegozbior biblioteki sejmowej znaleziony na zamku Housce mogl powrocic do Polski dopiero po podpisaniu 12 lutego 1946 roku umowy rewindykacyjnej miedzy Czechoslowacja a Polska. W listopadzie 1946 roku praska Delegatura Biura Rewindykacji i Odszkodowan Wojennych stwierdzila, ze do Polski wyslano dwoma wagonami i trzema samochodami 38 tysiecy tomow, w tym wiele "bialych krukow", przede wszystkim z ksiegozbioru Sejmu i Senatu. Procz biblioteki parlamentarnej powrocily do Warszawy ksiegozbiory Instytutu Spraw Spolecznych i Monopolu Spirytusowego.

Wszystkie ksiazki rewindykowane za granica skladane byly w pierwszych latach powojennych w Bibliotece Narodowej. Stamtad mialy byc rozsylane do wlascicieli. W Bibliotece Narodowej brak bylo jednak miejsca i transporty przychodzace z zagranicy lokowano na miescie. Kolejowy transport ksiegozbioru biblioteki sejmowej zlozony zostal w grudniu 1946 roku w Domu Poselskim. W ciagu dwoch miesiecy rozpakowano tam 162 skrzynie zawierajace blisko 15 tysiecy woluminow.

- Nie wiemy niestety, ile z tych ksiazek bylo wlasnoscia biblioteki sejmowej - mowi dr Andrzej Mezynski, ktory na podstawie bibliotecznych inwentarzy ustalil, ze w latach 1946-47 w magazynach sejmowych pojawilo sie 5312 odzyskanych woluminow. To zaledwie niecale 7 procent zbiorow biblioteki sejmowej wywiezionych przez Niemcow w 1939 roku. Co zatem stalo sie z pozostalymi 70 tysiacami woluminow?

Raczej watpliwe jest, by po przywiezieniu z Czechoslowacji do Polski pomylkowo trafic mogly one lub znaczaca ich czesc do ktorejs z innych bibliotek. Rewindykowane ksiazki oznakowane sa przedwojennymi pieczeciami biblioteki sejmowej i zapewne woluminy zaginione takze nosily znaki biblioteczne. Po pol wieku od przywiezienia zostalyby z pewnoscia ujawnione w innych niz sejmowe zbiorach publicznych.

Zatem brakujace 70 tysiecy tomow najpewniej nie wrocilo do Polski. Czy mogly pozostac w Czechach?

Proszacy o zachowanie anonimowosci czeski historyk, ktory od kilkunastu lat probuje zbierac informacje o wojennych przemieszczeniach czeskich dziel sztuki, w rozmowie ze mna uznal, ze jest to malo prawdopodobne. W czasie okupacji Niemcy grabili najcenniejsze czeskie kolekcje publiczne i prywatne. Zrabowane dziela sztuki w zasadzie magazynowali w skladach na terenie Protektoratu Czech i Moraw, najcenniejsze zas obiekty wywozili do Rzeszy.

Pod koniec wojny w obawie przed alianckimi bombardowaniami niemieckie zbiory sztuki, archiwa i biblioteki zaczeto wywozic na Dolny Slask, do Bawarii i do Czech. Po wyzwoleniu niemieckie sklady dziel sztuki przewozono do czeskich skladnic i muzeow.

Wedlug mojego rozmowcy juz w latach 40. zaczela sie w wiekszosci czeskich muzeow zmowa milczenia. Niemcy zarekwirowali mnostwo dziel sztuki z siedzib ziemian, przemyslowcow, ludzi wolnych zawodow. Po wojnie trafily one z niemieckich skladow do piwnic czeskich zbiorow panstwowych. Dyrektorzy nierzadko nie chcieli dociekac, skad braly sie skarby zalegajace piwnice, z obawy przed roszczeniami obywateli czeskich lub pretensjami innych czeskich muzeow.

- W zbiorach publicznych zdarzaja sie dziela z sygnaturami innych muzeow, ale tak naprawde nikt nie chce wyjasniac praw wlasnosci, lekajac sie o to, co sam ma w piwnicy. Znam kilku dyrektorow, ktorzy na wiesc, ze cenne dziela z przedwojennymi oznakowaniami ich muzeow znajduja sie obecnie w zbiorach Wojskowego Muzeum Historycznego, machali tylko reka - mowi czeski historyk. Jego zdaniem nie mozna wykluczyc, ze niezbyt duza liczba dziel sztuki lub jakas niewielka czesc polskiego ksiegozbioru wywiezionego pod koniec wojny z Niemiec zalega w nieznanym magazynie lub w magazynach nie przejrzana, nie skatalogowana, zapomniana.

Watpliwe jest jednak, by byl to duzy zbior, idacy w dziesiatki tysiecy woluminow. Po podpisaniu w 1962 roku protokolu miedzy Czechoslowacja a PRL w sprawie przekazania dobr kultury wywiezionych z obu krajow przez okupanta, wrocily na miejsce, jak sie wydaje, wszystkie wieksze zbiory przemieszczone przez Niemcow. Polska przekazala CSRS miedzy innymi zbiory archeologiczne wywiezione przez Niemcow z Czechoslowacji do Opola i Wroclawia, mnostwo archiwaliow, odnalezione na Dolnym Slasku ksiazki z Biblioteki im. Purkyniego w Brnie. Strona czechoslowacka zobowiazala sie do przekazania Polsce odkrytych w Pradze obrazow z muzeow krakowskich, eksponatow z muzeow w Cieszynie i Nysie, licznych zespolow archiwalnych, w tym bezcennej kolekcji 1400 najstarszych pergaminowych dokumentow dotyczacych Wroclawia. Wtedy tez powrocil do Polski bardzo cenny ksiegozbior cieszynskiego dzialacza oswieceniowego ksiedza Leopolda Szersznika (1747-1814) liczacy 4,8 tysiaca woluminow, w tym dziela z XVI, XVII i XVIII wieku. W 1945 roku Niemcy wywiezli czesc zbiorow Szersznika na Zaolzie. Po wojnie Czesi odnalezli i przewiezli do praskiego Muzeum Narodowego.

Jesli zatem ksiazki z Biblioteki Sejmu i Senatu pozostaja gdzies jeszcze na terenie Czechoslowacji, to zapewne sa to tylko okruchy ksiegozbioru z Wiejskiej. Byc moze jednak Niemcy nie wywiezli pod koniec wojny do Czech wszystkich ksiazek z Eisenacherstrasse 12. Nie mozna wykluczyc, ze RSHA ewakuowal na poludnie jedynie czesc swej biblioteki, czesc, ktora uznal za szczegolnie cenna. Reszta mogla pozostac w Berlinie przy Eisenacherstrasse 12. Od niedawna wiadomo juz, ze czesc ksiazek pozostala tam i przetrwala kapitulacje Berlina.

Niemiecka historyk Sylwia Kubina w latach 90. porzadkowala kolekcje 5 tysiecy ksiazek zakupionych w roku 1979 przez Biblioteke Wolnego Uniwersytetu w Berlinie. Byl to zbior wybitnego niemieckiego dzialacza komunistycznego Alfreda Weilanda, ktory zmarl w 1978 roku. Wyniki badan opublikowane przez Sylwie Kubine w wydanej w 1994 roku ksiazce "Biblioteka berlinskiego komunisty Alfreda Weilanda" sa zaskakujace: trzysta ksiazek Weilanda pochodzilo z biblioteki RSHA. A wsrod tych trzystu tomow trzy pochodzily ze zrabowanej w Warszawie biblioteki sejmowej.

Niemiecka badaczka ustalila, ze budynki przy Eisenacherstrasse 12, w ktorych miescila sie biblioteka RSHA, nie zostaly spalone w czasie walk o Berlin. Przeciwnie, jak na owczesne warunki, byly w tak dobrym stanie, ze zainstalowalo sie tam dowodztwo amerykanskiej armii okupacyjnej w Berlinie. Wedlug ustalen Kubiny w lipcu 1945 roku w piwnicach znajdowalo sie od 50 tys. do 60 tys. nie uszkodzonych ksiazek. Amerykanie wydali zarzadzenie, by biblioteki, ktore uda sie zidentyfikowac, zwrocone zostaly wlascicielom. Wykonanie tego zarzadzenia amerykanska komendantura wojskowa zlecila niemieckiej administracji cywilnej, ktora powolala do tego celu specjalna komorke nazwana Stanowisko Ratowania Bibliotek. W lutym 1946 r. komorka ta raportowala, ze "zarzadzila natychmiast odtransportowanie bibliotek biskupowi, najwyzszej radzie koscielnej, wspolnocie zydowskiej i lozy [masonskiej - przyp. W.K.]. Gdy prowadzono te prace, amerykanski komendant zamknal caly budynek i zabronil zabierania kolejnych przedmiotow".

Jednym z pracownikow, ktorzy przegladali i sortowali ksiegozbiory w piwnicach RSHA, byl Alfred Weiland. Zajmowal sie tym od czerwca 1945 roku do lutego 1946 roku. Weiland, jak ustalila Sylwia Kubina, wykorzystywal marny nadzor zolnierzy amerykanskich nad zbiorami zlozonymi w piwnicach przy Eisenacherstrasse 12 i bardzo czesto wynosil co ciekawsze ksiazki, by wzbogacic swa prywatna biblioteke. Zachecal takze swoich znajomych do szabrowania ksiazek. Z cala pewnoscia Weiland wiedzial, ze trzy zabrane przez niego niemieckojezyczne ksiazki naleza do polskiej biblioteki sejmowej, ale najwyrazniej, jak pisze niemiecka badaczka, nie lubil zadawac sobie pytan o pochodzenie swych ksiazek. Niewykluczone zreszta, ze wyniosl on wiecej polskich ksiazek, ktore pozniej wymienil z innymi bibliofilami lub sprzedal. Nie ma podstaw jednak, by sadzic, ze zabral ich w sumie wieksza ilosc.

Nie wiadomo, niestety, ile ksiazek ze zbiorow biblioteki sejmowej przetrwalo wojne w piwnicach przy Eisenacherstrasse 12 w Berlinie. Mozna jedynie przypuszczac, ze czesc z nich jeszcze w czasie wojny, czesc juz po kapitulacji III Rzeszy, trafila do niemieckich bibliotek publicznych i zbiorow prywatnych.

Do Polski nie wrocila po wojnie z Eisenacherstrasse 12 ani jedna ksiazka.

- Wojenne losy biblioteki sejmowej sa dla nas szczegolnie wazne. Jest to jedyny ksiegozbior, ktorego rabunek i pozniejsze dzieje udalo sie odtworzyc na podstawie niemieckich dokumentow, zatem w sposob absolutnie wiarygodny. Dzieki temu poznac mozna bylo szczegolowe motywy rabunku - mowi dr Andrzej Mezynski.

Losy biblioteki sejmowej pokazuja cos jeszcze - drogi, jakimi zrabowane w Polsce ksiazki trafialy do nie znanych nam ciagle zbiorow w Niemczech, w ktorych zapewne pozostaja do dzis.

Tadeusz Jakubowski trafia na dowod, ze ksiaze wolal guziki wypukle od plaskich

Na terenach wlaczonych do Rzeszy Niemcy gromadzili zrabowane ksiegozbiory w Buchsammelstellen, skladnicach ksiazek. Tam zbiory przegladano i sortowano. Czesc ksiazek trafiala stamtad do niemieckich zbiorow publicznych na terenach wlaczonych do Rzeszy. Znacznej czesci zgromadzonych w skladnicach ksiazek Niemcy do konca wojny nie zdolali posortowac ani wywiezc.

Komunistyczne wladze bardzo szybko pomyslaly o przejmowaniu przemieszczonych w czasie okupacji zbiorow bibliotecznych. Juz 29 listopada 1944 roku resort oswiaty Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego wydal okolnik, ktory miedzy innymi nakladal na inspektorow szkolnych na wyzwolonych terenach Polski obowiazek zabezpieczenia ksiegozbiorow zabranych przez wladze okupacyjne "osobom fizycznym i prawnym". Co kryje sie pod slowem "zabezpieczenie", uzywanym przez kilka poprzednich lat przez niemieckie wladze okupacyjne przy okazji rabunku dobr kultury, rzad lubelski wyjasnil 6 maja 1945 r. Wydana tego dnia ustawa o majatkach opuszczonych i porzuconych pozwalala na konfiskate ksiegozbiorow opuszczonych, czyli miedzy innymi zbiorow skonfiskowanych Polakom i polskim instytucjom publicznym przez okupanta - pod warunkiem ze przedstawiaja one szczegolnie wysoka wartosc dla kultury narodowej. Ustawa ta miala w przyszlosci umozliwic wiele konfiskat prywatnych bibliotek.

W pierwszych miesiacach po wyzwoleniu na ziemiach zachodnich i polnocnych starano sie przede wszystkim ratowac ksiazki narazone na zniszczenie. W Poznaniu rewindykacje ksiegozbiorow znajdowanych w Wielkopolsce i po czesci na Pomorzu powierzono tamtejszej Bibliotece Uniwersyteckiej. W hitlerowskiej skladnicy ksiazek w poznanskim kosciele sw. Michala podczas nalotu aliantow w 1944 roku splonal ponad milion ksiazek sposrod 1,4 miliona tam skladowanych. W czasie walk o Poznan w lutym 1945 roku kosciol zostal dodatkowo uszkodzony, wiec juz w pierwszych dniach kwietnia pracownicy Biblioteki Uniwersyteckiej rozpoczeli sortowanie i wydawanie ksiazek wlascicielom. Do konca 1946 roku ze skladnicy tej wydano ponad 156 tysiecy tomow, z czego do prywatnych wlascicieli wrocilo 17,5 tysiaca woluminow. Najwieksze zbiory zrabowanych przez okupanta ksiazek znajdowaly sie w bylych niemieckich skladnicach w poznanskich kosciolach sw. Michala, sw. Stanislawa i sw. Malgorzaty, czesto jednak znajdowano zbiory ukryte przez Niemcow na prowincji. W gmachu Biblioteki Kornickiej odkryto 383 skrzynie z ksiazkami zakladow naukowych uniwersytetu poznanskiego, a w miejscowosci Smogulec w powiecie wagrowieckim znaleziono 54 skrzynie z najcenniejszymi drukami z poznanskiej Biblioteki Uniwersyteckiej. Do konca 1946 roku do skladnic Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu zwieziono okolo 385 tysiecy tomow. W wiekszosci byly to ksiegozbiory zrabowane w czasie okupacji przez Niemcow.

Akcja rewindykacji ksiazek na kresach zachodnich zostala oficjalnie zakonczona na poczatku 1951 roku. Niezaleznie jednak od urzedowych poszukiwan coraz czesciej przypadkiem znajdowano okruchy zrabowanych ksiegozbiorow. W grudniu 1949 roku klasa maturalna warszawskiego Liceum im. Tomasza Zana wyjechala na zimowisko do Szklarskiej Poreby. Dwa dni przed Wigilia uczen Tadeusz Jakubowski zachorowal na szkarlatyne i trafil do najblizszego szpitala zakaznego w Myslakowicach pod Jelenia Gora. Szybko zaprzyjaznil sie z personelem.

- Bylem najstarszym pacjentem na oddziale dzieciecym i wieczorami pracownicy przychodzili do mnie porozmawiac, powspominac wojenne przejscia. Pamietam, ze siostra Zofia Kitzman wspominala pobyt w niemieckim obozie, siostra Zofia Pochopien mowila o pracach przymusowych, a pani Waclawa, tamtejsza kucharka, ktorej nazwiska dzis juz nie pamietam, opowiadala o powstaniu warszawskim - wspomina dzis Tadeusz Jakubowski.

Po zakonczeniu leczenia pani Waclawa wreczyla licealiscie na pamiatke 15 stron rekopisu. Byl to spisany przez polskiego szlachcica diariusz zwycieskiej wyprawy krola Wladyslawa IV Wazy na odsiecz Smolenskowi w 1633 roku. Kucharka wyjasnila, ze rekopis ten znalazly dzieci w zabudowaniach gospodarczych w pobliskiej wsi Lomnica.

- Powiedzialem, ze takiego podarunku nie moge przyjac, bo nalezy on do narodu. Poprosilem pania Waclawe, by przyniosla mi wszystkie ksiazki i papiery z tamtego budynku - mowi Tadeusz Jakubowski.

Pani Waclawa przyniosla 25 drukow i rekopisow. Na ich widok rezolutnemu licealiscie zakrecilo sie w glowie. Byl tam, jak wspomina, procz diariusza wiktorii smolenskiej z 1633 roku, regulamin artylerii konnej wojska polskiego z 1825 roku, napisany recznie w jezyku polskim, rozkaz podpisany przez Wielkiego Ksiecia Konstantego, by zmienic w wojsku polskim guziki plaskie na wypukle z zachowaniem wszelako rysunku, fragment XIX-wiecznego sztambucha z nieco inna, niz znamy, wersja Mazurka Dabrowskiego, "Statut Stowarzyszenia Polakow Pracujacych w Paryzu" dotyczacy kas zapomogowo-pozyczkowych Wielkiej Emigracji, plan sejmu galicyjskiego z nazwiskami wszystkich poslow.

- Najwieksze wrazenie wywarly na mnie wykazy aresztowanych ochotnikow polskich przedzierajacych sie do powstania listopadowego z Wielkopolski. Sporzadzila je carska straz graniczna. Byly tam nastepujace rubryki: imie i nazwisko pojmanego, data ujecia go, miejsce aresztowania, imie i nazwisko konfidenta, ktory go wydal oraz wynagrodzenie konfidenta - opowiada Tadeusz Jakubowski.

Po powrocie do Pruszkowa licealista pokazal znalezione ksiazki i dokumenty dyrektorowi szkoly Romanowi Kubinskiemu. Jeszcze tego samego dnia, 23 stycznia 1950 roku, zaniosl je do Muzeum Narodowego.

- Do dzis mam pokwitowanie zlozenia daru. Zawsze cieszylem sie, ze trafilo na mnie i tak cenne skarby nie zmarnowaly sie. Ciekaw tylko jestem, czy pozniej przydaly sie komus w pracy naukowej - mowi Tadeusz Jakubowski.

W tekscie wykorzystano m.in. opracowania: Malgorzaty Glowackiej-Helak, Wojciecha Kowalskiego, Marii Michalowskiej, Stanislawa Nahlika

Wlodzimierz Kalicki

 

 

Prawdziwy koniec wedrowki Eneasza
SZTUKA ZAGRABIONA 1

Pani Morza spod ziemi
SZTUKA ZAGRABIONA 2

Mlodzieniec przecudnej urody, od swiata ukryty
SZTUKA ZAGRABIONA 3

Ksiag starych duchy srebrnoszare
SZTUKA ZAGRABIONA 4

Pamiec w plomieniach
SZTUKA ZAGRABIONA 5

Rejtan pod szynkwasem
SZTUKA ZAGRABIONA 6

Oltarz po dwakroc porywany
SZTUKA ZAGRABIONA 7

Jesienia ksiazki wracaja z poludnia
SZTUKA ZAGRABIONA 8

Bracia Czescy wracaja z Niemiec do Polski
SZTUKA ZAGRABIONA 9

Madonna znika pod szklanka kawy
SZTUKA ZAGRABIONA 10

Lew z ludzkimi oczami
SZTUKA ZAGRABIONA 11

Siostra Fryderyka
SZTUKA ZAGRABIONA 12

Biblia i dzentelmeni
SZTUKA ZAGRABIONA 13 W polowie XII wieku skryba zanotowal na kartach Biblii Plockiej, ze spadajace spod stropu plockiej katedry strusie jajo z cenna relikwia cudem pochwycil w locie niejaki Zachariasz.Byl to pierwszy opis cudu na polskich ziemiach. W roku 1940 Niemcy z fanfarami wywiezli Biblie pociagiem. W roku 1978 potajemnie odwiezli taksowka

Pontyfikal i Stasi
SZTUKA ZAGRABIONA 14 Bezcenny Pontyfikal Plocki Niemcy zrabowali w roku 1940.

Trzystuletni romans
SZTUKA ZAGRABIONA 15 Ich historia zaczela sie przed trzema wiekami.

 
Copyright © 2001 Polish American Congress of Southern California. All Rights Reserved ®