Bracia Czescy wracaja z Niemiec do Polski

Zespol pracownikow Archiwum Glownego Akt Dawnych
Fot. AGAD

WLODZIMIERZ KALICKI

Przebrany za majora polski archiwista kupil w okupowanych Niemczech kilkadziesiat butelek wodki i rozdal niemieckim robotnikom. Ministerstwo Finansow nie moglo tej wodki przebolec i przez trzy lata odmawialo rozliczenia delegacji. Archiwista musial zostac w Warszawie. Bezcenne akta, po ktore mial pojechac za Labe, zamiast trafic do polskich archiwow, pozostaly w Niemczech.

Obywatel Sieradzki Stanislaw 3 pazdziernika 1945 roku stanal przed obliczem obywatela Waligorskiego, kierownika referatu spoleczno-politycznego przy starostwie powiatowym w Bydgoszczy. Stanal niewezwany, jak zaznaczyl w protokole obywatel Waligorski. Obywatel Sieradzki zeznawal, obywatel Muszynski, kierownik kancelarii starostwa, przysluchiwal sie, obywatel Waligorski zas notowal:

"Bedac polskim jencem wojennym zostalem przez okupantow niemieckich z obozu jencow w Altengrabow (Stalag XI A) odkomenderowany w styczniu i lutym br. do miejscowosci Meisdorf pow. Manzfelder - Gebirgskreis (w Harzu) do prac przy wyladowywaniu roznych aktow w duzej ilosci obcego pochodzenia, pomiedzy innymi aktow z napisami "Polnische Archivakten". Samych polskich aktow lacznie z regalami i maszynami do pisania bylo wedlug mego obliczenia wiecej jak 5 wagonow.

Akta te zostaly zlozone w zamku hrabiego Asseburga w miejscowosci Meisdorf (jak wyzej) i w miejscowosci Dennerhausen odleglej od Meisdorfu o 3 km. Miejscowosci te zostaly zajete przez wojska amerykanskie, a w lipcu br. przeszly pod okupacje sowiecka. Jako drugiego swiadka, ktory przy tych pracach wspolnie ze mna byl zajety, podaje ob. Kraszkiewicza Franciszka zamieszkalego w Osielsku pow. Bydgoszcz. Tak zeznalem, Sieradzki St.".

Podobne zeznania przymusowych robotnikow, kolejarzy, pracownikow firm transportowych zaraz po wojnie uzupelnily konspiracyjna dokumentacje rabunkow i wywozu polskich archiwow przez Niemcow.

W imieniu Ministerstwa Oswiaty dyrektor Archiwow Panstwowych W. Suchodolski juz 17 stycznia 1946 roku przekazal Ministerstwu Spraw Zagranicznych spis rozpoznanych wowczas przez polskich archiwistow miejscowosci w amerykanskiej, brytyjskiej i radzieckiej strefie okupacyjnej, w ktorych znajdowaly sie archiwalia zrabowane w Polsce.

Na terenach zajetych przez Amerykanow rozpoznano cztery miejsca ukrycia polskich akt. Najcenniejsze ze zlokalizowanych dokumentow, akta warszawskiego archiwum Radziwilow, znajdowaly sie na zamku Fischhorn kolo Zell am See. Czesci zbiorow Archiwum Miejskiego z Torunia i Archiwum Panstwowego w Katowicach Niemcy wywiezli z Polski do Marburga, a stamtad do Grasleben. Akta rozmaitych urzedow gdanskich polscy archiwisci zlokalizowali w Ostheim niedaleko Fuldy.

Wiecej wiadomo bylo juz wtedy o polskich archiwaliach znajdujacych sie w strefie brytyjskiej. Do Goslaru Niemcy przewiezli bezcenne zbiory Archiwum Panstwowego w Poznaniu - okolo 4500 dyplomow dotyczacych duchowienstwa, klasztorow, miast i wsi z lat 1153-1931. Z Archiwum Kapitulnego w Gnieznie do Goslaru trafily kolekcje dokumentow arcybiskupich, z ktorych najstarsze pochodzily z IX wieku, oraz bezcenne rekopismienne, iluminowane ewangeliarze i mszaly z najdawniejszych wiekow. Obok nich spoczely zrabowane poznanskie Archiwum Archidiecezjalne, wloclawskie Archiwum Kapitulne, ksiegi metrykalne wojewodztwa pomorskiego.

Najwazniejsze skarby ukryte w Goslarze pochodzily ze zbiorow Archiwum Glownego Akt Dawnych. Polscy archiwisci podejrzewali, ze oprocz wywiezionej w 1942 roku roku kolekcji dokumentow Wielkich Mistrzow Zakonu Krzyzackiego i archiwum ksiazat pruskich w Goslarze ukryte byly dokumenty pergaminowe z polskiego Archiwum Koronnego.

Niewiele wiedziano o archiwaliach ukrytych na terenie sowieckiej strefy okupacyjnej. W styczniu 1946 roku rozpoznano tylko osiem miejsc, w ktorych powinny znajdowac sie polskie akta. W Magdeburgu spoczywala czesc zbiorow Archiwum Panstwowego w Poznaniu, w tym szczegolnie cenne niemieckie spisy wysylanych do Rzeszy transportow zrabowanych polskich dokumentow. W archiwach poczdamskich zlozono zagrabiona w AAN i archiwum poznanskim dokumentacje niemieckich i austriackich wladz wojskowych i okupacyjnych z czasow I wojny swiatowej. Pod numerem 3 na liscie Ministerstwa Oswiaty zaznaczono obecnosc ponad 5 wagonow akt w Meisdorf, w zamku hrabiego Asseburga. W rubryce "Nazwa przedmiotu, opis i inne dane, umozliwiajace rozpoznanie" autor zestawienia, zapewne dyrektor Archiwow Panstwowych, zacytowal po prostu zeznanie Stanislawa Sieradzkiego, zlozone 3 pazdziernika 1945 roku w starostwie powiatowym w Bydgoszczy.

Major Meekings darowuje Sowietom Inflanty, ale pozniej zmienia zdanie

Ministerstwo Spraw Zagranicznych przekazalo liste ujawnionych miejsc przechowywania polskich archiwaliow do Polskiej Misji Wojskowej w Berlinie.

Do wykazow z trzech stref okupacyjnych Niemiec dolaczono przygotowany w lutym 1946 roku zestaw archiwaliow polskich znajdujacych sie w podzielonym na strefy okupacyjne Berlinie. W Staatsbibliothek ukryto wywiezione z poznanskiego archiwum archidiecezjalnego pergaminowe rekopisy teologiczne z okresu od X do XIII wieku. Do siedziby RSHA przy Eisenacherstrasse 12 w czasie okupacji trafila nie tylko biblioteka sejmowa, ale i dokumenty zrabowane z kancelarii Prymasa Polski oraz z Archiwum Archidiecezjalnego w Poznaniu. Wsrod nich - listy Sienkiewicza, Siemiradzkiego i innych znanych osob.

Sprawami rewindykacji dobr kultury zajmowal sie w Polskiej Misji Wojskowej pplk Jan Morawinski. Juz w styczniu 1946 roku wystapil on do wladz brytyjskich o zwrot polskich dobr kultury wywiezionych do Rzeszy.

W czerwcu 1946 roku pplk Morawinski przekazal Brytyjczykom poszerzona liste polskich archiwaliow znajdujacych sie w ich strefie okupacyjnej. Sam nie mogl prowadzic poszukiwan, gdyz zabranialy tego brytyjskie wladze okupacyjne.

"Tu trzeba respektowac biurokracje. Trzeba czekac, az sie laskawie zgodza mowic, czekac, az zechca poprosic do siebie i cos pokazac, az zechca uznac cos za polskie" - zalil sie Morawinski w obszernym raporcie napisanym 3 listopada 1946 roku. Byl to juz czas wykluwania sie zimnej wojny. Warunki pracy Morawinskiego w strefie brytyjskiej nie rokowaly wielkich sukcesow: "Ogolne nastawienie Anglikow do Polski dzisiej-szej i jej przedstawicielstwa na tutejszym terenie jest negatywne. Objawia sie ono w nieufnosci okazywanej nam na kazdym kroku, w niecheci i utrudnianiu wszelkich poczynan [...] Wszystko obsadzone oficerami [brytyjskimi - przyp. W.K.]. Psychika zbiorowiska oficerskiego i atmosfery oficerskiej (mania wielkosci i wszechwladztwa, nikla inteligencja i slabe zainteresowanie rzeczami, ktore nie sa J. Kr. Mosci, nie sa wlasne i nie sa jedzeniem i napitkiem) jest tutaj najtypowsza. Zwlaszcza ze co inteligentniejsi oficerowie, liczacy na zrobienie kariery - uciekaja do Anglii. Zostaja tylko beznadziejne matolki. Udzial Niemcow w administracji jest ogromny. Oficer, ktoremu podlega jakas dziedzina, przewaznie nie umie sie nia zajac, ani chce. Posluguje sie Niemcami, ktorzy sa nadzwyczajnymi pracownikami o cudownych zaletach, podbijajacych wszystkie anglosaskie serca. Po pewnym czasie "odpowiedni" Anglik jest juz tylko figura. O sprawach swoich nie wie juz nic. Mysli zan, planuje, kieruje i wykonuje Niemiec. [...] Zaden Anglik nie ma pojecia o metodzie rabun- kow niemieckich i kazdy okazuje jednakowo niedowierzajace zdziwienie, gdy mu sie tlomaczy, ze Niemcy brali cos bez protokolu i pokwitowan lub bez komisji dwustronnej. Ze inwentarze i kartoteki tez brali. Ze nie mozna bylo fotografowac, ze nie bylo komu".

W tej sytuacji pplk Morawinski doszedl do wniosku, ze "stosunki tutaj nie wymagaja innych metod anizeli zalatwianie rewindykacji poczestunkiem czy podarkiem "ad captandam benevolentiam" [dla zjednywania sobie wzgledow - przyp. W.K.]". Pplk Morawinski bankietowal zatem, dawal prezenty, a przy okazji tlumaczyl Anglikom, jak wygladala hitlerowska okupacja Polski. Skutecznie. Z dwoma brytyjskimi oficerami, szefem Sekcji Sztuk Pieknych i Archiwow w brytyjskim zarzadzie do spraw dobr zagrabionych majorem Norrisem oraz odpowiedzialnym w tej sekcji za sprawy archiwow majorem Meekingsem pplk Morawinski po paru miesiacach potrafil doskonale porozumiec sie i wspolpracowac. O majorze Meekingsie napisal w sprawozdaniu do dyr. Suchodolskiego, ze "jest to jedyny spotkany przeze mnie tutaj Anglik, ktory zalatwia sprawy rzeczowo i porzadnie. Wie, o co chodzi i chce naprawde zalatwic".

Byl to partner bezcenny, gdyz pplk Morawinski zamierzal nie tylko odzyskac zrabowane przez Niemcow archiwalia, ale i przewiezc do Polski niemieckie archiwa dotyczace ziem zachodnich i polnocnych. Jak wynika z jego szczegolowych pism do dyrektora Archiwow Panstwowych W. Suchodolskiego, rozmawiajac o tych archiwaliach z Anglikami, unikal roztrzasania kwestii prawnych i politycznych. Rozmowcow przekonywal, ze bez niemieckich dokumentow zarzadzanie terenami, ktorych one dotycza, bedzie trudne lub zgola niemozliwe.

Jesienia 1946 roku pplk Morawinski wybral sie z majorem Meekingsem na inspekcje do Goslaru i do Bad Salzdetfurth, gdzie znajdowaly sie najwieksze na terenie brytyjskiej strefy okupacyjnej zasoby zrabowanych polskich akt. Po tej podrozy przekonal majora Meekingsa, ze Polska powinna otrzymac ewakuowane pod koniec wojny na zachod niemieckie archiwa dotyczace ziem na wschod od Odry i Nysy.

Umowe z Morawinskim potwierdzil Meekings pismem z 20 listopada 1946 roku, skierowanym do brytyjskich wladz okupacyjnych i do Polskiej Misji Wojskowej. Polska otrzymac miala procz zrabowanych akt takze archiwa Szczecina, Elblaga, Gdanska i Malborka.

Major Meekings jeszcze w pazdzierniku 1946 roku odmowil wydania Archiwow Panstwowych w Plocku i Krolewcu: "Poniewaz Krolewiec jest obecnie w Rosji, wydzial nasz przypuszcza, ze beda one zwrocone wladzom rosyjskim. Zdajemy sobie sprawe, ze wsrod tych archiwaliow z Krolewca moze byc pewna liczba akt z polskich archiwow". Ostatecznie jednak Meekings w umowie z 20 listopada 1946 roku zapowiedzial wydanie Polsce 33 zespolow z archiwum krolewieckiego, a takze dwunastu skrzyn dokumentow dotyczacych Niemcow baltyckich. Los reszty historycznych archiwaliow z Krolewca rozstrzygniety mial byc przez komisje ekspertow, do ktorej w mysl umowy Meekings - Morawinski Warszawa powinna jak najrychlej delegowac swego przedstawiciela. W kazdym razie Brytyjczycy za sprawa Meekingsa zablokowali wydanie ich Moskwie.

- Umowa Morawinskiego z Meekingsem byla wielkim sukcesem przedstawiciela Polski. Szczegolne znaczenie mialy ustalenia, ze archiwum krolewieckie przekazane ma byc zgodnie z zasada przynaleznosci terytorialnej archiwaliow - mowi zastepca dyrektora naczelnego Archiwow Panstwowych dr Wladyslaw Stepniak.

Dr Erich Randt prosi Polakow o zaswiadczenie, ze byl przyzwoitym Niemcem

List, ktory 9 listopada 1946 roku nadszedl z Berlina na adres Gabinetu Nauk Pomocniczych Historii Uniwersytetu Jagiellonskiego, wprawil profesora Wladyslawa Semkowicza w niemale zaklopotanie. Jego okupacyjny zwierzchnik, byly dyrektor archiwow Generalnego Gubernatorstwa dr Erich Randt prosil, aby profesor i jego koledzy, ktorzy takze w czasie okupacji pracowali w archiwach, wystawili mu swiadectwo dobrego sprawowania. "Jestem przekonany, ze wszyscy czlonkowie polskiego zarzadu archiwow, z ktorymi podczas wojny wspolpracowalem w Generalnym Gubernatorstwie, wiedza, ze cala moja sile uzylem tam dla odbudowy polskich archiwow i dla ochrony polskich dobr archiwalnych, nie tylko przed bezposrednimi niebezpieczenstwami wojny, lecz takze przed partyjno-politycznymi zadaniami" - stwierdzal dr Randt na poczatku swego obszernego listu. Zaswiadczenia z Polski chcial przedstawic na swym procesie denazyfikacyjnym.

Profesor Semkowicz pokazal list z Berlina kilku krakowskim archiwistom, a nastepnie zawiadomil dyrektora Archiwow Panstwowych W. Suchodolskiego: "Oczekujemy wszyscy decyzji pana Dyrektora w tej sprawie, przy czym ogolne tu jest zdanie, ze mozna by Randtowi pojsc na reke, tak jak on szedl nam na reke, i dopomoc mu do denazyfikacji, ale podnosi sie tutaj, ze przy tej sposobnosci (i to jako warunek) trzeba by wydobyc od niego wiadomosci o wywiezionych archiwaliach, ktorych miejsce przechowywania nie jest dotad wiadome".

Sprawe udzielenia doktorowi Randtowi zaswiadczenia rozpatrzylo niezwlocznie Ministerstwo Oswiaty, wowczas naczelna wladza archiwalna Rzeczypospolitej. Ostatecznie zdecydowano, ze byly dyrektor archiwow w Generalnym Gubernatorstwie moze otrzymac z Polski pozytywna opinie, o ile rozpoczete wlasnie sledztwo nie ujawni nieznanych wczesniej ciemnych kart z jego okupacyjnej dzialalnosci, on sam zas zlozy szczegolowe wyjasnienia w sprawie wywozu przez Niemcow polskich archiwaliow. Dyrektor Suchodolski w liscie do kierownika wydzialu konsularnego Polskiej Misji Wojskowej w Berlinie, informujacym o sprawie Randta, oczekiwania wobec niemieckiego archiwisty rozszerzyl: "Memorandum [Randta - przyp. W.K.] powinno zawierac takze informacje, dokad byly wywozone akta, dokumenty i plany z archiwow w Gdansku, Krolewcu, Szczecinie i Wroclawiu. Szczegolnie wazne sa wiadomosci, dotyczace akt wroclawskich. Chodzi o to, w jaki sposob byly one rozproszone w granicach Slaska oraz o wiadomosc, czy byla znaczna ich czesc zabrana z magazynow archiwalnych i umieszczona w piwnicach archiwum i w piwnicach domow niemieckich. Wobec calkowitego zniszczenia przez wojska niemieckie archiwum i dzielnicy otaczajacej je dla urzadzenia tam lotniska wewnetrznego w miescie, dzielnica ta dzis ma postac zupelnie rownego placu. Przekopywanie go na slepo jest niemozliwe. Archiwa wroclawskie poniosly w ogole b. ciezkie straty".

Dr Randt zgodzil sie na warunki strony polskiej.

W grudniu 1946 roku Polska Misja Wojskowa przeslala Randtowi pismo, w ktorym domagano sie wyjasnienia losow niektorych z zaginionych zbiorow. Erich Randt, ktory po wojnie zostal przez alianckie wladze okupacyjne przymusowo zatrudniony jako pomocnik robotnika budowlanego w specjalnym oddziale pracy, postanowil wykorzystac okazje:

"[...] bede sie staral wyjasnic wszelkie mi stawiane pytania w czasie jak najkrotszym [...] moge to uczynic tylko w godzinach wolnych od pracy droga korespondencyjna. Gdyby istniala mozliwosc zwolnienia mnie od wyzej wspomnianej mej pracy na przeciag kilku tygodni i zezwolenia mi na przeprowadzenie wymaganych czynnosci w Tajnym Archiwum Panstwowym w Berlinie Dahlem, Archivstrasse 12-14, przyspieszyloby to koniecznie wymagane prace wstepne".

Informacje przekazane przez dr. Randta w bardzo obszernych listach z 27 i 31 grudnia 1946 roku okazaly sie na tyle przydatne w poszukiwaniach zrabowanych archiwaliow, ze 10 stycznia 1947 roku Ministerstwo Oswiaty zaaprobowalo wniosek kierownika Wydzialu Konsularnego Polskiej Misji Wojskowej w Berlinie, by dr. Randta uchronic przed pracami przymusowymi, a takze by udzielac mu pomocy materialnej.

Dr Erich Randt okazuje sie byc przyzwoitym Niemcem

W marcu 1947 roku kierownik Archiwum Panstwowego w Krakowie dr Wlodzimierz Budka zakonczyl gromadzenie dokumentacji o pobycie Ericha Randta w Generalnym Gubernatorstwie:

"Dr Randt, dyrektor Archiwum Panstwowego we Wroclawiu, zawdzieczal, jak przypuszczam, swoje stanowisko w "rzadzie" G.G. raczej walorom fachowym anizeli partyjnym. W klapie marynarki nosil skromna odznake NSDAP; w mundurze partyjnym nie widzialem go nigdy. O dzialalnosci partyjnej Randta nic mi nie wiadomo. [...] Stosunek Randta do Narodu i Panstwa Polskiego nie jest mi znany. W kazdym razie z ust jego nie slyszalem nigdy slow obrazliwych na temat Polakow i Polski i nigdy nie urazil poczucia narodowego ani mojego, ani moich kolegow. Wcale czesto natomiast wyrazal sie z szacunkiem o poziomie fachowym i naukowym archiwistow polskich".

W opinii polskich archiwistow dyrektor Randt bardzo zyczliwie odnosil sie do podlegajacego mu polskiego personelu. Gdy w 1940 roku niemiecki samochod zabil przypadkowo woznego krakowskiego archiwum, zawiadomiony o wypadku Randt polecil zmienic w dokumentach date zgonu, by jako pracodawca mogl wyplacic wdowie wyzsze posmiertne. Dr Randt chetnie zatrudnial wysiedlanych przez niemieckie wladze polskich archiwistow: dyrektora Archiwum Panstwowego w Poznaniu dra Kazimierza Piskorskiego i kierowniczke Archiwum Miejskiego w Toruniu Helene Piskorska. Po upadku powstania warszawskiego przyjal do pracy dwoje pracownikow stolecznego Archiwum Glownego. W ten sposob niemiecki archiwista pomagal polskim archiwistom - personel Archiwum Panstwowego w Krakowie byl bowiem tak liczny, ze nowi pracownicy nie byli niezbedni.

Dr Randt staral sie o zwolnienie z obozu koncentracyjnego w Oranienburgu profesora Uniwersytetu Jagiellonskiego Wladyslawa Semkowicza. Po powrocie profesora do Krakowa zatrudnil go w Archiwum Panstwowym. Do prof. Semkowicza napisal tez w 1946 roku list z prosba o wydanie opinii dla alianckiego sadu denazyfikacyjnego.

Trudniej bylo ocenic dzialalnosc merytoryczna Randta jako dyrektora archiwow Generalnego Gubernatorstwa. Skrupulatnie bowiem wykonywal polecenia swych wladz, by wszelkie zbiory dokumentow dotyczacych polskich ziem wcielonych do Rzeszy wywiezc do archiwow niemieckich. W ten sposob pokazne zespoly akt, w tym bezcenne dokumenty z dawnych wiekow, wywieziono do Katowic. Niewielkie ilosci akt z Krakowa otrzymalo archiwum we Wroclawiu i dowodztwo Wehrmachtu.

Z drugiej strony Erich Randt uratowal od zniszczenia wielka ilosc polskich archiwow. Do Archiwum Panstwowego w Krakowie sciagnal znaczna ilosc registratur i archiwow polskich wladz, urzedow i instytucji zlikwidowanych przez wladze okupacyjne, w tym krakowskiego Urzedu Wojewodzkiego i starostwa grodzkiego, kilkunastu sadow grodzkich, Prokuratorii Generalnej, Wyzszego Urzedu Gorniczego, Polskiej Akademii Umiejetnosci. Archiwum Urzedu Wojewodzkiego czesciowo zdazyl juz zniszczyc Wehrmacht, zajmujacy pomieszczenia UW. Dr Randt ratowal przed zniszczeniem takze polskie archiwa prywatne. Do archiwum Panstwowego w Krakowie sciagnal zagrozone zniszczeniem bezcenne archiwa hrabiow Krasickich z Leska i ksiazat Sanguszkow z Gumnisk.

Spora zasluga Randta bylo odzyskanie skarbow krakowskich dominikanow. Najstarsze dokumenty i najcenniejsze ksiegi w 1939 roku zakonnicy ewakuowali do Lublina. Niemcy szybko odszukali je i wywiezli do Rzeszy. Dyrektorowi Randtowi udalo sie je jednak sciagnac do Archiwum Panstwowego w Krakowie.

Dr Wlodzimierz Budka opisal przejecie 22 skrzyn z archiwaliami Potockich z Palacu pod Baranami jesienia 1940 roku: "W kilku skrzyniach stwierdzono same muzealia: bardzo cenne pasy staropolskie, bron zabytkowa itp. Randt orzekl, ze nalezy je przekazac wladzom muzealnym. Jednak tego nie zrobil, nie z zapomnienia, lecz poniewaz wiedzial o zlodziejstwach niemieckich muzeologow".

Polscy archiwisci ustalili, ze w trosce o los krakowskich archiwaliow Randt przeciwstawial sie pod koniec okupacji decyzjom niemieckich wladz wojskowych. Jako dyrektor archiwow w Generalnym Gubernatorstwie nie ponosil natomiast osobistej odpowiedzialnosci za spalenie archiwow warszawskich.

W marcu 1947 roku dyrektor Archiwow Panstwowych W. Suchodolski wystawil Erichowi Randtowi pozytywne urzedowe zaswiadczenie o jego dzialalnosci w czasie okupacji. Przeslal je do Polskiej Misji Wojskowej w Berlinie i dopiero wtedy odpisal na prywatny list dr. Randta sprzed kilku miesiecy:

"[...] dzis, po wojnie, nie moglem nawiazac korespondencji innej niz na drodze oficjalnej. Stala sie ona jednoczesnie zamknieciem sprawy archiwaliow polskich miedzy nami a Panem Dyrektorem [...] Ze zaswiadczenie to wypadlo zapewne w tresci zgodne z tym, czego Pan Dyrektor oczekiwal, wolno mi wyrazic nadzieje, ze pozwoli Mu ono wyjsc z obecnej przykrej sytuacji i wrocic do warsztatu pracy naukowej".

Dyrektor archiwum Adam Stebelski otrzymuje material na plaszcz, mundur, buty, pas i czapke

Kierownictwo Polskiej Misji Wojskowej w Berlinie zdawalo sobie sprawe, jak wielkim sukcesem strony polskiej bylo ogolne porozumienie w sprawie rewindykacji archiwaliow ze strefy brytyjskiej zawarte przez pplk. Jana Morawinskiego i majora Meekingsa. Wykonanie porozumienia zalezalo jednak od dobrej woli brytyjskich wladz okupacyjnych. Tymczasem stosunki aliantow z Moskwa stale pogarszaly sie. Szef Misji gen. Jakub Prawin domagal sie zatem pod koniec listopada 1946 roku od Warszawy przyslania jak najszybciej eksperta archiwalnego, dyrektora Archiwum Glownego Akt Dawnych w Warszawie Adama Stebelskiego, by porozumienie to wyegzekwowac. Tuz po wojnie we wladzach wszystkich czterech stref okupacyjnych Niemiec cywil byl czlowiekiem troszke gorszego gatunku, wiec gen. Prawin zazadal, by dyr. Stebelskiego na czas jego trzytygodniowej misji mianowac oficerem i przyodziac w wojskowy mundur

Ministerstwo Obrony Narodowej na wniosek gen. Prawina mianowalo Adama Stebelskiego majorem, ale o mundurze zapomnialo. "Obecnie zachodzi sprawa jego umundurowania. Ministerstwo Oswiaty prosi tedy Ministerstwo Obrony Narodowej o przydzielenie po cenach przyjetych materialu na plaszcz, mundur, buty, pas i czapke niezbedne do umundurowania dyr. Stebelskiego" - monitowal MON podsekretarz stanu w Ministerstwie Oswiaty.

Zanim dyr. Stebelski uszyl sobie wojskowe przebranie, brytyjskie wladze okupacyjne uznaly 20 stycznia 1947 roku, ze Warszawa moze rewindykowac zagrabione przez Niemcow mienie jedynie z "terytorium, ktore bylo uznane za Polske w momencie wybuchu wojny". Zanosilo sie wiec na to, ze Brytyjczycy wycofaja sie z postanowien powzietych przez Morawinskiego z Meekingsem. Poirytowany gen. Prawin depeszowal z Berlina: "Zwlekanie dalsze z przyjazdem Stebelskiego zepsuje osiagniete rezultaty".

W tym czasie Adam Stebelski jechal juz do Berlina. Natychmiast rozpoczal poszukiwania wywiezionych z Polski archiwaliow i starania o przyznanie Polsce archiwow dotyczacych ziem zachodnich i polnocnych. Wielce pomocne w tych poszukiwaniach byly obszerne wyjasnienia regularnie przesylane dyr. Stebelskiemu przez dr. Ericha Randta. Adam Stebelski zas wyplacal Erichowi Randtowi zapomoge kilkuset marek miesiecznie. W cierpiacych powojenna nedze Niemczech nie bylo to malo.

Adamowi Stebelskiemu udalo sie przekonac wladze brytyjskie do przyjecia zasady, ze ich wlasna decyzja z 20 stycznia 1947 roku o pozostawieniu w Niemczech dobr kultury z ziem zachodnich i polnocnych nie dotyczy archiwaliow. W skladnicy archiwaliow w Goslarze dyr. Stebelski zlecil sprowadzonemu tam wybitnemu niemieckiemu archiwiscie dr. Schmidtowi wybieranie akt zwiazanych z powojennym terytorium panstwa polskiego. Po miesiacu ruszyl do kraju pierwszy transport. Miedzy 28 kwietnia a 31 maja 1947 roku dyr. Stebelski wyslal do Polski 19 wagonow akt pochodzacych z archiwow w Warszawie, Poznaniu, Gdansku, Toruniu, Szczecinie, Bydgoszczy i Pelplinie. Szczegolnie cenne byly akta z ziem odzyskanych: zespoly dokumentow z archiwum miasta Gdanska, akta rejencji olsztynskiej, akta landratur z terenu Mazur, 36 zespolow dokumentow dotyczacych Warmii, archiwum miasta Elblaga, akta miasta, zamku i parafii w Malborku.

Adam Stebelski wyjechal z Niemiec 17 marca 1947 roku. Mimo pomocy Ericha Randta i wsparcia Polskiej Misji Wojskowej w Berlinie nie zdolal odzyskac wszystkich zespolow archiwalnych, ktore zamierzal sprowadzic do kraju. Nie udalo mu sie zwlaszcza rozstrzygnac kwestii bylego Archiwum Krolewieckiego. W brytyjskiej strefie okupacyjnej zostawil plik formalnych wnioskow o kolejne rewindykacje archiwaliow i wniosek o powierzenie dr. Randtowi zadania uporzadkowania w imieniu Polski akt pozostajacych jeszcze w Goslarze.

W lipcu 1947 roku szef Departamentu Personalnego MON gen. Stanislaw Zawadzki upomnial surowo dyr. Stebelskiego, ze powinien on zwrocic zezwolenie na prawo noszenia munduru wojskowego. Misja Adama Stebelskiego dobiegla konca.

- Rewindykacja przeprowadzona przez Stebelskiego w 1947 roku byla najwiekszym sukcesem w staraniach o odzyskanie z Niemiec przynaleznych Polsce materialow archiwalnych, w tym materialow dotyczacych ziem odzyskanych - mowi dyr. Wladyslaw Stepniak.

W cieniu misji Stebelskiego we wszystkich strefach okupacyjnych trwala niezalezna od niej, mniej efektowna, ale rownie istotna akcja rewindykacji archiwow prowadzona przez polskie ministerstwa, urzedy lokalne, sady, zwiazki wyznaniowe, przedsiebiorstwa. Do Polski wrocilo niemalo akt firm panstwowych i prywatnych, akt stanu cywilnego, archiwa Glownego Urzedu Pomiarow Kraju i Ministerstwa Poczt i Telekomunikacji. Polskie archiwa, ktore znalazly sie w sowieckiej strefie okupacyjnej, nierzadko wracaly do Polski przez Moskwe, gdyz Armia Czerwona wywozila z okupowanych Niemiec doslownie wszystko - tak szybko, jak sie tylko dalo. Z ZSRR powrocily zatem w 1946 roku miedzy innymi zrabowane przez Niemcow czesci zbiorow archiwum Zamoyskich oraz archiwum MSZ. Bardzo dobrze natomiast ulozyla sie wspolpraca z wladzami strefy sowieckiej w sprawie odzyskiwania akt z dotyczacych terenow ziem zachodnich. W zamian za znajdujaca sie na terenach Polski, ewakuowana tam w czasie wojny przez Niemcow dokumentacje dotyczaca ziem na zachod od Odry odzyskalismy duze ilosci waznych akt katastralnych, metrykalnych, miejskich i dokumentacji infrastruktury technicznej ziem zachodnich i polnocnych.

Adam Stebelski nie moze rozliczyc niemieckiej wodki i papierosow

Ministerstwo Oswiaty planowalo wyslanie po raz wtory Adama Stebelskiego do Niemiec, w celu ukonczenia staran rewindykacyjnych, jesienia 1947 roku. Na przeszkodzie stanelo jednak Ministerstwo Finansow, ktore odmowilo rozliczenia pierwszej misji dyrektora AGAD. Dyr. Stebelski obawiajac sie, ze wladze brytyjskie w kazdej chwili moglyby przerwac rewindykacje akt z ziem odzyskanych, staral sie zachecic niemieckich robotnikow do jak najwydajniejszej pracy przy ladowaniu akt. Za 4530 marek zakupil dla nich wodke i papierosy, ktorymi nagradzal postepy w pracy. Tego nie moglo zrozumiec Ministerstwo Finansow. Przez trzy lata domagalo sie wyjasnien, zalacznikow, podkladek. Kilkadziesiat butelek gorzalki i kartonow papierosow rozliczono dopiero w marcu 1950 roku.

Tymczasem juz w 1948 roku klimat polityczny w okupowanych Niemczech, w Europie i na swiecie radykalnie pogorszyl sie. 18 lipca w trzech zachodnich strefach okupacyjnych ogloszono reforme walutowa, ktora blyskawicznie doprowadzila do kryzysu berlinskiego. Adam Stebelski, widzac, jak topnieja szanse na odzyskanie czegokolwiek z brytyjskiej strefy okupacyjnej, alarmowal 27 lipca 1948 roku Ministerstwo Oswiaty, skarzac sie na biurokratyczny balagan: "[...] paszport ekspirowal, zezwolenia dewizowego nie mam, jak rowniez zezwolenia na noszenie munduru. Z zestawienia zas dat wynika, ze moglem wyjechac juz w maju. Tymczasem archiwisci niemieccy nie sa bezczynni. Jak wynika z posiadanych informacji, staraja sie urobic na swoja korzysc opinie miarodajnych czynnikow brytyjskich za posrednictwem prasy oraz korespondencji i stosunkow osobistych. W tych warunkach nalezy oczekiwac, ze szanse nasze na uzyskanie naleznych nam archiwow malec beda z kazdym miesiacem. I jesli potrwa to jeszcze jakis czas, utracimy wszelkie widoki na uzyskanie czegos ze strefy brytyjskiej Niemiec". Ministerstwo Finansow ciagle jednak nie moglo zdecydowac sie na zaakceptowanie nagradzania niemieckich robotnikow gorzalka. Ministerstwu Oswiaty pozostalo wysylanie do wladz okupacyjnych memorialow w sprawie zwrotu polskich archiwaliow. Od wladz sowieckich domagano sie oddania 22 zespolow archiwalnych, od wladz brytyjskich oczekiwano wydania dwudziestu zespolow, w tym akt Archiwum Panstwowego w Poznaniu, tamtejszego Archiwum Archidiecezjalnego, Archiwum Kapitulnego w Gnieznie, wreszcie czesci akt dawnego Archiwum Panstwowego w Krolewcu. Ze strefy amerykanskiej wladze polskie chcialy odzyskac przede wszystkim archiwalia gdanskie i archiwum braci czeskich, bezcenne zrodlo do dziejow reformacji w Polsce. Obejmowalo ono miedzy innymi niemal 500 rekopisow i fascykulow powstalych po roku 1424, w tym takie skarby jak niepublikowany rekopis dziela Jana Amosa Komenskiego oraz jego listy. W czasie okupacji archiwum braci czeskich zostalo wywiezione przez Niemcow z Leszna.

Gdy Adam Stebelski wreszcie w styczniu 1949 roku wyruszyl do Niemiec, tak jak wczesniej przewidzial, niewiele juz mogl zdzialac. Nieocenione Ministerstwo Finansow zaopatrzylo go w czek na pokrycie kosztow pobytu w Niemczech, ktory, jak sie okazalo w Berlinie, zrealizowany mogl byc jedynie w Londynie. Stebelski zostal bez grosza przy duszy. Polskie misje restytucyjne byly wowczas juz tylko cieniem misji sprzed trzech lat. Wizytujacy je pod koniec lat czterdziestych wyslannicy Warszawy tak opisywali panujace w nich obyczaje: "zupelny zanik poczucia obywatelskiego", "zajmuja sie, z nielicznymi wyjatkami, swoimi sprawami osobistymi i dorabianiem sie".

Stebelski poszukiwal sladow zaginionych polskich archiwaliow, skrupulatnie dokumentowal polskie zadania, zabiegal o zrozumienie u Brytyjczykow. W 1949 roku na wszystko bylo juz jednak za pozno. Starania o akta krolewieckie skutecznie blokowala Moskwa, niemieccy urzednicy ramie w ramie z brytyjskimi oficerami uniemozliwiali realizacje bezspornych nawet wnioskow rewindykacyjnych strony polskiej. Po dwoch miesiacach dyr. Stebelski wracal do Polski zrezygnowany, z pustymi rekoma.

Nastepny transport rewindykowanych z Niemiec archiwaliow przekroczyl granice polska dwanascie lat pozniej. Po podpisaniu przez PRL 13 maja 1961 roku z NRD protokolu o wzajemnym przekazaniu materialow archiwalnych do polskich archiwow trafilo miedzy innymi 168 bezcennych dokumentow z Archiwum Koronnego Krakowskiego z lat 1209-1436, czesc Archiwum Ksiazat Szczecinskich, akta kapituly katedralnej w kamieniu z lat 1487-1815, akta Sadu Nadwornego w Koszalinie z lat 1582-1817, 950 tomow akt metrykalnych z rozmaitych terenow. NRD otrzymala 563 metry akt niemieckich urzedow centralnych i instytucji lokalnych. W rok pozniej Warszawa przekazala Berlinowi akta osobowe Dyrekcji Poczty we Wroclawiu. Do Polski powrocilo zas archiwum braci czeskich z Leszna, ktorego rewindykacji bezskutecznie domagalismy sie od Amerykanow w lutym 1948 roku. Tymczasem, jak sie w koncu okazalo, bylo ono ukryte na terenie sowieckiej strefy okupacyjnej w miejscowosci Herrnhut.

W tekscie wykorzystano m.in. opracowania Wladyslawa Stepniaka, Krystyny Wrobel-Lipowej, Antoniego Rybarskiego


Wlodzimierz Kalicki


 

 

 

Prawdziwy koniec wedrowki Eneasza
SZTUKA ZAGRABIONA 1

Pani Morza spod ziemi
SZTUKA ZAGRABIONA 2

Mlodzieniec przecudnej urody, od swiata ukryty
SZTUKA ZAGRABIONA 3

Ksiag starych duchy srebrnoszare
SZTUKA ZAGRABIONA 4

Pamiec w plomieniach
SZTUKA ZAGRABIONA 5

Rejtan pod szynkwasem
SZTUKA ZAGRABIONA 6

Oltarz po dwakroc porywany
SZTUKA ZAGRABIONA 7

Jesienia ksiazki wracaja z poludnia
SZTUKA ZAGRABIONA 8

Bracia Czescy wracaja z Niemiec do Polski
SZTUKA ZAGRABIONA 9

Madonna znika pod szklanka kawy
SZTUKA ZAGRABIONA 10

Lew z ludzkimi oczami
SZTUKA ZAGRABIONA 11

Siostra Fryderyka
SZTUKA ZAGRABIONA 12

Biblia i dzentelmeni
SZTUKA ZAGRABIONA 13 W polowie XII wieku skryba zanotowal na kartach Biblii Plockiej, ze spadajace spod stropu plockiej katedry strusie jajo z cenna relikwia cudem pochwycil w locie niejaki Zachariasz.Byl to pierwszy opis cudu na polskich ziemiach. W roku 1940 Niemcy z fanfarami wywiezli Biblie pociagiem. W roku 1978 potajemnie odwiezli taksowka

Pontyfikal i Stasi
SZTUKA ZAGRABIONA 14 Bezcenny Pontyfikal Plocki Niemcy zrabowali w roku 1940.

Trzystuletni romans
SZTUKA ZAGRABIONA 15 Ich historia zaczela sie przed trzema wiekami.

 
Copyright © 2001 Polish American Congress of Southern California. All Rights Reserved ®